16 marca 2017

Klient musi udowodnić wadę towaru

Przy reklamacjach, zarówno konsumenckich, jak i przedsiębiorczych, sedno sprawy sprowadza się do ustalenia, czy reklamowany towar posiada wadę. Reklamujący oczywiście twierdzi, że tak, a sprzedawca widzi sprawę inaczej, twierdząc, że wady nie ma. Kto powinien udowodnić istnienie wady? Czy wystarczy samo stwierdzenie reklamującego, że wada istnieje? Kogo obciążają koszty ewentualnej ekspertyzy, badań? Omawiam zagadnienie ciężaru dowodu przy reklamacji konsumenckiej i przedsiębiorczej.

Ciężar dowodu może być nie do udźwignięcia

Wśród konsumentów występuje nieco mylne przeświadczenie, że skoro Kodeks cywilny przewiduje domniemanie istnienia wady, to konsument nie musi jej wykazywać, wystarczy, że się na nią powoła. Domniemanie to jest wywodzone z przepisu art. 5562 , który stanowi:
Jeżeli kupującym jest konsument, a wada fizyczna została stwierdzona przed upływem roku od dnia wydania rzeczy sprzedanej, domniemywa się, że wada lub jej przyczyna istniała w chwili przejścia niebezpieczeństwa na kupującego.
Powyższe domniemanie ułatwia sytuację konsumenta jedynie o tyle, iż ten nie musi udowadniać, że zakupiona rzecz była wadliwa w chwili zakupu. Domniemywa się, że skoro rzecz zepsuła się w ciągu roku od nabycia, to musiała być wadliwa w chwili zakupu. Jednakże, czy to przesądza o tym, że konsument nie musi udowadniać istnienia wady? 


Na postawione pytanie bardzo trafnej odpowiedzi udzielił niedawno Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej we Wrocławiu w wyroku z dnia 4 października 2016 r. w sprawie o sygnaturze XI C 1187/16. Sąd orzekł, że:

Aby skorzystać z uprawnień przysługujących z tytułu rękojmi za wady fizyczne (w tym prawa odstąpienia od umowy) kupujący powinien wykazać dwie okoliczności: obciążenie rzeczy wadą fizyczną oraz istnienie wady w chwili przejścia niebezpieczeństwa na kupującego lub powstanie wady z przyczyny tkwiącej w rzeczy sprzedanej w tej samej chwili (art. 559 k.c.). O ile wobec istnienia domniemania z art. 5562 k.c. zdecydowanie łatwiej powodowi wykazać spełnienie drugiej przesłanki, nie może on zaniechać wykazania, iż rzecz wadę w ogóle posiada. Zgodnie z ogólną zasadą dowodową wyrażoną w art. 6 k.c. rzeczą powoda w toku procesu było wykazanie, iż zakupiony towar posiadał wadę w rozumieniu art. 5561 k.c.

Powołany fragment orzeczenia, chociaż wprost odnosi się do sytuacji konsumenta w procesie, to jednak ma zastosowanie również poza sądem, czyli w procesie reklamacyjnym. Przepis art. 6 k.c. stanowi wprost o ciężarze dowodu:
Ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne.
Fakt musi udowodnić ten, który na jego podstawie dochodzi swoich praw. Powyższe rozważania stosują się również do przedsiębiorców występujących w charakterze reklamujących. Oczywiście, nie mogą oni skorzystać z powołanego domniemania istnienia wady fizycznej w chwili przejścia niebezpieczeństwa na kupującego. Brak udźwignięcia ciężaru dowodu może skutkować odrzuceniem reklamacji jako bezzasadnej, a w przypadku procesu - przegraniem sprawy


Skoro ciężar dowodu spoczywa na reklamującym, to powinien on starać się wykazać fakt istnienia wady. Może tego dokonać wszelkimi środkami, gdyż polskie prawo nie przewiduje ograniczeń co do postaci dowodów (chyba, że nielegalnie uzyskanych). W przypadku towarów o znacznym stopniu skomplikowania, jak przedmioty elektroniczne, czy mechaniczne, fakt istnienia wady może wymagać przeprowadzenia dowodu przez specjalistę. Wówczas, koszt przeprowadzenia ekspertyzy, badania, będzie obciążał kieszeń reklamującego. Jednakże, może on dochodzić zwrotu poniesionych kosztów od sprzedawcy na podstawie przepisu art. 566 § 1 k.c., jeżeli reklamacja jest zasadna. W toku procesu sądowego, koszty sporządzenia opinii przez biegłego obciążają stronę, która o taki dowód wnioskuje, ale w końcowym efekcie, nakładane są na przegrywającego proces.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.  

Przeczytaj również:

30 stycznia 2017

Rejestracja spółki z o.o. przez internet

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością to jedna z najpopularniejszych form prowadzenia działalności gospodarczej. Przemawiają za tym między innymi rozgraniczenie majątku spółki od majątku wspólników, możliwość założenia jednoosobowej spółki, brak oZUSowania członków zarządu, a także możliwość założenia spółki przez Internet w bardzo krótkim czasie. Właśnie ten ostatni aspekt zostanie za chwilę dokładnie omówiony przy współpracy z Pravna.pl - zaprzyjaźnionymi prawnikami specjalizującymi się w rejestracji spółek przez Internet (www.pravna.pl). 

Rejestracja spółki z o.o. przez internet

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością rejestrowana przez Internet przy użycia wzorca umowy (tzw. spółka z o.o. S24) nie wymaga dla swojego bytu sporządzenia umowy w formie aktu notarialnego. Dzięki temu odchodzą koszty wizyty u notariusza, a także konieczność osobistego stawiennictwa. Spółkę rejestruje się poprzez portal internetowy prowadzony przez Ministerstwo Sprawiedliwości pod adresem https://ekrs.ms.gov.pl/. W tym celu konieczna jest osobna rejestracja konta przez każdego ze wspólników tworzących spółkę. Następnie wprowadza się dane nowozakładanej spółki, w tym jej firmę, dane adresowe, właściwy sąd rejestrowy, dane wspólników i dane dot. organów spółki. Konieczne jest również zdefiniowanie przedmiotu działalności gospodarczej spółki poprzez wybór odpowiednich kodów PKD. Spółka będzie posługiwać się wzorem umowy spółki, którego modyfikacja jest bardzo ograniczona i sprowadza się właściwie do jej spersonalizowania. Jest to poniekąd wada, gdyż uniemożliwia się zastosowanie unikalnych rozwiązań prawnych na rzecz standardowego podejścia do funkcjonowania spółki.


Wygenerowane w systemie elektronicznym dokumenty należy podpisać w formie elektronicznej. Można tego dokonać na kilka sposobów:
  1. podpis elektroniczny kwalifikowany: jest to podpis zakupiony od dostawcy certyfikatów kwalifikowanych rekomendowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości na stronie http://www.nccert.pl/,
  2. podpis profilem zaufanym ePUAP: podpis ten można uzyskać poprzez stworzenie profilu na rządowym portalu http://epuap.gov.pl/wps/portal,
  3. podpis profilem MS: jest to podpis funkcjonujący tylko podczas składania wniosku do KRS dla spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Najpierw należy założyć konto na stronie ekrs.ms.gov.pl oraz aktywować w zakładce „Moje konto" profil MS. Złożenie podpisu polega na wpisaniu hasła używanego przy logowaniu w momencie podpisywania dokumentu. Podpis ten nie wymaga uwierzytelniania.
     
Założenie spółki z o.o. S24 wiąże się z pewnymi kosztami, jednakże są one i tak niższe, niż w przypadku tradycyjnej drogi sądowej. Koszty, jakie należy ponieść, to:
  1. wpis do Krajowego Rejestru Sądowego - opłata sądowa od wniosku - 250 zł,
  2. opłata za ogłoszenie wpisu w Monitorze Sądowym i Gospodarczym - 100 zł,
  3. opłata manipulacyjna eCard (pośrednik elektronicznych płatności) - 1% - 3,50 zł.

Na opłacenie wniosku jest 7 dni, jeżeli termin nie zostanie dochowany, konieczne będzie ponowne sporządzenie umowy spółki. Po dokonaniu płatności wniosek jest przesyłany do sądu rejestrowego właściwego miejscowo ze względu na siedzibę spółki, który wniosek rozpatruje. W razie jakichś braków lub błędów, wspólnik reprezentujący spółkę przy rejestracji lub pełnomocnik zostanie wezwany do uzupełnienia braków formalnych wniosku. 


Procedura pokrycia kapitału zakładowego spółki rejestrowanej elektronicznie różni się od tej przewidzianej dla normalnego trybu. Mianowicie, kapitał można pokryć do 7 dni od dnia zarejestrowania spółki w KRS, jednakże kapitał może być wniesiony jedynie w formie pieniężnej. To znaczy, że niedopuszczalny jest aport, a więc np. wniesienie samochodu, nieruchomości, maszyn, czy papierów wartościowych do spółki na pokrycie kapitału zakładowego. Zgodnie z Kodeksem spółek handlowych, kapitał zakładowy spółki powinien wynosić co najmniej 5000 złotych, a wartość nominalna udziału nie może być niższa niż 50 złotych.


Po zarejestrowaniu przez sąd spółki w KRS, automatycznie zostają przesłane stosowane dokumenty do Urzędu Skarbowego oraz Urzędu Statystycznego, więc nie ma potrzeby występowania o numery NIP i REGON, gdyż zostaną one przyznane z urzędu. Tak samo nie ma obowiązku zgłaszania do ZUS spółki jako płatnika składek. Natomiast na spółce ciąży obowiązek uiszczenia podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC). Podatek należy obliczyć samodzielnie i opłacić go w terminie 14 dni od dnia zawarcia umowy spółki. Podstawą opodatkowania jest wartość kapitału zakładowego pomniejszonego o koszt wpisu do KRS i ogłoszenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym (opłata manipulacyjna eCard nie podlega odliczeniu). Stawka podatku PCC od umowy spółki wynosi 0,5%. Oprócz tego, spółka powinna złożyć zgłoszenie NIP-8 dot. danych uzupełniających oraz wniosek o rejestrację jako podatnika VAT, jeżeli ma zamiar być VAT-owcem.


Chociaż procedura zakładania spółki z ograniczoną odpowiedzialnością przez Internet wydaje się być mało skomplikowana, to jednak wymaga dużej uwagi i skupienia, a także wiedzy co do wykonywanych czynności, które mają doniosłe skutki prawne. Najczęstsze błędy, które popełniają rejestrujący spółkę wspólnicy, to:
  1. wybranie dla spółki firmy, która już istnieje albo jest myląca co do zakresu działalności spółki,
  2. wskazanie niewłaściwego sądu rejestrowego,
  3. podanie błędnych danych wspólników spółki lub członków jej organów,
  4. przekroczenie terminu na przesłanie wniosku albo jego opłacenie,
  5. członek zarządu jest notowany w Krajowym Rejestrze Karnym za przestępstwa uniemożliwiające sprawowanie funkcji członka zarządu.

W procesie rejestracji możliwe jest skorzystanie z usług profesjonalnego pełnomocnika, który będzie reprezentował wspólników. Wówczas to on będzie odpowiedzialny za złożenie wniosku i dopilnowanie wszelkich terminów. Takie usługi świadczą między innymi prawnicy z Pravna.pl (www.pravna.pl). W razie jakichś pytań lub wątpliwości ja również chętnie służę pomocą - kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

 #blogoprawo #pravnapl #pravowinternecie 

25 stycznia 2017

Wady budynku - reklamacja i obniżenie ceny

Chciałbym w dzisiejszym artykule poruszyć kwestie reklamacji wad budynków i dochodzenia roszczeń przysługujących z tytułu rękojmi. Myślę, że śmiało można założyć, iż żaden budynek nie powstał bez uniknięcia konieczności poprawek, napraw itp. Co więcej, pewne wady ujawniają się dopiero z upływem jakiegoś czasu, wraz z jego osiadaniem na gruncie, gdy budynek "pracuje" i jest normalnie używany. Analizę sytuacji prawnej właściciela, czy też inwestora oprzemy o autentyczną historię, która swój finał znalazła przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu i została rozstrzygnięta wyrokiem z dnia 23 września 2015 r., sygnatura akt sprawy III Ca 474/15 (link do wyroku). 

Wady budynku mogą uprawniać do obniżenia ceny

W omawianej sprawie powodowie zawarli z pozwanym umowę sprzedaży nieruchomości, tj. pewnej działki budowlanej, a w ramach tej umowy pozwany miał jeszcze wybudować domek jednorodzinny w zabudowie szeregowej wraz z infrastrukturą. Łączna cena budynku mieszkalnego z działką i częściami wspólnymi wynosiła 335 600,81 zł. Po ukończeniu budowy i przekazaniu nieruchomości zaczęły ujawniać się wady budynku, a wśród nich przeciekanie, pojawienie się grzyba i pleśni na więźbie dachowej. Strony umówiły się, że pozwany dokona napraw, o ile ekspertyza wykaże, że wady powstały w skutek błędów w sztuce budowlanej. Zamówiona przez powodów ekspertyza stwierdziła "wady związane ze złym, niechlujnym ułożeniem wełny mineralnej na poddaszu, co ma wpływ na brak izolacyjności cieplnej budynku, jak również niechlujnie ułożoną wiatroizolację. Poza tym do wymiany nadawały się obróbki blacharskie dachu ze względu na ich niewłaściwe wykonanie, tzn. pogięcie, poobijanie, brak linii i płaszczyzn na wiatrownicach i innych obróbkach, znaczne porysowanie, w pewnych miejscach wykonanie obróbek niezgodnie ze sztuką budowlaną". Niedługo później pojawiły się kolejne wady: mikropęknięcia na elewacji budynku, które doprowadziły do jej odpadania od ściany oraz odpadające płytki na tarasie i balkonach.


O każdej wadzie powodowie zawiadamiali niezwłocznie pozwanego i wzywali go do ich usunięcia. Pozwany usuwał wyłącznie niektóre wady, a i to nawet nieskutecznie. W związku z wadliwościami budynku, powodowie za pośrednictwem swojego pełnomocnika wezwali pozwanego do usunięcia wszystkich istotnych wad w terminie 21 dni pod rygorem obniżenia ceny albo odstąpieniu od umowy. Wezwanie okazało się nieskuteczne, wady nie zostały usunięte, a więc nie pozostało nic innego, jak skierować sprawę na drogę postępowania sądowego. Wszystkie wady na dzień wytoczenia powództwa wyglądały następująco:

Obecnie budynek powodów zawiera istotne z punktu widzenia eksploatacji wady. Pokrycie dachu oraz elewacja posiadają wady wykonania niezgodne ze sztuką budowlaną. Pokrycie wykonane zostało w sposób odbiegający od zasad poprawnego krycia. Nie została zachowana linia przenikania się powierzchni i zejść paneli. Pozostawiono otwory po źle wykonanych farmerach. Obróbki blacharskie wykonane zostały w sposób umożliwiający wnikanie wody z topniejącej warstwy śniegu, która będzie zalegać na pokryciu. Wady wykonanego pokrycia sprowadzają się do zarysowań paneli na skutek cięcia paneli elektronarzędziami, co powoduje, powstawanie korozji na brzegach cięcia. Ponadto zostały źle ułożone gąsiory i źle ułożone panele. Pozostawienie otwartych otworów pod blachowkręty oraz źle wywinięte i wykonane obróbki blacharskie wykluczają zgłoszenie reklamacji do producenta blach. Pokrycie dachowe winno być wymienione na nowe.
Wady dotyczą również płytkowania schodów zewnętrznych od strony tarasu, balkonu oraz wad docieplenia. Na podłożu tarasu i balkonu oraz schodów wystąpiły przebarwienia z powodu nieszczelnej fugi. Źle aplikowana fuga przy drzwiach na tarasie, powoduje wnikanie wody pod płytki i ich odklejanie się od podłoża. Na balkonach jest widoczny stalaktyt z soli powstały z wytraceń z kleju i fugi po ich rozmrożeniu. Na położonych płytkach widoczne są miejsca wnikania wody pod płytki. Odpadające płytki na ganku i schodach zewnętrznych wyglądają nieestetycznie, jak również są zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Położone płytki nie spełniają norm płytek antypoślizgowych.
Budynek posiada również wady w wykonanym dociepleniu, gdzie widoczne są wyprawy z siatki zbrojącej wobec braku wywinięcia siatki na pasie startowym. Na budynku widoczne są pęknięcia wyprawy elewacyjnej, jak również miejsca wnikania wody pod wyprawę elewacyjną. Siatka wzmacniająca została źle zamontowana. Łączenie siatki „na styk" powoduje pęknięcia na powierzchni tynku na wszystkich liniach łączeń siatki.

Ze względu na wady budynku powodowie zażądali zwrotu części ceny w kwocie 28 218,78 zł. Patrząc na rozmiar wad i ich wpływ na funkcjonalność budynku, nie sposób odmówić im racji i braku zrozumienia. Strony łączyła umowa sprzedaży z elementami umowy o roboty budowlane (wybudowanie budynku na działce pozwanego, a następnie sprzedaż całej nieruchomości). W związku z tym, w zakresie rękojmi zastosowanie znajdą następujące przepisy Kodeksu cywilnego (mamy tutaj kaskadowe odesłanie, więc uważajcie i nadążajcie za mną):

Art.  656.
§  1. Do skutków opóźnienia się przez wykonawcę z rozpoczęciem robót lub wykończeniem obiektu albo wykonywania przez wykonawcę robót w sposób wadliwy lub sprzeczny z umową, do rękojmi za wady wykonanego obiektu, jak również do uprawnienia inwestora do odstąpienia od umowy przed ukończeniem obiektu stosuje się odpowiednio przepisy o umowie o dzieło.
- przepis dotyczący umów o roboty budowlane w kwestii rękojmi odsyła do przepisu o umowach o dzieło, gdyż umowy o roboty to jakby pochodna umów o dzieło, więc można stosować te same przepisy, bo bez sensu byłoby je dublować. 
Art.  638. [Rękojmia za wady dzieła]
§  1. Do odpowiedzialności za wady dzieła stosuje się odpowiednio przepisy o rękojmi przy sprzedaży. Odpowiedzialność przyjmującego zamówienie jest wyłączona, jeżeli wada dzieła powstała z przyczyny tkwiącej w materiale dostarczonym przez zamawiającego.
§  2. Jeżeli zamawiającemu udzielono gwarancji na wykonane dzieło, przepisy o gwarancji przy sprzedaży stosuje się odpowiednio.
- no i mamy kolejne odesłanie, tym razem do umowy sprzedaży. Niezła karuzela. 
Art.  560. [Uprawnienia kupującego]
§  1. Jeżeli rzecz sprzedana ma wadę, kupujący może złożyć oświadczenie o obniżeniu ceny albo odstąpieniu od umowy, chyba że sprzedawca niezwłocznie i bez nadmiernych niedogodności dla kupującego wymieni rzecz wadliwą na wolną od wad albo wadę usunie. Ograniczenie to nie ma zastosowania, jeżeli rzecz była już wymieniona lub naprawiana przez sprzedawcę albo sprzedawca nie uczynił zadość obowiązkowi wymiany rzeczy na wolną od wad lub usunięcia wady.
§  2. Jeżeli kupującym jest konsument, może zamiast zaproponowanego przez sprzedawcę usunięcia wady żądać wymiany rzeczy na wolną od wad albo zamiast wymiany rzeczy żądać usunięcia wady, chyba że doprowadzenie rzeczy do zgodności z umową w sposób wybrany przez kupującego jest niemożliwe albo wymagałoby nadmiernych kosztów w porównaniu ze sposobem proponowanym przez sprzedawcę. Przy ocenie nadmierności kosztów uwzględnia się wartość rzeczy wolnej od wad, rodzaj i znaczenie stwierdzonej wady, a także bierze się pod uwagę niedogodności, na jakie narażałby kupującego inny sposób zaspokojenia.
§  3. Obniżona cena powinna pozostawać w takiej proporcji do ceny wynikającej z umowy, w jakiej wartość rzeczy z wadą pozostaje do wartości rzeczy bez wady.
§  4. Kupujący nie może odstąpić od umowy, jeżeli wada jest nieistotna.
Sąd przyznał oczywiście rację powodom, gdyż wyniki ekspertyzy były nie do podważenia, a co więcej, pozwany uznał w części roszczenia powodów - przyznał, że istnieją niektóre wady. W rezultacie, zasądził od pozwanego obowiązek zwrotu ceny w kwocie 28 218,78 zł, a także obowiązek pokrycia wszystkich kosztów procesu. 

Teraz w skrócie przedstawię modelowy sposób dochodzenia roszczenia o obniżenie ceny w przypadku stwierdzenia wad budynku. Warto to zapamiętać i stosować się do każdego z punktów.

1. Ujawnienie się wady - niezwłocznie należy zawiadomić pisemnie sprzedawcę/wykonawcę o wadzie i wezwać do jej usunięcia w określonym terminie (racjonalnym dla danej wady) pod rygorem obniżenia ceny.

2. Termin upływa bezskutecznie - wada nie została naprawiona albo została naprawiona, ale ujawniła się ponownie ta sama lub inna wada, brak jakiejkolwiek odpowiedzi - można złożyć oświadczenie o obniżeniu ceny. Na złożenie oświadczenia jest jeden rok od bezskutecznego upływu terminu do usunięcia wady. W pisemnym oświadczeniu należy określić kwotę żądania i wskazać termin do zapłaty.
3. Oświadczenie upływa bezskutecznie - jako ostatnią szansę można wystosować przedsądowe wezwanie do zapłaty, lub od razu skierować sprawę do sądu. 
Opinie rzeczoznawców, ekspertów sztuki budowlanej mogą być pomocne przed wszczęciem procesu, ale nie są dla procesu niezbędne. Sąd potraktuje taką opinię jako zwykły dokument zawierający czyjeś stanowisko, nie będzie mógł się na nim oprzeć przy wyrokowaniu. Dopiero opinia sporządzona przez biegłego sądowego w toku procesu będzie stanowiła mocny dowód, na podstawie którego sąd będzie mógł przesądzić o sprawie.   

Na marginesie warto jeszcze wspomnieć, że rękojmia za wady nieruchomości trwa 5 lat od dnia wydania rzeczy kupującemu.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.  


Przeczytaj również:

4 stycznia 2017

ZUS nie może unieważnić umowy o dzieło

Zakład Ubezpieczeń Społecznych, to instytucja, której zadaniem jest zabezpieczenie bytu milionów Polaków - z definicji. W rzeczywistości można mieć wrażenie, że jej funkcjonowanie sprowadza się do wyszukiwania przedsiębiorców, których można obwinić za unikanie odprowadzania składek i nakładanie obowiązku ich uiszczenia. Od dłuższego czasu na celowniku ZUS-u są umowy o dzieło, gdyż te nie podlegają oskładkowaniu, a zatem są o wiele korzystniejsze finansowo dla przedsiębiorców, a w wielu przypadkach dla pracowników również. Zapewne takie gorące zainteresowanie umowami o dzieło nie miałoby miejsca, gdyby pracodawcy nie wykorzystywali umów o dzieło wbrew ich przeznaczeniu i nie stosowali ich dla maskowania stosunku pracy, czy zlecenia. Gorliwość w tropieniu takich przedsiębiorców przez ZUS odbija się jednak na firmach, które prawidłowo stosują umowy o dzieło, przez co przedsiębiorcy tacy spotykają się z kwestionowaniem umów, a nawet unieważnianiem ich przez ZUS i nakładaniem obowiązku pokrycia składek tak jak przy umowie o zlecenie. Jest to jednak praktyka niewłaściwa, niezgodna z przepisami obowiązującymi ZUS.

ZUS nie ma prawa unieważnić umowy o dzieło

Sąd Okręgowy w Częstochowie wyrokiem z dnia 21 października 2016 r., sygnatura akt sprawy IV U 1577/15 (link do wyroku) zakończył postępowanie odwoławcze przedsiębiorcy, który produkuje ozdoby choinkowe i na podstawie umowy o dzieło zatrudnił dwoje pracowników, a przedmiotem umowy był montaż 200 kompletów lampek w girlandach i choinkach w określonym okresie czasu (właściwie jeden miesiąc) za wynagrodzeniem. Sąd ustalił, że:

Faktycznie przedmiotem tej umowy było artystyczne udekorowanie girland i choinek lampkami. M. K. przedstawił A. G. propozycję ubrania, a M. M. przedstawiła szkic swojego projektu. Po akceptacji przez A. G., zainteresowani podpisali umowy i przystąpili do realizacji projektu. Prace dekoracyjne wykonywane były na hali produkcyjnej w dowolnie wybranych przez zainteresowanych godzinach. Prace wykonywali osobiście bez jakiegokolwiek nadzoru ze strony odwołujących. Po odebraniu dzieła przez A. G. zainteresowanym zostało wypłacone wynagrodzenie. Zainteresowani nie zawierali kolejnych umów z odwołującymi.

Umowy zostały zakwestionowane przez ZUS w toku kontroli przedsiębiorcy. ZUS stwierdził, że 

Treść umów była krótka i lakoniczna, a przedmiot umowy poza wskazanym wyżej sformułowaniem nie został dodatkowo opisany. W umowach wskazany był też termin wykonania zamówienia oraz ustalone między stronami wynagrodzenie. Umowy te zatem nie przewidywały wykonania z góry oznaczonego, w sposób jednoznaczny i wymierny dzieła, osiągnięcia konkretnego rezultatu wykonania umowy. To za wykonanie czynności, a nie osiągnięcia indywidualnego, oznaczonego rezultatu płatnik składek wypłacał zainteresowanym wynagrodzenie. Zamówienie wykonania czynności w postaci montażu lampek w girlandach i choinkach nie stanowi bowiem wykonania określonego dzieła, gdyż ma charakter wyłącznie starannego działania. Przedmiotem tych umów było zatem zlecenie wykonania prostych, powtarzalnych czynności faktycznych zgodnie z zasadami starannego działania w określonym terminie. Rezultat tych czynności nie został zindywidualizowany, lecz miał charakter standardowy, rutynowy. W rzeczywistości wykonywano czynności ciągłe i powtarzalne według określonego schematu (powielanie wzorów otrzymywanych od klientów). Zleceniobiorcy nie wykonywali zatem indywidualnych czynności, do których wymagane były szczególne umiejętności (osoby zostały przeszkolone przez kierownika produkcji).

W związku z poczynionymi ustaleniami ZUS uznał, że umowy o dzieło są w istocie umowami o świadczenie usług, przez co stosuje się do nich przepisy o umowie zleceniu, a takie umowy podlegają obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowym, wypadkowemu i ubezpieczeniu zdrowotnemu z tytułu wykonywanej pracy, a płatnik składek jest zobowiązany do sporządzenia i złożenia dokumentów zgłoszeniowych oraz rozliczeniowych. Sąd na podstawie odwołania przedsiębiorcy musiał rozstrzygnąć, czy ZUS prawidłowo ustalił, że umowy o dzieło są zawarte pozornie i powinny być traktowane jako umowy o świadczenie usług oraz, czy czy ZUS posiada uprawnienia do weryfikacji umów i swobodnej ich kwalifikacji wbrew woli stron?


Ustalenia poczynione przez Sąd okazały się bardzo korzystne dla przedsiębiorcy, a miażdżące dla ZUS-u. Sąd ocenił, czy przepisy*, które stanowiły podstawę do wydania decyzji przez ZUS, a zatem również zakwestionowania charakteru umów, dawały Zakładowi takie uprawnienie. Stwierdził:
W ocenie Sądu przyjęcie, iż wskazane przepisy mają kompetencyjny charakter dla organów ZUS narusza art. 2 Konstytucji, bowiem przepisy te mają na tyle ogólny charakter, iż nie zawierają podstaw do ingerencji w treść umów stron, zawartych zgodnie z ich wolą ani kryteriów kwalifikacji i podstaw unieważniania zwartych przez strony umów o dzieło. Nie ma także w/w przepisach odesłań do stosowania przez ZUS kodeksu cywilnego i zawartych w nim konstrukcji nieważności czynności prawnych. Regulacje te nie określają dopuszczalnego momentu czasowego weryfikacji umów. Tym samym ubezpieczony jest ,,zaskakiwany” decyzją ZUS o skutkach wstecznych, jak i znajduje się w stanie niepewności prawnej co do skuteczności umowy w sferze ubezpieczeń społecznych. (...)
Wywodzenie tej kompetencji z orzeczeń sądów narusza konstytucyjną zasadę legalności zawartą w art. 7 Konstytucji oraz art. 87 Konstytucji w związku z art.8 Konstytucji, który to określa katalog źródeł prawa.
Zasada podziału władzy i zasada wyłączności ustawowej dekodowana z art. 84 i art. 87 Konstytucji wyznacza pewną sferę kompetencyjną dla ustawodawcy i dla sądów. Z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego wynika także koncepcja domniemań kompetencyjnych. Tym samym zasada podziału władzy zakłada, że system organów państwowych powinien zawierać wewnętrzne mechanizmy zapobiegające koncentracji i nadużyciom władzy państwowej, gwarantujące jej sprawowanie zgodnie z wolą narodu i przy poszanowaniu wolności i praw jednostki. Wymóg „rozdzielenia” władz oznacza - jak stwierdził Trybunał Konstytucyjny, że każdej z trzech władz powinny przypadać kompetencje materialnie odpowiadające ich istocie, a - co więcej - każda z tych władz powinna zachowywać pewne minimum kompetencyjne stanowiące o zachowaniu tej istoty. Ustawodawca zaś, kształtując kompetencje poszczególnych organów państwowych, nie może naruszyć owego „istotnego zakresu” danej władzy.

W/w wzorce Konstytucji nie uprawniają aby orzecznictwo sądowe kreowało kompetencje ZUS – u do unieważniania umów. Bowiem ZUS nie może stosować przepisów kodeksu cywilnego – unieważniać jeden rodzaj umowy – o dzieło - i w jej miejsce kreować inną umowę – umowę zlecenia.

Inną sprawą, w której zapadło korzystne dla przedsiębiorcy orzeczenie, była kwestia uznania za dzieło "wykonania wykopów łącznie z podsypką i zasypką wykopów pod gazociąg" a sprawa znalazła finał aż w Sądzie Najwyższym - wyrok z dnia 25 października 2016 r., sygnatura akt sprawy I UK 471/15 (link do wyroku). ZUS oczywiście z góry założył, że tego rodzaju praca charakteryzuje umowę o świadczenie usług, a nie umowę o dzieło i nałożył obowiązek zapłacenia składek. ZUS stwierdził, że:
strony zawarły "w istocie rzeczy" umowy starannego działania, ponieważ nie zmierzały do osiągnięcia założonego rezultatu, którym "nie było stworzenie dzieła, czegoś co poprzednio nie istniało", a ponadto zainteresowany podwykonawca "nie miał swobody i samodzielności w wykonaniu dzieła", skoro "musiał dostosować swoje czynności do prac wykonywanych przez innych pracowników czy innych firm i realizować je w godzinach pracy". Ponadto zainteresowany "nie ponosił odpowiedzialności za brak konkretnego rezultatu w postaci wykopanego rowu, a co najwyżej za brak staranności w wykonaniu określonej pracy".

ZUS za dzieło uznał dopiero finalny efekt w postaci gazociągu, a nie poszczególne prace polegające na wykopie i zakopaniu danego odcinka. W ocenie Sądu Najwyższego, takie stanowisko jest nieuzasadnione i pozbawione racjonalnych podstaw prawnych. W pierwszej kolejności Sąd Najwyższy uznał, że sporna umowa powinna być zakwalifikowana jako umowa o roboty budowlane, a nie jako umowa o dzieło, czy tym bardziej o świadczenie usług. Następnie, stwierdził, że uznanie, jakoby podwykonawca nie ponosił odpowiedzialności za brak rezultatu było wadliwe i bezzasadne, bowiem niewykonanie określonego wykopu lub brak współdziałania przy układaniu sieci gazowej narażałby go na odpowiedzialność kontraktową, w tym brak zapłaty wynagrodzenia. Co więcej, Sąd stwierdził, że możliwe i dopuszczalne jest wykonanie umowy rezultatu przez kilka podmiotów, ponieważ wykonawca nie zawsze jest zobowiązany do osobistego wykonania takiej umowy. Wobec braku zasadności argumentów ZUS-u, jak i rozpatrujących odwołanie Sądu Okręgowego i Sądu Apelacyjnego, Sąd Najwyższy wyraził pogląd, że:
umowa cywilnoprawna zawierana przez wykonawcę inwestycji budowlanej (umowa rezultatu) z jej podwykonawcami zmierzająca w jednym procesie technologicznym oraz przycznowo-skutkowym związku współwykonania robót budowlanych dla współosiągnięcia określonego obiektu z kosztorysem wynagrodzenia za osiągnięty rezultat nie jest umową starannego działania, do której stosuje się przepisy Kodeksu cywilnego o zleceniu, przeto współwykonawcy umowy rezultatu nie podlegają obowiązkowi ubezpieczenia społecznego w charakterze "zleceniobiorców". 


Powyższe orzeczenia, moim zdaniem, bardzo trafnie punktują uchybienia ZUS-u i powinny być zimnym prysznicem dla Zakładu, który musi zrozumieć, że jego kompetencje są ograniczane przepisami prawa, których ma obowiązek przestrzegać tak samo, jak wymaga tego od płatników składek. Niestety, politycy szukając wpływów budżetowych coraz głośniej mówią o oskładkowaniu umów o dzieło, choć w praktyce nie będzie to takie łatwe i nastręcza wiele wątpliwości. Jak na razie jednak, warto kwestionować zasadność decyzji ZUS-u, gdyż ten wykorzystując swoją dominującą pozycję, dopuszcza się niekiedy nadinterpretacji przepisów.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.  

Przeczytaj również:


*Mowa o art. 83 ust. 1 pkt 1 i 3 w związku z art. 38 ust. 1, art. 68 ust. 1 pkt 1 lit. a i c oraz art. 6 ust. 1 pkt 4, art. 12 ust. 1, art. 13 pkt 2, art. 18 ust. 1 i 3, art. 20 ust. 1, art. 36 ust. 1, 2, 4 i 11, art. 41 ust. 1 ust. 3 pkt 1, 2, 4 i 5 ustawy z dnia 13 października 1998 roku o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz. U. z 2015 poz. 121 z późn. zm.), art. 66 ust. 1 pkt 1 lit. e, art. 69 ust. 1, art. 81 ust. 1 i 6 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 roku o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz. U. z 2015 roku poz. 581 z późn. zm.) oraz art. 750 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 roku Kodeks cywilny (Dz. U. z 2014 r. poz. 121).

13 grudnia 2016

Odpowiedzialność sprzedawcy/usługodawcy za zdrowie klienta

W Polsce na dobre zagościł trend na zdrowy styl życia. Otwiera się coraz więcej siłowni, klubów fitness, spa, sklepów ze zdrową żywnością, restauracji wegetariańskich i wegańskich. Powstają nowe przedsiębiorstwa specjalizujące się w dostarczaniu eko produktów, Polacy chętnie korzystają z usług dietetyków, instruktorów, specjalistów. Wszystko po to, żeby cieszyć się zdrowiem i dobrą formą. Niewątpliwie rynek związany ze zdrowym stylem życia jest atrakcyjny dla przedsiębiorców, ciągle się rozwija, a konsumpcja rośnie i jak na razie trend jest wzrostowy. 

W biznesie zdrowotnym trzeba uważać na zdrowie klientów

Z uwagi na rosnące zainteresowanie organów nadzoru rynku konsumenckiego nad prawidłowością funkcjonowania przedsiębiorców oferujących zdrowe produkty i usługi prozdrowotne, chciałbym wskazać, jakich postanowień w regulaminach, czy umowach z konsumentami przedsiębiorcy powinni unikać. Kwestie zdrowotne są bardzo wrażliwe, a jakiekolwiek szkody na zdrowiu klientów mogą wiązać się z poważnymi konsekwencjami finansowymi. Stąd wśród przedsiębiorców czasami pojawia się pokusa, aby odpowiedzialność za szkody na zdrowiu wyłączyć lub ograniczyć w określonym stopniu. Jak się jednak okazuje, Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów kwestionuje właściwie jakikolwiek sposoby ograniczenia odpowiedzialności za zdrowie klientów. 


Poniżej znajdują się wybrane spośród 6.674 klauzul niedozwolone postanowienia, których przedsiębiorcy powinni się wystrzegać w relacjach z konsumentami. Dotyczą one różnych podmiotów: aptek, siłowni, przychodni, sklepów ze zdrową żywnością itd., a nawet biur turystycznych. Pełny rejestr klauzul niedozwolonych można pobrać TUTAJ


Numer klauzuli: 592
Pozwany: Renata Konar i Renata Kuklińska Internetowe Biuro Podróży Karpatia Spółka cywilna w Nowym Sączu
Treść postanowienia: „Biuro wyłącza odpowiedzialność odszkodowawczą z tytułu następstw nieszczęśliwych wypadków oraz utraty zdrowia w zakresie przekraczającym kwoty gwarantowane polisą”

837
Arkadiusz Uchacz, Marta Uchacz i Izabela Staniowska
„Osoby przebywające w klubie korzystają z sauny, solarium oraz ćwiczą na własne ryzyko. Klub nie ponosi odpowiedzialności za wszelkie urazy powstałe podczas treningu na sali”

1134
JET TOURISTIC POLAND Sp. z o.o.
"JET TOURISTIC POLAND Sp. z o. o. nie odpowiada za szkody osobiste, materialne, np. kradzież, utrata zdrowia, śmierć oraz za straty moralne, koszty utraconego urlopu i koszty z tym związane, utracone zyski itp."

1784
Remplus Marcin Remplewicz sp.k. w Poznaniu
"Członek klubu korzysta z usług klubu na własną odpowiedzialność i nie może zgłaszać pod adresem klubu żadnych roszczeń z tytułu uszkodzenia ciała lub utraty czy pogorszenia zdrowia w związku z korzystaniem z usług klubu"

3671
Jolanta Kotkowska -Wasilewska, Piotr Górmiński, Wirgiliusz Tyras - wspólnicy spółki cywilnej Apteka Lipowa P. Górmiński, W.Tyras, J.Kotkowska-Wasilewska
"Apteka Lipowa nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek szkody będące konsekwencją korzystania lub niemożności korzystania z Witryny, w szczególności za jakikolwiek uszczerbek na zdrowiu, którego przyczyną jest korzystanie lub niewłaściwe korzystanie z treści"

4904
Wrocławski Park Wodny S.A. we Wrocławiu
"WPW S.A. nie ponosi odpowiedzialności za uszczerbek na zdrowiu, jakie poniesie osoba, która korzystała z solarium"


Powyższe klauzule obrazują, jak ciężko uwolnić się przedsiębiorcy od odpowiedzialności w przypadku, gdy jego klientowi stanie się krzywda. Nie można umownie ograniczyć  odpowiedzialności na przyszłość, gdyż jest to sprzeczne z bezwzględnie obowiązującymi przepisami, jak chociażby art. 415 Kodeksu cywilnego:
Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.

Wobec tego, jeżeli konsument wykaże winę przedsiębiorcy w powstaniu szkody, a także związek przyczono-skutkowy pomiędzy zdarzeniem, a szkodą, to przedsiębiorca (co do zasady) będzie zmuszony ponieść konsekwencje zdarzenia, któremu nie zapobiegł. Dodatkowo, jeżeli postanowienie wyłączające odpowiedzialność, lub ograniczające prawa konsumenta znajdzie się w umowie z nim zawartej (nawet w regulaminie, warunkach umowy itp.), przedsiębiorca może ponieść konsekwencje stosowania takiej klauzuli (kara finansowa, wpisanie klauzuli do rejestru klauzul niedozwolonych). 

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.  

Przeczytaj również:

6 grudnia 2016

Odprawa dla pracownika przy zwolnieniu indywidualnym

Odprawa pieniężna na wypadek zwolnienia z pracy, która dotyczy zwolnień grupowych, w określonych przypadkach, przysługuje również indywidualnie zwalnianemu pracownikowi. Regulacje prawne w zakresie odprawy pieniężnej zostały zawarte w ustawie z dnia 13 marca 2003 r. o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników (tzw. ustawa o zwolnieniach grupowych), której postanowienia weźmiemy na warsztat i dokładnie sprawdzimy, kiedy pracownikowi przysługuje prawo do odprawy.

Odprawa pieniężna przysługuje niekiedy indywidualnie zwalnianemu pracownikowi

Odprawa pieniężna przysługuje w przypadku, kiedy:
  1. pracodawca zatrudnia co najmniej 20 pracowników,
  2. pracodawca zwalnia nie więcej pracowników, niż przy zwolnieniach grupowych, tj. mniej niż 10 pracowników, jeżeli zatrudnia do 99 pracowników, mniej niż 10% pracowników, jeżeli zatrudnia 100-299 pracowników, mniej niż 30 pracowników, jeżeli zatrudnia co najmniej 300 pracowników,
  3. przyczyna zwolnienia nie dotyczy pracownika,
  4. pracownik nie współprzyczynił się do zwolnienia,
  5. umowa o pracę rozwiązuje się przez: 1) wypowiedzenie jej przez pracodawcę, 2) porozumienie stron zawarte z inicjatywy pracodawcy, 3) nieprzyjęcie przez pracownika nowych warunków pracy i płacy zaproponowanych przez pracodawcę w ramach wypowiedzenia zmieniającego*.

Jako przyczynę niedotyczącą pracowników uznaje się każdą, która leży wyłącznie po stronie pracodawcy, przez co wola rozwiązania stosunku pracy wyszła od niego, a pracownik nie przyczynił się do podjęcia takiej decyzji. Jako dobry przykład można wskazać zwolnienie z powodów ekonomicznych, gdy pracodawcę nie stać na utrzymywanie danego miejsca pracy albo filii przedsiębiorstwa. Może to być również zautomatyzowanie procesu produkcji, przez co pracę człowieka zastąpi maszyna, a człowiek jest dalej zbędny. 


Pracownikowi nie będzie przysługiwało prawo do odprawy, jeżeli:
  1. umowę wypowie pracownik,
  2. umowa zostanie rozwiązana za porozumieniem stron z inicjatywy pracownika,
  3. umowę wypowie pracodawca z powodu leżącego po stronie pracownika albo z przyczyn „mieszanych”, zarówno dotyczących pracownika, jak i niedotyczących,
  4. umowa na czas określony lub na okres próbny rozwiązała się wskutek upływu czasu, na jaki została zawarta,
  5. pracownik odmówił przyjęcia nowych warunków pracy lub płacy z nieuzasadnionej przyczyny, gdyż odmowę traktuje się wówczas jako współprzyczynę zwolnienia (wyrok SN z 6.1.2009 r., II PK 108/08, Legalis). Przy tym, jeżeli pracownik nie zgadza się na nowe warunki, dotyczące wyłącznie obniżenia wynagrodzenia, z reguły jego odmowa nie stanowi współprzyczyny rozwiązania z nim umowy o pracę (por. wyr. SN z 4.7.2001 r., I PKN 521/00, OSNAPiUS 2003/10/244)**.

Wysokość odprawy jest uzależniona od okresu zatrudnienia u danego pracodawcy i przedstawia się następująco:

1) jednomiesięczne wynagrodzenie, jeżeli pracownik był zatrudniony u danego pracodawcy krócej niż 2 lata;

2) dwumiesięczne wynagrodzenie, jeżeli pracownik był zatrudniony u danego pracodawcy od 2 do 8 lat;

3) trzymiesięczne wynagrodzenie, jeżeli pracownik był zatrudniony u danego pracodawcy ponad 8 lat.

W ustawie zastrzeżono, że odprawa pieniężna nie może przekraczać kwoty 15-krotnego minimalnego wynagrodzenia za pracę.


Ustawa nie precyzuje dokładnie, jak liczyć okres zatrudnienia, stąd wykształciły się dwa poglądy. Pierwszy z nich i dominujący głosi, że okres zatrudnienia należy rozumieć jako łączny okres pozostawania danego pracownika w stosunku pracy u tego samego pracodawcy. Pogląd ten opiera się na uchwale SN (7) z 15.1.2003 r. (III PZP 20/02, Legalis), w której Sąd uznał, że przy ustalaniu okresu wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony uwzględnia się wszystkie okresy zatrudnienia u tego samego (danego) pracodawcy. (...) Oznacza to, że staż pracy u danego pracodawcy, od którego zależy wysokość odprawy, obejmuje wszystkie okresy pracy na podstawie stosunku pracy, bez względu na długość i ilość przerw. Takie podejście powoduje też, że dla ustalenia stażu pracy, od którego zależy wysokość odprawy nie mają znaczenia również przyczyny tych przerw, czyli inaczej mówiąc bez względu na powód zakończenia zatrudnienia pracownika***. Co ciekawe, w przypadku zwolnienia, a następnie ponownego zatrudnienia i zwolnienia tego samego pracownika, zgodnie z tym poglądem, okres zatrudnienia nie będzie liczył się od wypłaty ostatniej odprawy, ale będzie to de facto również okres, za który już została odprawa wypłacona.


Drugi, mniej popularny pogląd, chociaż stosowany przez niektóre sądy stanowi, że do okresu zatrudnienia wlicza się ostatni, nieprzerwany stosunek pracy. W każdy razie należy zauważyć należy, że do okresu nie zalicza się wykonywania pracy na innej podstawie niż stosunek pracy, czyli np. umowy zlecenia, umowy o dzieło. 


Wysokość odprawy pieniężnej ustala się według zasad obowiązujących przy obliczaniu ekwiwalentu pieniężnego za urlop wypoczynkowy. Sposób obliczania został uregulowany w Rozporządzeniu Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 8 stycznia 1997 r. w sprawie szczegółowych zasad udzielania urlopu wypoczynkowego, ustalania i wypłacania wynagrodzenia za czas urlopu oraz ekwiwalentu pieniężnego za urlop. Szczerze mówiąc, sposób obliczania jest dość pogmatwany i skomplikowany, stąd należy dobrze wczytać się w przepisy rozporządzenia.  

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie. 

* Ewa Drzewiecka, Zwolnienie indywidualne na podstawie tzw. ustawy o zwolnieniach grupowych, Legalis,
** tamże,*** T. Niedziński, Edyta Nurzyńska-Wereszczyńska, Ustawa o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników. Komentarz [w:] Ustawa o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników. Komentarz praktyczny z orzecznictwem i przykładami. Kazusy. Wzory pism. Schematy, tabele. Warszawa 2016.

27 listopada 2016

Po co nam prawo?

Ostatnio dużo się dzieje około prawa. Tematy takie jak spór o Trybunał Konstytucyjny, ustawa antyaborcyjna, zaostrzenie kar dla przestępców, uszczelnianie systemu podatkowego, umowy międzynarodowe (np. FACTA, CETA) przewijają się przez media i są gorąco komentowane przez społeczeństwo. Prawo oddziałuje na nasze życie codziennie i to w stopniu co raz bardziej odczuwalnym. Regulacje, sankcje, nakazy regulują właściwie każdą sferę naszego życia - prywatną, gospodarczą, zawodową, polityczną, kulturalną. Czy jednak prawo to wyłącznie narzędzie kontroli, władzy? Jaka jest rzeczywista rola prawa w społeczeństwie? Po co nam prawo? Chciałbym pokazać Wam aspekty prawa, których nie widać na co dzień, a które stanowią o jego istocie. Prawo jest nam niezbędne. 

Po co nam prawo?

Prawo w swoim pierwotnym znaczeniu, to porozumienie społeczne, międzyludzka umowa. Gdy zaczęły tworzyć się zręby społeczności (plemiona, osady), zorganizowane grupy ludzi potrzebowały stworzyć reguły, które sankcjonowały, co jest dobre, a co złe - co wolno, a czego nie można. Każdy człowiek potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, a jeśli nie wie, czego spodziewać się po drugim człowieku, to tego bezpieczeństwa nie zazna. Dopiero, gdy ludzie umówią się, że czegoś nie wolno - nie wolno kraść, zabijać, gwałcić - to mogą zacząć organizować swoje życia, ponieważ wiedzą, że gromadząc zapasy żywności na zimę nikt nie może im ich zabrać i nikt nie może wyrządzić im krzywdy. A jeżeli to zrobi, spotka go kara. Mogą zakładać rodziny, ponieważ mają poczucie, że małżonkowie, jak i dzieci są pod ochroną. Nie tylko ojca rodziny, ale tworu społecznego, jakim jest wymiar sprawiedliwości. Nie przestrzeganie zasad wiąże się z karą. Kara odstrasza. Strach przed karą to spokój. 


Prawo jako gwarant równości.
Rolą prawa jest zagwarantowanie, aby wszyscy ludzie byli sobie równi. Mogą być biedni i bogaci, wykształceni i bez wykształcenia, kolorowi, różnej płci, odmiennej orientacji seksualnej, politycznej, różnego wyznania, ale wszyscy są równi wobec prawa - tak samo, jak wobec śmierci. Śmierć dotyczy każdego i prawo powinno dotyczyć każdego. Dzisiaj to brzmi jak banał, ale jeszcze niedawno nie było to takie oczywiste. Gorzej, prawo było używane do sankcjonowania podziałów społecznych: apartheid w RPA, nazistowskie Niemcy, niewolnictwo w USA, ograniczone prawa kobiet. Obecnie również są głosy, że prawo nie jest równe wobec wszystkich. Jest to jednak bolączka wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania, w których prawo sprawują ludzie. A zatem, jest to problem sumienia i moralności ludzi. Prawo może być idealne, ale bez jego egzekucji będzie jedynie pustą ideą. 

Spójrzmy, w jaki sposób prawo stoi na straży gwarancji równości na przykładzie przepisu art. 148 § 1 Kodeksu karnego:
Kto zabija człowieka,
podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
Zauważmy, że przepis ustawy karnej, jako ofiarę podlegającą ochronie wskazuje człowieka. A więc każdego człowieka. Nie rozróżnia ofiary w żaden sposób. Dla przykładu, Najstarszy Zwód Prawa Polskiego (tzw. księga elbląska), zbiór praw z okresu ok. XII-XIV wieku, stanowił:
Jeśli zabitym jest rycerz albo kupiec, zań płaci on 50 grzywien. Za Niemca, którego Polacy nazywają gościem, płaci 30 grzywien. 
W przypadku zabicia chłopa, kara wynosiła 30 grzywien. Jak widać, prawo odzwierciedlało podziały społeczne na stany, sankcjonowało nierówność ludzi. Aktualnie, prawo równo traktuje również sprawców przestępstwa. Przepis nie wskazuje konkretnej osoby popełniającej przestępstwo, np. "mężczyzna, który zabija...", "obcokrajowiec, który zabija..." itd. Podmiotem tego przepisu może być każdy, a więc i kara przewidziana za to przestępstwo może spotkać każdego, kto się tego przestępstwa dopuści. Wymiar kary jest kwestią zbyt złożoną, aby ją poruszać, gdyż zależy od wielu czynników, które badane są i oceniane przez sędziego. Jednakże wobec winnego, kara zawsze zostanie wymierzona.


Prawo jako gwarant obrotu gospodarczego.
Kiedy w społeczeństwie zostało zagwarantowane poczucie bezpieczeństwa osobistego, jego członkowie mogli zacząć bez obaw gromadzić dobra, wykonywać pracę i świadczyć ją na rzecz innych, a także handlować. Powstał obrót gospodarczy. Ludzie zaczęli się bogacić swoją pracą i umiejętnościami, lecz wtedy pojawili się tacy, którzy chcieli się bogacić kosztem innych. Nieuczciwość, oszustwa i nadużycia kontrahentów poważnie zagroziły interesom przedsiębiorców. Dlatego prawo, w odpowiedzi na potrzebę społeczną, zaczęło regulować obrót gospodarczy. Dzisiaj przedsiębiorcy narzekają na ogrom legislacji i formalizmu związanego z prowadzeniem przedsiębiorstwa, gdyż gdzieś po drodze została zatracona granica pomiędzy ochroną państwa a interwencjonizmem państwowym. Jednakże, prawo wciąż pełni rolę strażnika obrotu, chroni, a także egzekwuje należne świadczenia. Weźmy przepis art. 471 Kodeksu cywilnego, stanowiący:
Dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi.
Jest to jeden z wielu przepisów normujących skutki niewłaściwego zachowania drugiej strony umowy. Przepis, który działa bez względu na to, czy strony zawrą go w umowie, gdyż działa nawet w przypadku umów ustnych lub zawieranych bez jakichkolwiek uzgodnień. Zauważmy, że jest to przepis obiektywny, który przewiduje takie okoliczności, które mogły spowodować całkowity brak możliwości wykonania umowy, za które dłużnik nie powinien ponosić odpowiedzialności. Zatem, prawo chroni wierzyciela, ale równocześnie daje dłużnikowi możliwość wytłumaczenia się. Dzięki temu nie dochodzi do nadużyć ze strony wierzycieli. Prawo jest niezbędne dla unormowania relacji gospodarczych, w których co raz częściej mamy do czynienia z nierównością ekonomiczną stron umowy. Wielkie korporacje na płaszczyźnie prawnej są równe małym przedsiębiorcom, gdyż ustawy przewidują przepisy bezwzględnie obowiązujące, nie dające się wyłączyć, ani zmienić w drodze umowy. Stąd wygrywane są procesy przeciwko międzynarodowym koncernom, gdyż prawo obowiązuje je tak samo, bez względu na wielkość kapitału i działu prawnego. Co więcej, dla gwarancji przestrzegania prawa powołane zostały specjalne organy jak chociażby Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Warto również zauważyć, że przedsiębiorcy co raz częściej sami między sobą tworzą swoiste regulacje prawne, jak i powołują własne sądownictwo, które ma na celu dodatkową ochronę praw w kwestiach bardzo złożonych i delikatnych dla biznesu.


Prawo jako gwarant sprawiedliwości społecznej.
Najważniejszą rolę, jaką pełni obecnie prawo, to gwarancja sprawiedliwości społecznej. Dzięki poszczególnym normom prawnym, każdy człowiek może mieć pewność, że chronione są wszelkie jego przyrodzone dobra, takie jak życie, godność, wolność, swoboda sumienia. Prawa naturalne zostały ujęte w przepisy i obwarowane sankcjami za ich naruszenie. Prawo przyznaje ochronę wartości ważnych dla każdego człowieka, przy czym nie różnicuje, które wartości są ważne, a które nie. Wskazuje na najważniejsze wartości, wartości uniwersalne, ale katalog ten jest otwarty. Wraz ze zmianami społecznymi, dochodzą nowe wartości podlegające ochronie. Przepis art. 23 Kodeksu cywilnego stanowi:
Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach. 
Sformułowanie "w szczególności" oznacza, że to tylko przykłady. Każdy człowiek może kierować się innymi wartościami w życiu, ale jeżeli tylko wykaże, że są one społecznie akceptowalne i ważne, uzyskają one ochronę na równi z wymienionymi przykładami. 
Oprócz gwarancji sprawiedliwości społecznej, prawo daje również narzędzie do jej dochodzenia i egzekwowania. Przeciwko temu, kto odważy się naruszyć ład i porządek społeczny dotykając tym drugiej osoby powinien liczyć się z szeregiem konsekwencji - prawnych, jak i materialnych. Zwróćmy uwagę na przepis art. 415 Kodeksu cywilnego:
Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.
Przepis ten jest wyrazem uniwersalizmu co do chronionych wartości. Jakakolwiek działalność, nawet zgodna z prawem, która wyrządzi drugiej osobie szkodę pociąga za sobą obowiązek naprawienia konsekwencji. Bez względu na to, jaka wartość zostanie naruszona - zdrowie, dobre imię, majątek i bez względu na to, kto tego dokona. Prawo stoi na straży normalności według przyjętych i akceptowalnych norm, reguł. Jakiekolwiek wykroczenie ponad tę granicę wiąże się z koniecznością przywrócenia status quo - usunięcia naruszenia i naprawienia szkody. 


Problemem dzisiejszych czasów jest to, że na prawo spogląda się bardzo incydentalnie, emocjonalnie, poprzez pryzmat przedstawianych wiadomości, które często są bardzo subiektywne. Do tego dochodzi wiązanie prawa z osobami prawo tworzącymi i egzekwującymi, które nierzadko nie dają gwarancji spełnienia idei sprawiedliwego i skutecznego prawa. Jednakże, jeżeli spojrzymy na prawo z góry, jako całokształt norm prawnych regulujących normy społeczne i obyczajowe, to zauważymy, jak doskonałe jest w swojej prostocie. Dlatego, że odwołuje się do norm naturalnych, uniwersalnych oraz do takich, które kształtowały się przez wieki wraz z rozwojem naszej cywilizacji. Prawo to wyraz ludzkich obaw i potrzeb. Chroni to, co najważniejsze.

16 września 2016

Pozorne przeniesienie nieruchomości w celu ukrycia majątku przed komornikiem

Spotkałem się niedawno z ciekawą sprawą, której szczegóły chciałbym Wam dzisiaj przybliżyć. W historii tej znajdziemy najważniejsze elementy dramatu - miłość, zawiść, zdradę i pieniądze. Jest to historia pewnej kobiety, której groziła utrata rodzinnego domu, gdyż za długi powstałe na skutek nierentownej działalności gospodarczej, toczyły się przeciwko niej postępowania egzekucyjne i miała ona obawy, że dom zostanie zabrany przez komornika. Znaczącą rolę w omawianej historii odegrał partner bohaterki, który pod płaszczykiem oferowanej pomocy postanowił oszukać bohaterkę i odebrać jej dom. Cała akcja znalazła finał w Sądzie Apelacyjnym w Łodzi, który zakończenie historii napisał w wyroku z dnia 18 maja 2016 r. w sprawie pod sygnaturą I ACa 1626/15.

Ciężko ukryć nieruchomość przed komornikiem

Nasza bohaterka, nazwijmy ją umownie Adela, postanowiła wspólnie z siostrą otworzyć salon kosmetyczny. W tym celu zaciągnęła zobowiązanie finansowe (czyt. kredyt), jednakże w niedługim czasie okazało się, że salon nie przynosi oczekiwanych zysków i biznes został zamknięty. Kredyt w wysokości około 30.000 złotych został, ale niespłacony oczywiście. Adela posiadała na własność dom w okolicach Gostynina o wartości około 130.000 złotych, a także stałego partnera oraz wspólne dziecko. Partner, nazwijmy go Julian, był dość bystry i dobrze wiedział, że komornik prędzej, czy później zabierze się do licytowania domu. A ponieważ chciał pomóc swojej partnerce, to razem z bratem wpadli na pomysł, aby Adela "przepisała" Julianowi dom, dzięki czemu komornik nie będzie mógł go zabrać, bo przecież nie będzie jej własnością. Adela po niedługich namowach zgodziła się na ten plan i wszyscy udali się do notariusza. Po drodze umówili się, że przed notariuszem zgodnie oświadczą, że pieniądze za dom Julian wręczył Adeli w samochodzie przed kancelarią notarialną.


Po siedmiu miesiącach od wizyty u notariuszu Julian (który był już prawnym właścicielem domu) postanowił zmienić swój tryb życia i zostać singlem. Oświadczył Adeli, że musi się wyprowadzić z jego domu, a Adela nie mając żadnych argumentów spełniła jego żądanie. Nasza bohaterka czuła jednak, że stała się jej niesprawiedliwość, wobec czego zaczęła poszukiwać pomocy prawnej. Gdy już poznała swoje prawa, skierowała do sądu powództwo o ustalenie, że zawarta umowa sprzedaży nieruchomości jest nieważna, ponieważ została dokonana pozornie. 


Pozorność jest jedną z wad oświadczeń woli, a jej konsekwencją nieważność czynności prawnej.
Art. 83. § 1. Nieważne jest oświadczenie woli złożone drugiej stronie za jej zgodą dla pozoru. Jeżeli oświadczenie takie zostało złożone dla ukrycia innej czynności prawnej, ważność oświadczenia ocenia się według właściwości tej czynności.
§ 2. Pozorność oświadczenia woli nie ma wpływu na skuteczność odpłatnej czynności prawnej, dokonanej na podstawie pozornego oświadczenia, jeżeli wskutek tej czynności osoba trzecia nabywa prawo lub zostaje zwolniona od obowiązku, chyba że działała w złej wierze.
W omawianej sprawie pozorność przejawia się w tym, że Adela w rzeczywistości nie chciała sprzedać Julianowi domu, nie chciała wyzbyć się jego własności. Adela chciała tylko, żeby dom zmienił formalnie (na papierze) właściciela, tak aby nie zabrał go komornik. Myślała sobie, że skoro komornik zobaczy, że dom należy do Juliana, to odpuści, a za jakiś czas, jak już spłaci długi albo sprawa się zatrze, to Julian dom jej zwróci i dalej będzie w nim mieszkała. Natomiast celem umowy sprzedaży jest definitywne przeniesienie własności rzeczy w zamian za pieniądze. Przed sądem Julian oczywiście twierdził, że Adela chciała mu dom sprzedać, że wręczyła mu pieniądze, że wszystko zostało dokonane zgodnie z prawem, bo u notariusza i dom jest jego. Twierdził nawet, że nie wiedział o długach Adeli. Jednakże sąd bardzo dobrze rozszyfrował Juliana, jak i całą sprawę i stwierdził:
Rzeczywisty cel i zamiar stron został prawidłowo odtworzony w oparciu o zeznania powódki i przesłuchanych w toku postępowania świadków. Wskazuje on, iż wolą stron towarzyszącą zawarciu umowy sprzedaży nieruchomości w S. było jedynie usunięcie składnika majątku powódki od ewentualnej egzekucji. Powódka nie zamierzała definitywnie rozporządzić przysługującym jej prawem własności, o czym pozwany wiedział i na co wyrażał zgodę, a brak rzeczywistego przesunięcia majątkowego potwierdza z góry umówiony przez strony brak zapłaty ceny sprzedaży, a także dalsze zgodne zamieszkiwanie stron na terenie spornej nieruchomości.
Na nic zdały się również argumenty Juliana, że umowę sprzedaży chroni fakt zawarcia jej przed notariuszem w formie aktu notarialnego, co niby miałoby poświadczać legalność i prawdziwość sprawy. Co do zasady, przed sądem nie można podważać wiarygodności dokumentów poprzez zeznania świadków lub przesłuchanie stron (art. 247 k.p.c.) i taką linię obrony przyjął Julian. Jednakże sąd orzekł:
(...) z art. 247 k.p.c. płynie zakaz prowadzenia dowodu przeciwko osnowie lub ponad osnowę dokumentu. Dowodami w postaci zeznań świadków lub stron nie można zatem dowodzić, że strona danego oświadczenia nie złożyła lub że złożone oświadczenie miało inną treść. Kwestia, czy to co strona oświadczyła jest zgodne z prawdą, a także wykładnia oświadczenia woli zawartego w dokumencie są zaś zagadnieniami, których przepis art. 247 k.p.c. nie dotyczy.
A także:
Dokonując oceny zebranego w sprawie materiału dowodowego, Sąd pierwszej instancji odniósł się do podnoszonego przez pozwanego zarzutu naruszenia art. 247 k.p.c. przez przeprowadzenie dowodu z zeznań powódki i świadków przeciwko treści aktu notarialnego na okoliczność rzeczywistej woli stron i zapłaty przez pozwanego za przedmiot umowy. Odwołał się w tym zakresie do poglądu orzecznictwa, w myśl którego pozorność czynności prawnej stwierdzonej dokumentem może być udowodniona między uczestnikami tej czynności za pomocą wszelkich środków dowodowych. Pozorność jest bowiem wadą oświadczenia woli, a te mogą być udowodnione wszelkimi środkami i dlatego ograniczenia dowodowe przewidziane w art. 247 k.p.c. nie mają tu zastosowania. Ograniczenia dowodowe zastrzeżone w powołanym przepisie nie dotyczą także dowodów prowadzonych dla podważenia domniemania płynące z pokwitowania (art. 462 k.c.), nawet jeśli pokwitowanie objęte jest dokumentem sporządzonym w formie aktu notarialnego.
Z omówionej historii płynie prosty wniosek, że kłamstwo ma krótkie nogi. Próba pogwałcenia przepisów prawa bardzo szybko zemściła się zarówno na Adeli, która straciła na pewien okres dom, ale i mnóstwo nerwów i została uwikłana w skomplikowany proces sądowy, jak i Julianie, który będzie musiał ponieść konsekwencje przegranego procesu. Co więcej, nawet gdyby historia nie potoczyła się w przedstawiony sposób, a strony dalej zgodnie żyły po sprzedaży domu na rzecz Juliana, to wierzyciele Adeli i tak mogliby "dorwać" się do nieruchomości kwestionując umowę sprzedaży skargą pauliańską.
 

15 września 2016

Reklamacja i zwrot pieniędzy

W przypadku reklamacji zakupionej rzeczy, składanej na podstawie rękojmi za wady, kupującemu przysługują zasadniczo cztery roszczenia. Jednym z nich jest możliwość żądania zwrotu uiszczonej ceny. Dla sprzedawcy takie żądanie jest najbardziej dotkliwe, ponieważ oznacza stratę pieniędzy oraz zwrot wadliwego towaru. Jednakże, w sytuacjach, których kupujący traci zaufanie do sprzedawcy i nie chce z nim dalej współpracować, lub zakupiony towar okazuje się tandetą, takie rozwiązanie jest najkorzystniejsze i warto dążyć do jego uskutecznienia. Uprawnienie do odstąpienia od umowy przysługuje zarówno konsumentom, jak i przedsiębiorcom. 

Zwrot pieniędzy jest możliwy po odstąpieniu od umowy

Jeżeli okaże się, że rzecz sprzedana ma wadę, to kupujący może od razu skorzystać ze swojego prawa do odstąpienia od umowy. Nie są konieczne żadne uprzednie kroki ani czynności, które zezwalałyby na realizację tego żądania. W tym celu, kupujący powinien złożyć sprzedawcy oświadczenie o odstąpieniu od umowy. Co do zasady, oświadczenie nie musi być złożone w konkretnej formie, więc można je złożyć ustnie, e-mailem, czy faksem, chyba że umowa sprzedaży została zawarta w formie pisemnej lub szczególnej (np. notarialnej jak przy nieruchomościach) - wtedy forma pisemna jest konieczna. Ja moim klientom w każdym przypadku doradzam skorzystanie z formy pisemnej, gdyż ta jest najbezpieczniejsza i najpewniejsza, co więcej, jako dowód przed sądem ma formę dokumentu prywatnego. Dodatkowo, pismo zalecam wysłać listem poleconym za potwierdzeniem odbioru. Wtedy mamy pewność, że pismo zostanie doręczone do rąk sprzedawcy, a fakt ten zostanie udokumentowany odręcznym potwierdzeniem. 


Oświadczenie kupującego powinno być sformułowane jasno i precyzyjnie, a zwłaszcza musi zawierać informacje o umowie, od której ten odstępuje. Najlepiej wskazać dzień jej zawarcia, przedmiot, numer faktury/paragonu, opisać wady uzasadniające roszczenie oraz wyartykułować żądanie zwrotu konkretnej kwoty na wskazany rachunek bankowy. Warto wyznaczyć sprzedawcy termin na spełnienie żądania, np. 7 dni od dnia doręczenia pisma. Po upływie tego terminu możliwe będzie naliczanie odsetek, a poza tym, usprawni to proces reklamacji.


Ponieważ konsekwencje odstąpienia od umowy dla sprzedawcy są bardzo dotkliwe, to Kodeks cywilny przyznaje mu jedną szansę na uniknięcie zwrotu ceny. Sprzedawca może nie zastosować się do żądania kupującego pod warunkiem, że niezwłocznie i bez nadmiernych niedogodności dla kupującego wymieni wadliwą rzecz na wolną od wad albo wadę usunie. W przypadku konsumentów, mogą oni zmienić decyzję sprzedawcy w ten sposób, że jeżeli sprzedawca zdecyduje się rzecz naprawić, to konsument może żądać wymiany i odwrotnie. Po zmianie sposobu przez konsumenta, sprzedawca może znowu się nie zgodzić, ale tylko jeśli realizacja żądania konsumenta jest niemożliwa do wykonania albo wymagałaby nadmiernych kosztów w porównaniu ze sposobem zaproponowanym przez sprzedawcę.


Inaczej rzecz się przedstawia, jeżeli kupujący (firma lub konsument - nie ma znaczenia) dokonuje drugiej, czy kolejnej reklamacji. Jeżeli reklamowana rzecz była już wymieniona lub naprawiana przez sprzedawcę albo sprzedawca nie uczynił zadość obowiązkowi wymiany lub usunięcia wady, to wtedy ma on obowiązek zwrócić pieniądze kupującemu.


Po skutecznym złożeniu oświadczenia o odstąpieniu od umowy następuje obowiązek zwrotu wzajemnie otrzymanych świadczeń, który co do zasady, powinien zostać wykonany jednocześnie przez obie strony. Przy czym, w przypadku zwrotu pieniędzy na rzecz konsumenta, sprzedawca powinien zwrócić je niezwłocznie (bez zbędnej zwłoki, natychmiast). Kupującemu przysługuje prawo zatrzymania rzeczy do czasu, aż sprzedawca zaofiaruje zwrot pieniędzy, więc reklamowanej rzeczy nie musi od razu oddawać, ale może poczekać na stanowisko drugiej strony. Jeżeli kupujący otrzymał zwrot ceny, ale w wyniku wadliwej rzeczy, czy opieszałości sprzedawcy, została wyrządzona mu szkoda - np. utrata zarobku na skutek wadliwego towaru, konieczność przechowywania rzeczy, utrzymywania jej w należytym stanie, może on na podstawie przepisów ogólnych dochodzić od sprzedawcy zapłaty odszkodowania. Jest to jednak temat na oddzielny artykuł, którego możecie się spodziewać już wkrótce.


Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.