17 września 2017

Konwencja o umowie międzynarodowego przewozu drogowego towarów CMR - treść

Przedstawiam pełną treść aktu prawnego pt. "Konwencja o umowie międzynarodowego przewozu drogowego towarów (CMR) i protokół podpisania". Jest to najważniejszy akt prawny dla każdego, kto zajmuje się międzynarodowym przewozem towarów. Kompleksowo reguluje obowiązki i prawa przewoźnika oraz nadawcy, dla których jej znajomość jest wręcz obowiązkowa, dlatego w najbliższych artykułach będę analizował i interpretował jej przepisy oraz zagadnienia. Najważniejsze zasady stosowania Konwencji zostały już omówione w tym artykule. Aby móc przejść do jej omówienia, istotne jest poznanie jej treści.




KONWENCJA
O UMOWIE MIĘDZYNARODOWEGO PRZEWOZU DROGOWEGO TOWARÓW (CMR) I PROTOKÓŁ PODPISANIA.
sporządzone w Genewie dnia 19 maja 1956 r.

Kiedy stosuje się Konwencję CMR?

W dniu 19 maja 1956 r. została podpisana Konwencja o umowie międzynarodowego przewozu drogowego towarów (CMR), która była przygotowywana przez około 10 lat pod auspicjami Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ. Konwencja ta weszła w życie z dniem 2 lipca 1961 r., przy czym Polska ratyfikowała Konwencję 27 kwietnia 1962 r. Konwencję podpisało ponad 50 państw, w tym wszystkie kraje Unii Europejskiej. Konwencja CMR to akt prawny o znaczeniu międzynarodowym, który w sposób jednolity reguluje umowę międzynarodowego przewozu drogowego towarów. Znajomość jej przepisów jest niezbędna dla każdego, kto zajmuje się transportem międzynarodowym i to nie tylko zawodowo, ponieważ przepisy Konwencji obowiązują również podmioty wykonujące przewozy nieprofesjonalnie lub bez uprawnień. Ważne jest również, aby wiedzieć, kiedy Konwencję się stosuje, gdyż jej przepisy co do zasady mają charakter obligatoryjny, więc umowne odstępstwa mogą nie mieć pożądanego skutku. 

Zasady stosowania Konwencji CMR

Konwencja ma charakter ratyfikowanej umowy międzynarodowej, co oznacza, że jako źródło prawa ma pierwszeństwo przed polskimi ustawami, ale jest niżej w hierarchii od Konstytucji RP. Z racji tego, polskie ustawy muszą być zgodne z Konwencją w zakresie, jakim reguluje ona kwestie związane z transportem drogowym. Sprzeczne z Konwencją przepisy ustawy nie mają zastosowania, jeżeli jednak Konwencja nie reguluje dostatecznie pewnej materii, możliwe jest jej uregulowanie w ustawie lub umowie. 


Zasady stosowania Konwencji CMR:
  • wyłącznie do umów międzynarodowego przewozu towarów
  • bez względu na wolę stron umowy - postanowienia umowy nie mogą wyłączyć przepisów ustawy i zdecydować o wyborze prawa krajowego jako właściwego do jej interpretacji
  • stronami są tylko nadawca i przewoźnik - odbiorca nie jest stroną umowy
  • przewóz musi mieć charakter zarobkowy - Konwencja nie dotyczy przewozów grzecznościowych. Jednak przewoźnik nie musi być zawodowcem, tzn. prowadzić działalności gospodarczej. Wynagrodzenie nie musi być wyłącznie pieniężne, może to być np. usługa wzajemna, towar
  • transport drogowy jest wykonywany samochodami, pojazdami członowymi, przyczepami i naczepami. Co ciekawe, jeżeli przewoźnik zmieni po drodze środek transportu na np. kolej, czy statek bez zgody nadawcy, to Konwencja ma dalej swoje zastosowanie. W przypadku szkody, nadawca może wybrać przepisy bardziej dla niego korzystne dot. odpowiedzialności - z Konwencji lub aktu prawnego właściwego dla danego rodzaju transportu
  • miejsce przyjęcia towaru do przewozu i miejsce dostawy znajdują się w dwóch różnych państwach (przewóz międzynarodowy). Konwencja ma ponadto zastosowanie, jeżeli towar nie przekroczył granicy (utracenie, odwołanie przewozu itp.)
  • w transporcie multimodalnym, Konwencja ma zastosowanie do drogowego odcinka przewozu chyba, że odcinek ten znajduje się w państwie nadania (np. droga do portu morskiego)
  • Konwencję stosuje się również do państwowych przewoźników
  • Konwencja nie ma zastosowania do umowy spedycji
  • Konwencja nie ma zastosowania do umowy najmu pojazdu ani najmu pojazdu wraz z obsługą
  • Konwencji nie stosuje się do przewozów dokonywanych na podstawie międzynarodowych konwencji pocztowych, przewozu zwłok, przewozów rzeczy przesiedlenia (tj. przeprowadzki międzynarodowe)


Jak widać znajomość przepisów Konwencji CMR i reguł jej stosowania jest bardzo istotna, ponieważ ma szeroki zakres zastosowania, a przede wszystkim jej przepisy mają pierwszeństwo przed postanowieniami umowy i prawem krajowym. Polscy przewoźnicy realizują bardzo dużo przewozów międzynarodowych, więc Konwencja na pewno jest im znana. Ponieważ jednak, jej interpretacja często nastręcza wiele trudności, to w najbliższych artykułach będę starał się analizować jej przepisy i poszczególne zagadnienia. 

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

15 sierpnia 2017

Co może kontroler biletów komunikacji miejskiej?

Znacie to uczucie, kiedy pomimo posiadania ważnego biletu na przejazd komunikacją miejską, w trakcie kontroli biletów i tak serce bije szybciej? Komunikacją miejską dziennie jeżdżą setki osób, a część z nich bez ważnego dokumentu przewozu osób (taka prawnicza nazwa dla biletu). Utrzymanie komunikacji miejskiej to spory wydatek dla miasta, więc nic dziwnego, że samorządom zależy na tym, aby ludzie płacili za przejazdy, a zwłaszcza kary za brak biletu. Stąd potrzeba kontroli podróżnych i niewdzięczna rola kontrolerów biletów, potocznie zwanych kanarami. Wielokrotnie byłem świadkiem kłótni a nawet szarpanin pomiędzy kontrolerami i podróżnymi, niechęć i opór kontrolowanych są zazwyczaj bardzo silne a o eskalację konfliktu nietrudno. Najbardziej dziwiły mnie matki podróżujące z małymi dziećmi, które zawsze wykłócały się najgłośniej. Postanowiłem przyjrzeć się bliżej uprawnieniom kontrolerów biletów, a także odpowiedzialności, jaką ponoszą podróżujący na gapę. Przy codziennym korzystaniu z autobusów i tramwajów nie zwraca się na takie aspekty uwagi, a warto, ponieważ ustawa z dnia 15 listopada 1984 r. - Prawo przewozowe bardzo dokładnie reguluje sytuację podróżnych i kontrolerów. 

Jazda bez biletu może mieć wiele przykrych konsekwencji

Uprawnienia kontrolerów biletów zostały opisane w przepisie art. 33a Prawa przewozowego. Ustęp 1szy stanowi:
1. Przewoźnik lub organizator publicznego transportu zbiorowego albo osoba przez niego upoważniona, legitymując się identyfikatorem umieszczonym w widocznym miejscu, może dokonywać kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu.

Z przepisu tego wynika, że kontroler ma obowiązek legitymować się identyfikatorem, który powinien być umieszczony w widocznym miejscu. Najczęściej jest to legitymacja zawieszona na szyi. Legitymacja/identyfikator musi zawierać co najmniej informacje takie jak:
1) nazwę przewoźnika lub organizatora publicznego transportu zbiorowego;
2) numer identyfikacyjny osoby dokonującej kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu;
3) zdjęcie kontrolującego;
4) zakres upoważnienia;
5) okres ważności;
6) pieczęć i podpis wystawcy (przewoźnika lub organizatora publicznego transportu zbiorowego).
 
 
Brak którejś z powyższych informacji może przesądzić o braku upoważnienia do prowadzenia kontroli. Jeżeli w toku kontroli okaże się, że podróżny nie posiada ważnego biletu lub dokumentu poświadczającego uprawnienie do bezpłatnego albo ulgowego przejazdu, kontroler może pobrać właściwą należność za przewóz i opłatę dodatkową albo wystawić wezwanie do zapłaty, czyli tak zwany mandat. W tym celu kontroler potrzebuje znać dane osobowe podróżującego, które najlepiej uzyskać na podstawie jakiegoś dokumentu tożsamości. W tym miejscu pojawia się chochlik prawny, który prowadzi do absurdalnej sytuacji - jeżeli podróżny nie odmawia zapłaty, ale odmawia okazania dokumentu, to kontroler nie ma podstawy prawnej do wyegzekwowania od niego okazania dokumentu, więc nie jest w stanie wystawić "mandatu". Dopiero, jeżeli podróżny odmawia zapłaty, to kontroler może żądać okazania dokumentu umożliwiającego stwierdzenie tożsamości podróżnego. Taki absurd wynika z art. 33a ust. 7 Prawa przewozowego, który przyznaje następujące uprawnienia kontrolerom:

7. Przewoźnik lub organizator publicznego transportu zbiorowego albo osoba przez niego upoważniona ma prawo:
1) w razie odmowy zapłacenia należności - żądać okazania dokumentu umożliwiającego stwierdzenie tożsamości podróżnego;
2) w razie niezapłacenia należności i nieokazania dokumentu - ująć podróżnego i niezwłocznie oddać go w ręce Policji lub innych organów porządkowych, które mają zgodnie z przepisami prawo zatrzymania podróżnego i podjęcia czynności zmierzających do ustalenia jego tożsamości;
3) w razie uzasadnionego podejrzenia, że dokument przewozu albo dokument uprawniający do przejazdu bezpłatnego lub ulgowego jest podrobiony lub przerobiony - zatrzymać dokument za pokwitowaniem oraz przesłać go prokuratorowi lub Policji, z powiadomieniem wystawcy dokumentu.

Teraz pojawia się najbardziej kontrowersyjne pytanie - czy kontroler może zatrzymać fizycznie podróżnego i uniemożliwić mu oddalenie się do czasu przyjazdu Policji lub Straży Miejskiej/Gminnej? Ustawa mówi, że kontroler może "ująć podróżnego". W doktrynie prawniczej* nie ma wątpliwości, że kontroler może fizycznie uniemożliwić podróżnemu oddalenie się od środka komunikacji lub przystanku, a zatem kontroler może blokować, przytrzymywać itp., czyli pozbawić na krótki okres wolności gapowicza, ale powinien niezwłocznie oddać go w ręce odpowiednich służb. Warto zwrócić uwagę, że prawo kontrolera jest zbliżone do ujęcia obywatelskiego usankcjonowanego w art. 243 Kodeksu postępowania karnego, który stanowi:
§  1.  Każdy ma prawo ująć osobę na gorącym uczynku przestępstwa lub w pościgu podjętym bezpośrednio po popełnieniu przestępstwa, jeżeli zachodzi obawa ukrycia się tej osoby lub nie można ustalić jej tożsamości.
§  2.  Osobę ujętą należy niezwłocznie oddać w ręce Policji.

Oporny gapowicz, który odmawia zapłacenia należności i okazania dokumentu umożliwiającego stwierdzenie jego tożsamości podlega karze grzywny, która może być wymierzona w wysokości od 20 złotych do aż 5.000 złotych. Takiej samej karze podlegać będzie podróżny, który uciekł przed "kanarami". Natomiast notoryczny gapowicz, który po raz trzeci w ciągu roku bez zamiaru uiszczenia należności wyłudza przejazd komunikacją miejską może podlegać również karze aresztu albo ograniczenia wolności.

* zob. A. Jaworski, Prawo przewozowe. Komentarz, str.74, LexisNexis, Warszawa, 2012.


Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.
 
Przeczytaj również:

8 lipca 2017

Nie bójmy się prawa

Przez okres prowadzenia tego bloga doszedłem do wniosku, że świadomość prawna wśród Polaków jest bardzo niska. Mógłbym wręcz powiedzieć, że przeciętnemu obywatelowi bliżej do nieświadomości prawnej, niż do świadomości. Większość osób porusza się w społeczeństwie i w normach prawnych na zasadzie intuicji, zdroworozsądkowego rozumowania. Mniej więcej czują, co jest dobre, a co złe. O ile w przypadku norm z zakresu prawa karnego, takie wyczucie jest w większości trafne, tak już w innych sferach, jak prawo cywilne, czy o zgrozo - prawo administracyjne, znajomość prawa jest niezbędna.

        Photo credit: maricheney via Visualhunt.com /  CC BY-NC-SA
    Prawo można polubić

Wydaje mi się, że przyczyną braku znajomości prawa jest lęk przed nim. Większość osób wychodzi z założenia, że i tak pewnie nie zrozumie czytanych przepisów, że będzie musiała cały dzień siedzieć nad tym, a i tak nic z tego nie wyjdzie. Na pewno takie podejście wynika z dotychczasowych kontaktów ze sferą dominium państwa - wszelkimi organami państwowymi i samorządowymi. Gdziekolwiek pójdziemy załatwić jakąś sprawę administracyjną, to spotykamy się z ogromną biurokracją, niezrozumiałymi formularzami, oschłym podejściem do petenta, setkami stron przepisów zawieszonych na ścianach urzędów. To może zniechęcić. Dalej, podpisanie jakiejkolwiek umowy w codziennym funkcjonowaniu, to też wielkie wyzwanie dla przeciętnego umysłu: umowa o abonament telefoniczny - kilkanaście stron, umowa o telewizję satelitarną - kilkanaście stron, umowa kredytu - dziesiątki stron. Wszystko napisane małą czcionką i niezrozumiałym językiem. Rzadko kto czyta całą umowę przed jej podpisaniem, a o konsekwencjach nieczytania umów pisałem tutaj. Przychodząc w roli klienta zakładamy, że duże firmy, które są kontrolowane przez wiele organów państwowych i mają swoje działy prawne, nie mogą oszukiwać klientów. Oczekujemy, że spotkają je za to surowe kary i potępienie społeczne. Jak się jednak okazuje, to wcale nie przeszkadza dużym firmom w oszukiwaniu klientów. Takie ryzyko mają wkalkulowane w koszty. Pomimo, iż często druga strona gra nie fair i stara się wykorzystać nieznajomość prawa, to wiele osób popełnia podstawowe błędy, przez który ciężko w sytuacji oszustwa odnieść się do nich ze współczuciem, a co dopiero stanąć po ich stronie. Niestety, wiele oszustw jest wynikiem lekkomyślnego podejścia do prawa.

Pierwszym podstawowym błędem przeciętnego członka obrotu prawnego jest to, że polega na swojej intuicji i podejmuje się czynności prawnych "na czuja". Nie zadaje sobie pytania, czy moje postępowanie jest zgodne z prawem, ani tym bardziej, jakie konsekwencje może to wywołać. Wydaje mi się, że wiele osób ma takie przeświadczenie, że wszystko da się odkręcić albo, to się jakoś wyjaśni. Coś tam się powie, że nie wiedziałem, że myślałem co innego i przecież każdy mi daruje, bo prawo takie skomplikowane i skąd ja mogłem to wiedzieć... Niestety tak nie jest, a konsekwencje błędnych decyzji pewnych czynności prawnych mogą być naprawdę drastyczne. I to nie tylko materialnie. 


Pewnie powiecie, że łatwo mi tak mówić, bo mam wykształcenie prawnicze i doświadczenie. Oczywiście, że po 8 latach nauki kodeksów, ustaw, wykładni prawa, setek przeczytanych i zanalizowanych orzeczeń jest mi łatwiej niż człowiekowi bez takiej wiedzy. Ale ja również mam wiele wątpliwości, wiele przepisów jest dla mnie niejasnych, niezrozumiałych. Czasami cały dzień potrafię rozkminiać jedną zagwozdkę. Sprawdzam w literaturze, jak dana sprawa jest rozumiana, jak sądy podchodzą do tego tematu, szukam nawet w Internecie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Nie raz muszę iść do biblioteki i poszukać dodatkowej pomocy w fachowych publikacjach. Czy prawo jest skomplikowane? Tak, jest. Przepisy prawne są pisane specyficznym językiem, a wiele słów ma odmienne znaczenie niż w mowie potocznej. Dlatego rozumienie intuicyjne danego przepisu może być zupełnie odmienne od rozumienia prawniczego. Skutkiem tego może być wadliwe zastosowanie przepisu i odmienne konsekwencje prawne od tych oczekiwanych. A stąd już blisko do przegrania sprawy i poniesienia znacznych kosztów. Do tego dochodzi jeszcze niełatwa procedura sądowa (karna, cywilna, administracyjna). W toku procesu trzeba być bardzo ostrożnym i łatwo się pogubić w gąszczu przepisów, przeoczyć ważny termin, ominąć konieczny element procesu. A sprawy sądowej nie da się powtórzyć.


Drugim problemem przeciętnego członka obrotu prawnego jest to, że nie szuka fachowej pomocy przed podjęciem ważnej decyzji, czy przed rozwiązaniem problemu. Radzi się znajomych, członków rodziny, którzy kiedyś mieli podobny problem (a w gruncie rzeczy okazuje się, że problem był zupełnie inny), szuka odpowiedzi w Internecie, zadaje pytania na forach i oczekuje rzetelnej odpowiedzi od ludzi, których kompetencje nie są znane. Opisałem jakiś czas temu konsekwencje zbagatelizowania pomocy prawnej w rozpoczęciu biznesu. Jedna wizyta u dobrego prawnika naprawdę może pozwolić na oszczędzenie wielu kłopotów i przykrych sytuacji. Koszt porady na pewno będzie niższy niż koszty pomyłki. Niestety, prawo nie wybacza, a wymaga i egzekwuje. Prawo w rękach tego, który je zna i potrafi stosować może być bardzo silną bronią.

29 czerwca 2017

Zatajenie wad samochodu oraz brak cech o których zapewniał sprzedawca - reklamacja

Kupno samochodu to nie jest łatwa sprawa, zwłaszcza gdy kupujemy samochód używany. Handlarze potrafią bardzo dobrze przygotować samochód, tak żeby przemawiał sam za siebie - umyją karoserię, wyczyszczą tapicerkę, a jak trzeba, to i nawet silnik. Zachwytom i przechwałkom o jakości, mocy, bezawaryjności i zaletach oferowanego samochodu nie ma końca. Niestety, prawdziwy stan techniczny samochodu wychodzi na jaw dopiero po jakimś czasie od jego zakupu. Co zrobić, jeżeli okaże się, że sprzedawca przekoloryzował stan samochodu, lub wręcz ukrył jego wady? Odpowiedź jest prosta - skorzystać z rękojmi za wady rzeczy sprzedanej.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 

Rękojmia to skuteczna broń na zatajone wady auta

Temat reklamacji wad samochodu został już ogólnikowo poruszony na łamach bloga. W tym artykule chciałbym skupić się na sytuacji, w której:
  • samochód nie posiada cech, o jakich zapewniał sprzedawca
  • pojazd został wydany w stanie niezupełnym
  • sprzedawca ukrył przed kupującym wady samochodu
Pierwsza sytuacja będzie miała miejsce, jeżeli sprzedawca przedstawił nam stan samochodu w sprecyzowanym kształcie, dając pewien obraz. Najlepszym przykładem jest opis ogłoszenia zamieszczony w prasie lub na portalu internetowym. Jeżeli sprzedawca napisze w ogłoszeniu lub oznajmi nam osobiście, że samochód jest bezwypadkowy, a okaże się, że pochodzi z wypadku i sprzedawca powinien był o tym wiedzieć, to wówczas mamy do czynienia wadą fizyczną rzeczy, która objawia się tym, że samochód nie ma właściwości, o których istnieniu sprzedawca zapewnił kupującego. Tak samo będzie, jeżeli sprzedawca zapewni o wymianie części eksploatacyjnych - filtrów, pasków, płynów itp., a okaże się, że części są stare i zużyte. Tak samo będzie, jeśli okaże się, że licznik kilometrów jest cofnięty. Przykładów można mnożyć w nieskończoność.


W przypadku kupna nowego samochodu, z tego rodzaju wadą fizyczną możemy się spotkać, jeżeli na przykład spalanie paliwa będzie powyżej wartości wskazywanej przez sprzedawcę samochodu w materiałach sprzedażowych, lub gdy osiągi prędkości nie będą zbliżone do zapewnień. Jeżeli kupującym jest konsument, to sprzedawca odpowiada również za publiczne zapewnienia producenta lub jego przedstawiciela oraz osoby, która wprowadza rzecz do obrotu w zakresie swojej działalności gospodarczej.


Generalnie rzecz ujmując, wadą fizyczną będzie każde odstępstwo stanu faktycznego samochodu od deklarowanego stanu, cech przez sprzedawcę, które miało miejsce w ofercie sprzedaży, czy podczas pokazywania samochodu. Dodatkowo należy wspomnieć, że na sprzedawcy spoczywają istotne obowiązki informacyjne względem kupującego, które wpływają istotnie na nasze oczekiwania co do samego pojazdu i w konsekwencji prawnicze roszczenia:
Art.  546.  [Obowiązek informowania i załączenia instrukcji]
§  1.  Sprzedawca obowiązany jest przed zawarciem umowy udzielić kupującemu potrzebnych wyjaśnień o stosunkach prawnych i faktycznych dotyczących rzeczy.
§  2.  Sprzedawca obowiązany jest wydać posiadane przez siebie dokumenty, które dotyczą rzeczy. Jeżeli treść takiego dokumentu dotyczy także innych rzeczy, sprzedawca obowiązany jest wydać uwierzytelniony wyciąg z dokumentu. Ponadto, jeżeli jest to potrzebne do należytego korzystania z rzeczy zgodnie z jej przeznaczeniem, sprzedawca obowiązany jest załączyć instrukcję i udzielić wyjaśnień dotyczących sposobu korzystania z rzeczy.
Art.  5461 [Obowiązek informowania przy sprzedaży konsumenckiej]
§  1.  Jeżeli kupującym jest konsument, sprzedawca jest obowiązany udzielić mu przed zawarciem umowy jasnych, zrozumiałych i niewprowadzających w błąd informacji w języku polskim, wystarczających do prawidłowego i pełnego korzystania z rzeczy sprzedanej. W szczególności należy podać: rodzaj rzeczy, określenie jej producenta lub importera, znak bezpieczeństwa i znak zgodności wymagane przez odrębne przepisy, informacje o dopuszczeniu do obrotu w Rzeczypospolitej Polskiej oraz, stosownie do rodzaju rzeczy, określenie jego energochłonności, a także inne dane wskazane w odrębnych przepisach.
§  2.  Jeżeli rzecz jest sprzedawana w opakowaniu jednostkowym lub w zestawie, informacje, o których mowa w § 1, powinny znajdować się na rzeczy sprzedanej lub być z nią trwale połączone. W pozostałych przypadkach sprzedawca jest obowiązany umieścić w miejscu sprzedaży informację, która może być ograniczona do rodzaju rzeczy, jej głównej cechy użytkowej oraz wskazania producenta lub importera rzeczy.
§  3.  Sprzedawca jest obowiązany zapewnić w miejscu sprzedaży odpowiednie warunki techniczno-organizacyjne umożliwiające dokonanie wyboru rzeczy sprzedanej i sprawdzenie jej jakości, kompletności oraz funkcjonowania głównych mechanizmów i podstawowych podzespołów.
§  4.  Na żądanie kupującego sprzedawca jest obowiązany wyjaśnić znaczenie poszczególnych postanowień umowy.
§  5.  Sprzedawca jest obowiązany wydać kupującemu wraz z rzeczą sprzedaną wszystkie elementy jej wyposażenia oraz sporządzone w języku polskim instrukcje obsługi, konserwacji i inne dokumenty wymagane przez odrębne przepisy.
Brak udzielenia stosownych informacji może powodować po stronie sprzedawcy odpowiedzialność odszkodowawczą, a nawet być podstawą do odstąpienia od umowy sprzedaży samochodu. Z powyższych przepisów wynika również, że uchybienie sprzedawcy w zakresie wydania stosownych dokumentów pojazdu rodzi po stronie kupującego stosowne roszczenia. Przede wszystkim o wydanie stosownych dokumentów, ale z drugiej strony taka sytuacja stanowi również wadę fizyczną rzeczy, ponieważ w przypadku braku dokumentacji pojazdu (w tym instrukcji) można uznać, że został on wydany w stanie niezupełnym.


Najbardziej nieprzyjemna sytuacja to taka, w której niedługo po zakupie samochodu okazuje się, że wymaga poważnej naprawy. Pomimo dokładnych oględzin i jazdy próbnej na jaw wychodzi usterka, która bardzo poważnie ogranicza funkcjonalność samochodu. Niedawno zwrócił się do mnie o pomoc czytelnik bloga, który zakupił samochód transportowy dla celów firmowych i przejechał nim zaledwie 80 kilometrów, po czym awarii uległ silnik. Opinia mechanika była jednoznaczna - silnik nadawał się do kapitalnego remontu (wypalone tłoki). W tej sprawie oczywistym było, że sprzedawca zataił poważną wadę silnika, ponieważ niemożliwością jest, aby uległ on tak poważnej awarii w krótkim czasie używania. Skuteczna reklamacja doprowadziła do zwrotu ceny samochodu. Mam nadzieję, że pojazd nie trafi znowu do sprzedaży w takim stanie...


Sprzedawca odpowiada za za wady fizyczne, które istniały w chwili przejścia niebezpieczeństwa na kupującego lub wynikły z przyczyny tkwiącej w rzeczy sprzedanej w tej samej chwili. Zatem, jeżeli samochód ulegnie awarii z przyczyny, która tkwiła w samochodzie już w chwili jego zakupu (nieprawidłowa naprawa, zamaskowanie wady, wadliwa część), to odpowiedzialność za wadę poniesie sprzedawca. 


Zatajenie wady przed kupującym ma jeszcze ten skutek, że jeżeli sprzedawca umownie wyłączył lub ograniczył rękojmię za wady, to wówczas jego czynność jest bezskuteczna. Jednakże, zatajenie musi być podstępne (celowo, umyślnie wprowadza nas w błąd). Ponadto, jeżeli sprzedawca wadę podstępnie zataił, to upływ terminu do stwierdzenia wady nie wyłącza wykonania uprawnień z tytułu rękojmi. Kupujący, który działa jako przedsiębiorca (kupuje "na firmę") powinien pamiętać o zbadaniu pojazdu pod kątem jego wad i niezwłocznym powiadomieniu sprzedawcy (tzw. akty staranności), w przeciwnym razie utraci uprawnienia z rękojmi. Jeżeli jednak wady zostały podstępnie zatajone, to utrata uprawnień nie nastąpi. 


Wobec powyższego należy uznać, że wszelkie postanowienia w umowie sprzedaży o treści "Zapoznałem się ze stanem pojazdu i nie wnoszę żadnych uwag" albo "Samochód nie posiada żadnych wad fizycznych", które zostaną podpisane przez kupującego, w obliczu ujawnienia wad zatajonych nie będą miały żadnej mocy prawnej. Sprzedawca i tak będzie odpowiadał. Co więcej, sprzedawca może również odpowiadać za szkody wyrządzone wskutek wad auta, jak koszty poniesione na lawetę, czy utracony zarobek, jeżeli auto służyło celom firmowym. Można wówczas żądać zapłaty stosownego odszkodowania.


Podczas kupowania samochodu należy wykazać się naprawdę dużą dozą cierpliwości, staranności i uwagi. Samochód to jednak poważna inwestycja, a nie ma nic gorszego, niż przewlekłe naprawy i ciągłe awarie, które zabierają nasz czas, pieniądze i nerwy. Pamiętajmy, że każdy sprzedawca - osoba prywatna, czy firma handlowa - odpowiada za wady samochodu, więc śmiało realizujmy nasze uprawnienia, tak aby nie żałować żadnego zakupu. W końcu samochody są po to, aby nam życie ułatwiać, a nie komplikować.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

7 czerwca 2017

Wykonanie zastępcze - co, jak i kiedy?

W obrocie gospodarczym (chociaż prywatnym również) niejednokrotnie zdarzają się sytuacje, w których druga strona umowy nie wywiązuje się ze swojego zobowiązania, które polega na czynieniu. Jeżeli zobowiązanie polega na zapłacie, to nie ma z tym większego problemu - wzywamy do zapłaty, a w razie jej braku, dochodzimy należności na drodze sądowej i egzekucyjnej. Co jednak zrobić, jeśli dłużnik ma wykonać jakąś czynność, na której nam zależy? Na przykład wykonać ogrodzenie, stworzyć aplikację mobilną, wydać zakupiony towar, czy posprzątać plac budowy. Tutaj właśnie możemy posłużyć się instytucją wykonania zastępczego, czyli zrealizować świadczenie dłużnika za niego, bez jego udziału.

Wykonanie zastępcze a cieszy

Wykonanie zastępcze możliwe jest jedynie w określonych w Kodeksie cywilnym przypadkach, o czym należy pamiętać:
  1. wierzyciel może wykonać zobowiązanie dłużnika, który jest w zwłoce (tj. z własnej winy się opóźnia) bez dodatkowego wzywania, jeżeli wykonanie zobowiązania polega na świadczeniu rzeczy oznaczonych co do gatunku. Np. dłużnik sprzedał tonę jabłek, ale jej nie dostarczył; dłużnik nie wyprodukował 100 długopisów firmowych.
  2. w przypadku umowy o dzieło, jeżeli przyjmujący zamówienie wykonywa dzieło w sposób wadliwy albo niezgodny z umową, zamawiający może go wezwać do zmiany sposobu wykonania i wyznaczyć mu odpowiedni termin. Po bezskutecznym upływie terminu zamawiający dzieło może od umowy odstąpić albo powierzyć poprawienie lub dalsze wykonanie dzieła innej osobie na koszt i niebezpieczeństwo przyjmującego zamówienie.
  3. jeżeli w czasie trwania najmu rzecz wymaga napraw, które obciążają wynajmującego, a bez których rzecz nie jest przydatna do umówionego użytku, najemca może wyznaczyć wynajmującemu odpowiedni termin do wykonania napraw. Po bezskutecznym upływie wyznaczonego terminu najemca może dokonać koniecznych napraw na koszt wynajmującego. 
  4. sąd może upoważnić wierzyciela do wykonania zastępczego w sytuacjach, których dłużnik wykonuje zobowiązanie w sposób nieprawidłowy albo nie wykonuje go wcale. 
  5. w ramach swobody umów, strony mogą zawrzeć w umowie stosowne postanowienia, które będą uprawniały wierzyciela do wykonania zastępczego. Postanowienia powinny regulować zakres wykonania zastępczego np. poprzez wskazanie maksymalnej wartości zastępczych działań, dodatkowe wezwanie do spełnienia świadczenia, tak aby nie doszło do nadmiernego pokrzywdzenia dłużnika. 

Należy pamiętać, że wykonanie zastępcze nie może być stosowane, jeżeli chcemy od dłużnika uzyskać złożenie oświadczenia woli. W tym przypadku trzeba skorzystać z art. 64 k.c. i uzyskać orzeczenie sądu zastępujące oświadczenie. Wskutek wykonania czynności za dłużnika, wierzyciel ma prawo dochodzić od niego zwrotu kosztów wykonania zastępczego. Tutaj wierzyciel nie powinien zbyt lekko wydawać pieniędzy licząc na zwrot każdej kwoty, ponieważ sąd może badać, czy poniesione koszty są adekwatne i czy nie zostały zawyżone. Wierzyciel powinien udokumentować koszt i zakres wykonanych świadczeń oraz wykazać, że obowiązkiem dłużnika była ich realizacja. Jeżeli wierzyciel zapłacił z góry za świadczenie, to oczywiście może domagać się zwrotu należności. Warto jeszcze wspomnieć, że wykonanie zastępcze czynności za dłużnika wcale nie wyklucza dochodzenia od niego naprawienia szkody wynikającej z niewykonanej umowy - wierzyciel może dochodzić poniesionych strat i utraconych korzyści.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

24 maja 2017

Picie alkoholu w miejscach publicznych - fakty i mity

Słońce wciąż nieśmiało budzi się z zimowego letargu, mieliśmy nawet kilka dni upałów, pierwsze grille i plenerowe spotkania z przyjaciółmi już za nami, a jak wiadomo, ciepło i miła pogoda sprzyja spożywaniu napojów alkoholowych celem uprzyjemnienia upływającego czasu, czy wzmocnienia doznań kulinarnych i towarzyskich. Niestety, spożywanie alkoholu pomimo, iż powszechnie i społecznie akceptowalne, jest zabronione, a wręcz ścigane. Wokół tematu spożywania alkoholu w miejscach publicznych narosło już wiele legend, faktów i mitów, a zabawa w kotka i myszkę pomiędzy pijącymi i pilnującymi porządku trwa. Myślę, że już czas, aby rozprawić się z tym tematem konkretnymi argumentami, które znajdziemy nigdzie indziej, jak w aktach prawa powszechnie obowiązującego, a przede wszystkim w ustawie z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (tj. Dz. U. z 2016 r. poz. 487 ze zm., dalej zwana "ustawą").

Takie plażowanie może skończyć się mandatem, chociaż nie musi

Spożywanie alkoholu w domach studenckich (tzw. akademikach) jest zabronione - FAKT

Zaskoczeni? Ja też byłem, gdy przeczytałem to po raz pierwszy. Tak sformułowana norma prawda jakoś nie współgra z obrazem akademika i studenckiego stylu życia. A jednak prawo stanowi wyraźnie:
Art. 14 ust. 1 pkt 1 ustawy
Zabrania się sprzedaży, podawania i spożywania napojów alkoholowych:
na terenie szkół oraz innych zakładów i placówek oświatowo-wychowawczych, opiekuńczych i domów studenckich; 
  
Spożywanie alkoholu w miejscu publicznym jest zabronione - MIT

Najbardziej rozpowszechniony mit, który urósł wręcz do rangi pseudonormy prawnej. Nieprawdą jest, że spożywanie alkoholu w miejscu publicznym jest zabronione. To taki wielki skrót myślowy, który jednak w istocie rzeczy jest błędny. Natomiast prawdą jest, że spożywanie alkoholu jest zabronione w niektórych miejscach publicznych. Ustawodawca konkretyzuje w sposób wyraźny, gdzie spożywanie alkoholu jest zabronione, nie używa ogólnego pojęcia jak miejsce publiczne, ponieważ ciężko określić co takim miejscem jest. Ostatnio głośnym echem odbiła się wygrana sprawa obywatela, który spożywał piwo nad bulwarem wiślanym. Pomimo, że jest to miejsce publiczne, ustawodawca nie zabronił spożywania alkoholu w takich miejscach. Ustawa w przepisie art. 14 stanowi:
1. Zabrania się sprzedaży, podawania i spożywania napojów alkoholowych:
1) na terenie szkół oraz innych zakładów i placówek oświatowo-wychowawczych, opiekuńczych i domów studenckich;
2) na terenie zakładów pracy oraz miejsc zbiorowego żywienia pracowników;
3) w miejscach i czasie masowych zgromadzeń;
4) w środkach i obiektach komunikacji publicznej, z wyjątkiem wagonów restauracyjnych i bufetów w pociągach, w których dopuszcza się sprzedaż, podawanie i spożywanie napojów alkoholowych do 4,5% zawartości alkoholu oraz piwa;
5) (uchylony);
6) w obiektach zajmowanych przez organy wojskowe i spraw wewnętrznych, jak również w rejonie obiektów koszarowych i zakwaterowania przejściowego jednostek wojskowych.
1a. (uchylony).
2. (uchylony).
2a. Zabrania się spożywania napojów alkoholowych na ulicach, placach i w parkach, z wyjątkiem miejsc przeznaczonych do ich spożycia na miejscu, w punktach sprzedaży tych napojów.
3. Zabrania się sprzedaży, podawania i spożywania napojów zawierających więcej niż 18% alkoholu w ośrodkach szkoleniowych.
4. Zabrania się sprzedaży i podawania napojów zawierających więcej niż 18% alkoholu w domach wypoczynkowych.
5. Sprzedaż, podawanie i spożywanie napojów zawierających więcej niż 4,5% alkoholu może się odbywać na imprezach na otwartym powietrzu tylko za zezwoleniem i tylko w miejscach do tego wyznaczonych.
6. W innych niewymienionych miejscach, obiektach lub na określonych obszarach gminy, ze względu na ich charakter, rada gminy może wprowadzić czasowy lub stały zakaz sprzedaży, podawania, spożywania oraz wnoszenia napojów alkoholowych.
7. Minister właściwy do spraw transportu oraz minister właściwy do spraw gospodarki morskiej, w drodze rozporządzenia, określą zasady i warunki sprzedaży, podawania i spożywania napojów alkoholowych na morskich statkach handlowych w żegludze międzynarodowej, w pociągach i samolotach komunikacji międzynarodowej oraz w międzynarodowych portach morskich i lotniczych.
8. Minister właściwy do spraw zagranicznych określi, w drodze rozporządzenia, wypadki i okoliczności, w których, uwzględniając zwyczaje międzynarodowe, dopuszczalne jest podawanie i spożywanie nieznacznej ilości napojów alkoholowych.

Skrót myślowy "miejsce publiczne" sprowadza się właściwie do ulic, placów i parków, ponieważ poza tymi miejscami spożywanie alkoholu, co do zasady, nie jest zabronione. Jednakże zwracam uwagę na ustęp 6 ww. przepisu. Bardziej szczegółowe regulacje prawne mogą zostać przewidziane przez lokalny samorząd, który wprowadzi zakaz w ściśle określonych obszarach. Akty prawa miejscowego obowiązują tak samo jak akty o randze ustawy. Dla przykładu, w Łodzi istnieją dwa akty prawne, które rozszerzają ustawowy zakaz. Uchwała Nr XLVII/985/2000 Rady Miejskiej w Łodzi z dnia 18 października 2000 r. w sprawie wprowadzenia zakazu spożywania napojów alkoholowych w określonych obszarach miasta Łodzi stanowi, że:

§ 1. Z uwagi na okoliczność zapewnienia porządku publicznego oraz położenie w centrum miasta, reprezentacyjny charakter, nasilenie ruchu i koncentrację życia gospodarczego i kulturalnego miasta - wprowadza się zakaz spożywania napojów alkoholowych w następujących miejscach na terenie miasta Łodzi:

1) ul. Piotrkowska wraz z przylegającymi podwórkami na odcinku od al. Marszałka Józefa Piłsudskiego do pl. Wolności,
2)  pl. Wolności wraz z przylegającymi podwórkami,
3)  al. ZHP,
4)  al. Jana Józewskiego,
5)  al. Leona Schillera,
6)  al. Artura Rubinsteina.
Jak widać, picie piwa jest zakazane nie w każdej bramie na ulicy Piotrkowskiej. Druga uchwała z dnia 6 marca 2013 r. Nr LVIII/1229/13 rozszerza powyższy zakaz o konkretne placówki użyteczności publicznej, jak żłobek, przedszkole, młodzieżowy ośrodek wychowawczy, harcówka, poradnia odwykowa (nie żartuję), plac zabaw itd., itd.


Mandat za spożywanie alkoholu w miejscu zabronionym wynosi 100 zł - MIT

100 zł to wcale nie jest odgórnie ustalona kwota mandatu karnego za tego typu wykroczenie. Jest to jednak kwota najczęściej stosowana, dlatego że nie jest tak dotkliwa jak 200 zł, 300 zł, ani też nie tak niska jak 20 zł, a tyle właśnie może wynieść najmniej mandat karny.


Lokalny samorząd może czasowo zabronić sprzedaży i spożywania alkoholu - FAKT

Ustawa przyznaje radzie gminy uprawnienie do wprowadzenia czasowego zakazu sprzedaży, podawania, spożywania oraz wnoszenia napojów alkoholowych. Najczęściej ma to miejsce w czasie imprez masowych - w Łodzi regularnie wprowadzane były zakazy na czas trwania meczów piłkarskich w obrębie stadionów. Podczas trwania Przystanku Woodstock, zakazem objęty jest Kostrzyn nad Odrą, w którym nie kupi się napojów powyżej pewnej wartości procentowej alkoholu.


Spożywanie piwa o zawartości alkoholu poniżej 3% jest dozwolone - MIT

Niestety, ale spożywanie piwa typu radler, shandy, sommersby, czy inne, które mają mniejszą zawartość alkoholu jest również zakazane, ponieważ ustawa wrzuca wszystkie piwa do jednego worka i jeżeli coś jest piwem, to jego spożywanie jest zabronione. Tak samo traktowane są napoje o zawartości do 4,5% alkoholu, czyli wszystkie gotowe drinki i inne wynalazki. 


Spożywanie alkoholu w ukrytym opakowaniu jest dozwolone - MIT

Wiele osób uważa, że jeżeli schowają puszkę piwa, czy butelkę do reklamówki, lub owiną w gazetę, to już Policja nie może ukarać ich mandatem, ponieważ "nie spożywają piwa". Albo inny myk - przelewają alkohol do butelki po tymbarku, czy mieszają z colą i wtedy mówią - "ale przecież ja nie piję alkoholu". Nic bardziej mylnego. Ustawa nie mówi, że "zabrania się spożywania alkoholu z butelki oznaczonej etykietą piwa lub wódki...", tylko wyraźnie zabrania spożywania alkoholu generalnie - pod jakąkolwiek postacią. 

Mam nadzieję, że rozwiałem kilka mitów, a przede wszystkim zachęciłem do szukania odpowiedzi u źródeł, czyli w normach prawnych. Tylko one mogą zakazywać swobód, podczas gdy utarte slogany niepotrzebnie powielają błędne myślenie, które wręcz może prowadzić do zbędnych komplikacji. 

18 maja 2017

Czy e-sprzedawca może odrzucić ofertę kupującego?

Niejednokrotnie spotkałem się z narzekaniami kupujących przez Internet, którzy zetknęli się z sytuacją, w której sprzedawca, pomimo oferowania konkretnego produktu, po dokonaniu zakupu oznajmiał, że aktualnie nie ma danego towaru na magazynie i nie morze zrealizować zamówienia, lub będzie ono gotowe dużo później. W dzisiejszych czasach jesteśmy przyzwyczajeni, że wszystko mamy dostępne "tu i teraz", a zwłaszcza, jeśli kupujemy w Internecie, który dostępny jest 24h. Czy zatem sprzedawca może odmówić sprzedania danego towaru? Słyszy się często opinie, że sprzedawca jest zobowiązany wywiązać się z umowy, nawet jeżeli nie ma fizycznie danej rzeczy. Czy to stwierdzenie jest zasadne? 

Zakupy przez Internet nie zawsze muszą dojść do skutku

Zajrzyjmy najpierw do przepisów, aby móc oprzeć dalsze wywody na konkretnych normach prawnych. Zakładamy, że zakup dokonywany jest na odległość (przez Internet) u przedsiębiorcy, status kupującego (przedsiębiorca, czy konsument) jest bez znaczenia, ewentualne rozbieżności zostaną na pewno zasygnalizowane. Sprzedawca oferuje do zakupu swoje produkty poprzez własną stronę internetową, czyli e-sklep. Chociaż nie każdy ma tego świadomość, umowę sprzedaży można zawrzeć na kilka sposobów, czyli poprzez:
  • ofertę, 
  • negocjacje, 
  • list intencyjny,
  • przetarg, 
  • aukcję
Standardowo (powiedzmy ok. 95%) umów sprzedaży dochodzi do skutku w drodze oferty.W sklepie stacjonarnym odbywa się to w ten sposób, że sprzedawca wystawia dany towar i podaje jego cenę, a klient towar nabywa i płaci. Zgodnie z Kodeksem cywilnym:
Art. 543. Wystawienie rzeczy w miejscu sprzedaży na widok publiczny z oznaczeniem ceny uważa się za ofertę sprzedaży.
Zatem, nie mamy wątpliwości, że sprzedawca poprzez wystawienie oferty oświadcza wolę zawarcia umowy, klient ofertę akceptuje i wtedy właśnie dochodzi do zawarcia umowy, czego skutkiem jest powstanie po stronie sprzedawcy i kupującego stosownych zobowiązań. Sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić sprzedawcy cenę (art. 535 § 1 k.c.)
Najistotniejszą kwestią w przypadku obrotu elektronicznego jest ustalenie, kto tak naprawdę składa ofertę. Czy wystawienie na stronie internetowej produktów z oznaczeniem ich ceny jest ofertą, czy też nie? Ma to szalenie ważne znaczenie, ponieważ oblat (czyli adresat oferty) nie musi przyjąć oferty, wobec czego umowa nie zostanie zawarta. Na pierwszy rzut oka logicznym wydaje się stwierdzenie, że to sprzedawca jest oferentem, ponieważ oferuje swoje towary za konkretną cenę. Jednakże, w obrocie elektronicznym jest inaczej. A. Cempura oraz A. Kosolik w publikacji "Metodyka sporządzania umów gospodarczych" (s. 284, Warszawa 2016) twierdzą, że "sama witryna strony internetowej jest jedynie zaproszeniem do składania ofert, a nie ofertą, i jest to powszechny pogląd w literaturze. Zakładając, że internetowa witryna nie stanowi oferty, lecz jedynie zaproszenie do składania ofert, należy przyjąć, że to użytkownik sieci, którym z reguły będzie konsument dokonujący zakupów, np. w wirtualnym sklepie, będzie występował w roli oferenta. Przedsiębiorca prowadzący witrynę e-sklepu będzie wówczas oblatem, który ofertę taką może przyjąć lub też nie, jednak wcześniej powinien - zgodnie z art. 66[1] § 1 k.c. - potwierdzić jej otrzymanie".

Złożenie oferty prowadzi do zawarcia umowy dopiero po przyjęciu jej przez oblata (sklep internetowy). Wobec tego, jeżeli klient wybierze opcję "kupuję" (lub podobną), przez co złoży ofertę sprzedawcy, ale sprzedawca oznajmi, że towaru nie posiada, lub jest zarezerwowany, to wcale nie oznacza, że kupujący może domagać się sfinalizowania transakcji. Będzie mógł domagać się tego dopiero, jeżeli oferta zostanie przyjęta (co nie jest jednoznaczne z potwierdzeniem otrzymania oferty!) przez sprzedawcę. W obrocie elektronicznym proces zakupowy jest bardzo zautomatyzowany, a sprzedawcę wyręcza system, który generuje stosowne oświadczenia. Dlatego może zdarzyć się tak, iż kupujący zostanie poinformowany o przyjęciu oferty, lecz jeżeli będzie ona niemożliwa do zrealizowania, to wówczas sprzedawca nie będzie mógł odrzucić oferty, natomiast będzie musiał ją zrealizować.

Co jeszcze ważne, w przypadku sprzedaży konsumenckiej, sprzedawca ma określony termin na wydanie rzeczy, więc domaganie się natychmiastowej realizacji transakcji jest bezzasadne.
Art.  5431 
§  1.  Jeżeli kupującym jest konsument, sprzedawca obowiązany jest niezwłocznie wydać rzecz kupującemu, nie później niż trzydzieści dni od dnia zawarcia umowy, chyba że umowa stanowi inaczej.
§  2.  W razie opóźnienia sprzedawcy kupujący może wyznaczyć dodatkowy termin do wydania rzeczy, a po jego bezskutecznym upływie może od umowy odstąpić. Przepisy art. 492, art. 4921 i art. 494 stosuje się.
Chciałbym jeszcze wspomnieć, że w przypadku aukcji internetowych sprawa wygląda zupełnie inaczej. Tutaj mamy zastosowanie przepisów o aukcji, w tym:
Art.  702. 
§  1.  Oferta złożona w toku aukcji przestaje wiązać, gdy inny uczestnik aukcji (licytant) złożył ofertę korzystniejszą, chyba że w warunkach aukcji zastrzeżono inaczej.
§  2.  Zawarcie umowy w wyniku aukcji następuje z chwilą udzielenia przybicia.
§ 3.  Jeżeli ważność umowy zależy od spełnienia szczególnych wymagań przewidzianych w ustawie, zarówno organizator aukcji, jak i jej uczestnik, którego oferta została przyjęta, mogą dochodzić zawarcia umowy.
Chociaż aukcje internetowe kończą się co do zasady po upływie określonego czasu, to ja nie mam wątpliwości, że zawarcie umowy następuje w chwili zakończenia aukcji, co jest niejako przybiciem oferty. Stąd właśnie historie o samochodach sprzedanych za śmieszne pieniądze, ponieważ sprzedawcy nie ustawili ceny minimalnej. Sprzedawca ma obowiązek zrealizować zawartą umowę sprzedaży.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem lub zostaw komentarz. Kontakt do mnie.  

Przeczytaj również: