28 grudnia 2015

Służba BHP: najważniejsze uwarunkowania prawne

Jednym z podstawowych obowiązków przełożonego, w stosunku do swoich podwładnych jest zapewnienie im bezpieczeństwa oraz higieny w miejscu pracy. W wypełnianiu tego zadania pracodawcy pomaga służba BHP. Czym jest, co należy do jej obowiązków i na jakich zasadach jest powoływana? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie poniżej.

 
Służba BHP w zakładzie pracy

Co mówi prawo?

Zgodnie z przepisami zawartymi na łamach Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 2 września 1997 roku w sprawie służby bezpieczeństwa i higieny pracy, każdy pracodawca, który zatrudnia powyżej 100 osób ma obowiązek wskazać pracownika lub grupę pracowników (w zależności od liczby zatrudnionych), którzy będą zajmować się doradztwem oraz kontrolą działań prowadzących do zapewnienia bezpieczeństwa oraz higieny w miejscu pracy. W firmach, w których liczba pracowników nie przekracza 100 osób, rolę pracownika/pracowników służby BHP może pełnić osoba zatrudniona w firmie przy innych pracach albo, w przypadku braku wykwalifikowanych pracowników - specjaliści z zewnątrz. Zgodnie z przepisami taka służba podlega bezpośrednio pracodawcy, natomiast w firmach, gdzie służba BHP stanowi własną, odrębną jednostkę osobie nią zarządzającej lub osobie uprawnionej do nadzoru.
Liczba pracowników, którzy zajmują się doradztwem i kontrolą w zakładzie pracy zależy od decyzji pracodawcy, który powinien uwzględnić warunki w jakich wykonywana jest praca oraz jej najistotniejsze zagrożenia. Zgodnie z § 4 art. 237 [11] Kodeksu pracy, inspektor pracy może nakazać zwiększenie liczby pracowników służby BHP jeśli stwierdzi, że na danych stanowiskach występują istotne zagrożenia zawodowe.


W ramach służby BHP swoje obowiązki mogą wypełniać:
  •  wykwalifikowani pracownicy zakładu pracy. Przełożony, który zatrudnia 100-600 osób jest zobowiązany stworzyć jedno lub wieloosobową służbę BHP lub zatrudnić na takim stanowisku osobę w niepełnym wymiarze czasu pracy. W przypadku firm, w których liczba zatrudnionych przekracza 600 osób pracodawca jest zobowiązany wyznaczyć jednego pracownika służby BHP na każdych 600 zatrudnionych.
  • pracodawca. Może wypełniać obowiązki pracownika służb BHP jeśli zatrudnia do 10 osób lub do 20, w przypadku gdy prowadzona przez niego działalność kwalifikuje się maksymalnie do trzeciej kategorii ryzyka, którą określa ustawa o ubezpieczeniu społecznym, przysługującym z tytuły wypadków przy pracy czy też chorób zawodowych.
  • firma zewnętrzna. Zgodnie z art. 237 [11] § 2 Kodeksu pracy, każda firma, która zatrudnia mniej niż 100 pracowników i wśród nich nie ma osób, które mogłyby w firmie pełnić służbę BHP to jej obowiązki powinny zostać powierzone osobom z zewnątrz.
Każda osoba zatrudniona na stanowisku pracownika służby BHP powinna posiadać odpowiednie kwalifikacje, potrzebne do prawidłowego wypełniana swoich powinności, a także przejść specjalne szkolenie dla pracowników tej służby z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy.


Główne obowiązki

Wszystkie obowiązki, które należą do służb BHP zostały zdefiniowane w §2 ust.1, rozporządzenia z września 1997 roku. Do najważniejszych należą:
- kontrola warunków pracy oraz przestrzegania przepisów, a także zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. W szczególności dotyczy to stanowisk, na których pracują kobiety w ciąży lub matki karmiące, osoby nieletnie czy niepełnosprawne,
- udzielanie informacji na temat zagrożeń oraz wysuwanie wniosków, które ma na celu ich usunięcie,
- opracowanie oraz zaprezentowanie (co najmniej raz w roku) okresowych analiz stanu bezpieczeństwa i higieny pracy, w których przedstawione zostaną propozycje technicznych oraz organizacyjnych przedsięwzięć
- formułowanie wniosków na temat spełnienia wymagań ergonomii w miejscu pracy,
- wyrażanie opinii na temat instrukcji odnoszącej się do zasad bezpieczeństwa i higieny pracy na danych stanowiskach pracy,
- doradzanie na temat praktykowania przepisów oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy,
- definiowanie wniosków na temat zasad bezpieczeństwa i higieny pracy w obecnych i nowo wdrażanych procesach produkcyjnych,
- branie udziału w ocenie ryzyka zawodowego, które jest ściśle związane z daną pracą,
- doradzanie w zakresie organizacji i metod pracy na stanowiskach, na których występują czynniki niebezpieczne, szkodliwe, uciążliwe oraz dobieranie odpowiednich środków ochrony indywidualnej i zbiorowej.


Służba BHP jako obrońca bezpieczeństwa i higieny pracy w zakładzie

Służba BHP to przede wszystkim organ kontrolny i doradczy, który pomaga pracodawcy w dopilnowywaniu tego, by w zakładzie pracy można było wykonywać swoje obowiązki z zachowaniem zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. Taką służbę BHP, w zależności od liczby zatrudnionych osób może pełnić pracodawca, pracownik firmy lub specjaliści z zewnątrz. Jednak za stan bezpieczeństwa BHP w zakładzie pracy odpowiada przede wszystkim pracodawca. W razie zaniedbań dyscyplinowanie pracowników może zostać przeprowadzone jedynie na zasadach określonych w Kodeksie pracy. Ci, którzy wykonywali swoje obowiązki na podstawie umowy cywilnoprawnej mogą być natomiast pociągnięci do odpowiedzialności na zasadach, które wynikają z Kodeksu cywilnego.


Artykuł powstał przy współpracy z firmą Safety Expert zajmującą się wspieraniem klientów w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy oraz ochrony przeciwpożarowej.

Przeczytaj również:

13 grudnia 2015

Gdy klient nie odbiera paczki za pobraniem...

Niektórzy konsumenci dokonując zakupów przez Internet wciąż odnoszą się z pewną nieufnością wobec internetowych sprzedawców. Wiadomo, trzeba zapłacić za coś czego się nie widzi komuś, kogo się nie zna. Chcąc zatem zminimalizować ryzyko utraty swoich pieniędzy wybierają wysyłkę za pobraniem. Dzięki temu nabierają przekonania, że skoro sprzedawca opłaca wysłanie przesyłki, to nie oszuka swojego klienta. Co jednak w sytuacji, gdy kupujący nie odbierze przesyłki? Zdarza się tak, że klient rozmyśli się przed odbiorem paczki i zwyczajnie jej nie odbierze, a nawet celowo zamówi przesyłkę pobraniową, żeby obciążyć kosztami sprzedawcę. Przy dużej ilości zamówień ciężkich przedmiotów mogą to być niemałe koszty.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 

A co jeśli nie odbierze przesyłki?

Prawa konsumenta w przypadku zakupu na odległość przyznają mu możliwość odstąpienia od umowy i zwrotu ceny. Czy w takim przypadku kupujący może skorzystać z tego uprawnienia? Nie może. Ustawa z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta wyraźnie stanowi, kiedy można odstąpić od umowy:
Art. 28
Bieg terminu do odstąpienia od umowy rozpoczyna się:
1) dla umowy, w wykonaniu której przedsiębiorca wydaje rzecz, będąc zobowiązany do przeniesienia jej własności - od objęcia rzeczy w posiadanie przez konsumenta lub wskazaną przez niego osobę trzecią inną niż przewoźnik (...).
Termin 14 dni na odstąpienie od umowy rozpoczyna się od chwili objęcia rzeczy w posiadanie, a więc faktycznego, fizycznego rozpoczęcia władania rzeczą. Mówiąc obrazowo - od chwili odebrania rzeczy od listonosza, zarówno przez kupującego, jak przez inną osobę, np. domownika. Wobec tego, jeżeli przesyłka pobraniowa nie została odebrana przez klienta, to oznacza że nie może on odstąpić od umowy, dlatego że termin się nie otworzył, nie zaczął biegu. Co w takim razie z kosztami, które poniósł sprzedawca wysyłając przesyłkę?


Ustawa o prawach konsumenta reguluje obowiązki i prawa stron umowy sprzedaży zawartej na odległość, jednakże nie zupełnie. Jest tylko zbiorem przepisów o charakterze szczególnym w stosunku do przepisów Kodeksu cywilnego. Przepisy dotyczące umowy sprzedaży stanowią wyraźnie o obowiązkach obu stron:
Art. 535
Przez umowę sprzedaży sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić sprzedawcy cenę.
Umowa sprzedaży jest umową dwustronnie zobowiązującą - obowiązkiem sprzedawcy jest przeniesienie własności rzeczy i jej wydanie, a obowiązkiem kupującego odebranie rzeczy i zapłata ceny. Gdy sprzedawca wypełnił swoje obowiązki z tytułu umowy sprzedaży, ma prawo oczekiwać spełnienia obowiązków przez kupującego. Jeżeli kupujący uchyla się od spełnienia obowiązku, po stronie sprzedawcy rodzi się roszczenie. W pierwszej kolejności może dochodzić wykonania umowy.

W przypadku umów zawieranych na odległość, dochodzenie tego roszczenia jest raczej pozbawione sensu, ponieważ jeżeli kupujący wykona swój obowiązek odbioru rzeczy i zapłaty ceny, to w następnej kolejności odstąpi od umowy. Jest jednak lepsze roszczenie, które przyznaje art. 471 Kodeksu cywilnego:
Art. 471
Dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi.
Z powyższego przepisu wynika możliwość dochodzenia przez sprzedawcę naprawienia szkody od konsumenta, jaką poniósł wysyłając przesyłkę za pobraniem, która nie została odebrana. Szkodą jest poniesiony wydatek na opłacenie przesyłki, również koszty spakowania i zabezpieczenia na czas transportu. Wyjątkowo, sprzedawca mógłby dochodzić nawet zapłaty ceny, jeżeli nie sprzedał rzeczy, gdyż wysłał ją do nierzetelnego klienta, kiedy w tym czasie miał innych gotowych klientów, którym tej rzeczy nie mógł sprzedać, a po zwrocie paczki sprzedaż jest już nieaktualna (np. świąteczny charakter towaru).


Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.
 
Przeczytaj również:

26 listopada 2015

Sprzedawcy T-Mobile nie znają praw konsumenta

Jestem abonentem T-Mobile Polska S.A. od co najmniej 10 lat... od czasów kiedy jeszcze istniała ERA GSM. Nie powiem, żebym był zadowolony z tej sieci, ale jakoś nam się układa. Trochę jak w starym małżeństwie - nauczyłem się żyć z ich wadami i jakoś tak leci. Gdy ostatnim razem przedłużyłem umowę abonamentową wziąłem telefon Sony Xperia J. Po krótkim czasie telefon okazał się kiepskim wyborem.

Kiedyś było lepiej.
Mniej więcej po pierwszym miesiącu używania telefonu musiałem go zareklamować, ponieważ wysiadł mi głośnik, telefon się często resetował , zawieszał i inne takie. Jako konsument świadomy swoich praw złożyłem reklamację w oparciu o obowiązującą jeszcze wtedy Ustawę o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej. Podkreślam to i wszystkim polecam wybór reklamacji w oparciu o ustawę - teraz to będzie Kodeks cywilny, ponieważ ww. Ustawa utraciła moc. Sprzedawcy przyjmując reklamację z automatu  zakładają jako jej podstawę gwarancję producenta, co daje im swobodę w uwzględnianiu żądań konsumenta, a proces reklamacyjny jest nieprzejrzysty i długi. Reklamując na podstawie Kodeksu cywilnego, sprzedawca jest obwarowany terminami i żądaniem konsumenta.


Telefon z powodu swoich wad nie został naprawiony, ale wymieniony na nowy. Jednakże po jakimś czasie nowy model znowu się popsuł, znowu go zareklamowałem, ale tym razem został naprawiony, a ja na pocieszenie otrzymałem nawet nową baterię. I teraz przejdę do sedna sprawy... otóż naprawiony telefon po paru miesiącach zaczął się psuć - wieszał się, nie działały aplikacje ze sklepu Play, resetował się, przeglądarka Internetu się wyłączała, nagrzewał się... więc po raz kolejny udałem się do salonu T-Mobile w łódzkiej Manufakturze celem złożenia reklamacji z żądaniem zwrotu ceny. 


Kiedy pani na stanowisku specjalisty do spraw sprzedaży(!) popatrzyła dokładnie w swój komputer i przejrzała moją historię abonencką z wielkim bólem, ale i lekką satysfakcją, stwierdziła że nie może przyjąć reklamacji, ponieważ moja gwarancja wygasła... Szczerze mówiąc, byłem przygotowany na taką ewentualność, więc wyłożyłem specjalistce pokrótce mój punkt widzenia, zaznaczając że nie korzystam z gwarancji, a termin jest zachowany. Otóż na gruncie poprzednio obowiązującej ustawy przepis stanowił wprost, że w przypadku wymiany towaru na nowy termin 2 lat odpowiedzialności sprzedawcy za wady towaru biegnie na nowo od dnia wymiany. Specjalistka jednak stwierdziła, że to nie tak i że w przypadku wymiany towaru na nowy termin wynosi 90 dni. Zachęcałem panią do sprawdzenia w ustawie przepisu, powiedziałem nawet którego, jednak specjalistka odwołała się do wiedzy innej specjalistki, która swoim autorytetem orzekła, że termin wynosi 90 dni. Panie chciały przywołać jeszcze kierownika salonu, który miał dokonać ostatecznego rozstrzygnięcia, jednak ten był zajęty obsługiwaniem innego klienta, więc ja postanowiłem wycofać się i jeszcze tego samego dnia napisałem do Miejskiego Rzecznika Praw Konsumentów, aby dokonał analizy mojego rozumowania przepisów i wstawił się za mną przed T-Mobile.


W krótki czasie Miejski Rzecznik skontaktował się ze mną i przyznał mi racę, a niedługo później otrzymałem pismo z centrali T-Mobile, że rzeczywiście termin na reklamację jest zachowany i jestem zapraszany do salonu celem złożenia reklamacji, gdzie pracownicy już mnie oczekują. Pismo załączam poniżej, a jutro udam się do salonu realizować swoje prawa :-). 

T-Mobile przyznało mi rację, chociaż nawet nie wiedzą jak mam na imię

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

3 listopada 2015

Odpowiedzialność za nieszczęśliwy wypadek

Chwila nieuwagi może spowodować bardzo przykre i niezamierzone konsekwencje. Czy zatem, zasadnym jest pociąganie do odpowiedzialności kogoś, kto wyrządził krzywdę bez złego zamiaru, niechcący, w skutek nieuwagi?  Przekonał się o tym bardzo dobrze pewien mężczyzna, który brał udział wraz ze swoją przyjaciółką w profesjonalnej sesji fotograficznej wykonywanej nad brzegiem rzeki. Fotograf przekazał mu na chwilę torbę ze sprzętem fotograficznym, a ten postawił ją na nadbrzeżnym słupku, po czym zupełnie niechcący trącił ją łokciem, a ta wpadła do rzeki. Niestety, wyłowienie jej było niemożliwe ze względu na wysoki brzeg i wartki nurt, który porwał torbę niszcząc sprzęt o wartości około 50.000 złotych. Jakby tego było mało, sprawcą szkody był kolega biednego fotografa.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 
Nieszczęśliwy wypadek rodzi odpowiedzialność za szkodę

Wyobrażam sobie, że wobec takiej szkody i utraty dużej ilości sprzętu fotograficznego, który służył fotografowi do zarobkowania, dylemat moralny, czy pozwać kolegę za jego nieuwagę w ogóle nie miał miejsca. Na szczęście dla sprawcy, miał on ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, wobec czego pozwany został zakład ubezpieczeń. Początkowo ubezpieczyciel nie chciał wypłacić fotografowi ani złotówki, przez co sprawa trafiła do sądu. Zarówno sąd pierwszej instancji, jak i sąd drugiej instancji nie miały wątpliwości, co do odpowiedzialności sprawcy za powstałą szkodę i orzekł o obowiązku jej naprawienia. Na nic zdały się tłumaczenia pozwanego ubezpieczyciela, że to był nieszczęśliwy wypadek. 


Sąd przyznał, że takie zdarzenie jest rzeczywiście uznawane za nieszczęśliwy wypadek, czy też zdarzenie losowe, ponieważ sprawca tego wypadku ewidentnie nie chciał wyrządzić fotografowi żadnej szkody. Jednak zachowanie ubezpieczonego ma tutaj, w świetle art. 415 k.c., istotne znaczenie normatywne.
Zgodnie z art. 415 k.c. kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia. Do zaistnienia takiej odpowiedzialności konieczne jest wystąpienie łączne trzech przesłanek. Są to:
1) działanie lub zaniechanie działania, z którym system prawny łączy czyjś obowiązek wyrównania szkody, a przy tym zachowanie to musi być bezprawne, czyli sprzeczne z oznaczonymi regułami postępowania w danej dziedzinie życia społecznego oraz zawinione, co oznacza, że nie ma żadnych takich obiektywnych okoliczności, które usprawiedliwiałyby zachowanie w sposób sprzeczny z tym regułami; wystarcza przy tym do uznania winy nawet najlżejszy jej stopień (wina nieumyślna w postaci lekkomyślności lub niedbalstwa);
2) powstanie szkody o określonej wysokości lub rozmiarze, która może mieć postać uszczerbku majątkowego lub uszczerbku niemajątkowego (tzw. krzywdy);
3) istnienie związku przyczynowego między oznaczonym zachowaniem (bezprawnym i zawinionym) a szkodą (krzywdą) – zgodnie z art. 361 § l k.c. zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego szkoda wynikła i w tych granicach, w braku odmiennego przepisu ustawy lub postanowienia umowy, naprawienie szkody obejmuje straty, które poszkodowany poniósł, oraz korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby mu szkody nie wyrządzono (art. 361 § 2 k.c.).


W danej sprawie sprawca szkody zachował się w sposób lekkomyślny, czyli bez wystarczającego zastanowienia, a zatem jego zachowanie było zawinione. Zdaniem Sądu "od każdego dorosłego człowieka należy wymagać, aby w tego typu sytuacji poruszał się z rozwagą i zachowywał bezpieczną odległość od przedmiotu, który może potrącić czy zepchnąć, zwłaszcza w bliskim sąsiedztwie dużej i głębokiej rzeki". Sąd stanowczo zaprzeczył, jakoby milcząca zgoda fotografa na postawienie torby ze sprzętem fotograficznym na słupku powinna była zostać uznana za przyczynienie się do powstania szkody stwierdzając, że "nie można utrzymywać, że powód godził się na możliwość powstania szkody w jego majątku, gdyż samo postawienie torby nie prowadzi do jej upadku do rzeki i utraty zawartości, a nic nie świadczy o tym, żeby powód takie następstwa w ogóle przewidywał i aprobował".


Niestety, nawet jeśli działamy bez złego zamiaru, przypadkowo wyrządzimy komuś szkodę i bardzo tego żałujemy, jesteśmy zobowiązani do jej naprawienia. Względy moralne, okoliczności sprawy, czy znajomość z poszkodowanym mają w takich przypadkach raczej drugorzędne znaczenie, zwłaszcza jeśli utracimy coś dla nas bardzo cennego. Taka sytuacja może przytrafić się każdemu z nas, zwłaszcza że otaczamy się drogimi przedmiotami, które łatwo uszkodzić. W omawianej sprawie, na szczęście sprawcy szkody, miał on ubezpieczenie OC, wobec czego konsekwencje materialne zostały przerzucone na ubezpieczyciela. Gdyby jednak ubezpieczenia nie posiadał, to fotograf mógłby dochodzić odszkodowania bezpośrednio od sprawy.

Omawiany wyrok został wydany przez Sąd Okręgowy w Lublinie w dniu 28 stycznia 2015 r. w sprawie o sygnaturze akt II Ca 900/14.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

30 września 2015

Obowiązek wskazania osoby kierującej pojazdem - jak to ugryźć?

Dzisiaj - 30 września 2015 r. - Trybunał Konstytucyjny w wyroku w sprawie o sygnaturze K 3/13 stwierdził, że sankcja za uchylenie się przez właściciela lub posiadacza pojazdu od obowiązku wskazania, komu powierzył on ten pojazd do kierowania lub używania w czasie, w którym urządzenie rejestrujące (czyli fotoradar) ujawniło wykroczenie popełnione przez kierującego tym pojazdem jest zgodna z Konstytucją RP. Z notatki sporządzonej przez Trybunał po rozpoznaniu sprawy, czytamy takie oto uzasadnienie:

W kwestionowanych przepisach chodzi o, zabezpieczony sankcją za wykroczenie, obowiązek wskazania, komu właściciel, posiadacz powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, a nie o obowiązek zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa czy tym bardziej wykroczenia. Innymi słowy, kwestionowane przepisy statuują obowiązek wskazania okoliczności faktycznej. Wskazanie komu został powierzony pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie nie przesądza o ewentualnej odpowiedzialności osoby wskazanej za wykroczenie drogowe utrwalone przez urządzenie rejestrujące (fotoradar).
W innej sytuacji prawnej jest ten, kto ma obowiązek wskazać komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, a w innej zobowiązany do zawiadomienia o popełnieniu wykroczenia.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 

Wniosek o rozpoznanie sprawy złożył sam Prokurator Generalny, sprawa została rozpoznana w pełnym składzie Trybunału (15 sędziów!), przy czym 3 sędziów zgłosiło zdanie odrębne, co świadczy o powadze sprawy i złożoności problemu. Upraszczając całą sprawę, kwestia sprowadza się do tego, czy właściciel/posiadacz auta, które zostało "złapane" przez fotoradar ma obowiązek wskazania osoby prowadzącej auto. TK orzekł, że przepisy statuujące ten obowiązek nie są sprzeczne z Konstytucją i że wskazanie osoby nie jest równoznaczne ze złożeniem zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa/wykroczenia...

Można uniknąć kary za niewskazanie kierującego pojazdem

Kwestia jest dyskusyjna, gdyż skutkiem wykonania ciążącego na właścicielu auta obowiązku wskazania osoby będzie najpewniej ukaranie jej za popełniony na drodze czyn zabroniony, co jest równe w skutkach złożeniu zawiadomienia o popełnionym czynie. Tylko, że w ten sposób odbywa to się niejako w białych rękawiczkach. Oczywiście, osoba wskazana może uwolnić się od odpowiedzialności karnej, jeśli wykaże odpowiednie okoliczności (np. nie prowadziła samochodu, działała w stanie wyższej konieczności). Osobiście czuję lekkie rozczarowanie co do wyroku TK, ponieważ miałem nadzieję, że orzeknie o sprzeczności przepisów z Konstytucją.


Rozważmy zatem, w jakiej sytuacji znajduje się człowiek,  którego samochodem ktoś przekroczył prędkość, co zostało uwiecznione przez fotoradar i został wezwany do wskazania tego ktosia. Wezwany właściciel (posiadacz) pojazdu może: 
  1. wskazać siebie; 
  2. przedstawić dowód, że nie jest ani właścicielem, ani posiadaczem pojazdu; 
  3. wskazać kto kierował lub używał pojazd; 
  4. nie wskazać komu powierzył pojazd do kierowania lub używania; 
  5. przedstawić dowód, że pojazd był użyty wbrew jego woli i wiedzy przez nieznaną osobę, czemu nie mógł zapobiec; 
  6. przedstawić dowód, że jego odpowiedzialność za wykroczenie wyłączyło działanie w stanie wyższej konieczności.
Istota i kontrowersja sprawy sprowadza się do tego, że jeżeli wezwana osoba nie wskaże prowadzącego pojazd, a wie kto go prowadził, to może zostać na podstawie Kodeksu wykroczeń ukarana grzywną od 20 do 5.000 złotych. Czyli zostaje ukarana za "krycie" winnej osoby. Jeśli powie, że nie wie, to najpewniej jego stanowisko nie zyska aprobaty, gdyż jeśli nie zostanie poparte żadnymi dowodami, będzie bezwartościowe. Niby jak można nie wiedzieć, kto poruszał się autem?
Czy jest jakaś szansa na wybrnięcie z tego impasu? Widzę pewne rozwiązanie. Przepis nakazuje właścicielowi auta "wskazać komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie". A co jeśli pojazd został powierzony kilku osobom do kierowania lub używania w tym samym czasie? Dajmy na to, ojciec chcąc oszczędzić konfliktów rodzinnych wyjeżdżając na weekend powierzył samochód swoim dzieciom. Jedno z nich popełniło wykroczenie drogowe, ale które? Tego ojciec nie wie, bo żadne się nie przyznaje, a zdjęcie nie jest wystarczająco czytelne. Ojciec wskazał komu powierzył pojazd, tak więc moim zdaniem wypełnił dyspozycję przepisu i uwolnił się od ewentualnej sankcji, wobec czego nie może zostać ukarany. Wtórną kwestią jest ustalenie, które dziecko prowadziło samochód... ale to już nie jest problem ojca, tylko Policji.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

26 września 2015

Zawezwanie do próby ugodowej

Podzielę się z Wami moim ostatnim doświadczeniem co do zawezwania przez wierzyciela swojego dłużnika do próby ugodowej. Pewna spółka była wierzycielem innej spółki, z którą współpracowała od bardzo dawna. Dług był niewielki, a obroty pomiędzy firmami bardzo duże i w takich okolicznościach spółka-wierzyciel zawezwała spółkę-dłużnika do zawarcia próby ugodowej przed sądem. W skrócie od strony proceduralnej wygląda to tak, że wierzyciel składa pismo do sądu, w którym prosi sąd o wezwanie dłużnika do zawarcia ugody, przy czym dłużnik może się nie stawić lub nie zawrzeć ugody. W istocie rzeczy, takie zawezwanie do próby ugodowej najczęściej ma na celu przerwanie biegu przedawnienia wierzytelności. 

Warto rozmawiać w sprawie zawarcia ugody

W sytuacji, gdy wierzyciel widzi, że niedługo jego wierzytelność się przedawni, a nie chce wytaczać powództwa (np. szkoda mu psuć relacji biznesowych z dłużnikiem), nie ma wolnych środków pieniężnych na postępowanie sądowe, lub nie ma pełnej dokumentacji na potrzeby procesu, to najlepszym i najskuteczniejszym sposobem na przerwanie biegu przedawnienia jest właśnie zawezwanie do próby ugodowej, bowiem zgodnie z art. 123 par. 1 pkt 1) Kodeksu cywilnego:
Bieg przedawnienia przerywa się:
przez każdą czynność przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń danego rodzaju albo przed sądem polubownym, przedsięwziętą bezpośrednio w celu dochodzenia lub ustalenia albo zaspokojenia lub zabezpieczenia roszczenia;

Dzięki tej instytucji prawa cywilnego, w razie skutecznego przerwania biegu przedawnienia, termin liczy się od nowa. W opisywanej przeze mnie sytuacji wierzyciel był wręcz pewien, że dłużnik nie stawi się na posiedzenie. Jednakże dłużnik stawił się i nawet był przygotowany merytorycznie do sprawy. Ale przede wszystkim, był chętny do rozmawiania i ustalenia jakiegoś wspólnego stanowiska. Dzięki temu sąd zarządził krótką przerwę i zachęcił strony do rozmowy na temat porozumienia. 


W efekcie, po kilkuminutowej wymianie argumentów, przedstawieniu swojego stanowiska, ale przede wszystkim szczerej rozmowie, udało się dojść do porozumienia. Dzięki temu wszyscy byli zadowoleni, a już chyba najbardziej sąd, który aż pochwalił strony za takie podejście do sprawy. I w sumie to miał rację, ponieważ dzięki zawartej ugodzie relacje handlowe pozostają podtrzymane, obrót gospodarczy kręci się dalej, obie firmy mogą zarabiać i dawać pracę swoim ludziom. 


O to w tym właśnie chodzi, żeby czasami pójść na pewne ustępstwa mając na względzie dalszą perspektywę wspólnej pracy. Zadać sobie pytanie, czy warto iść od razu na noże, wytaczać proces, który może ciągnąć się miesiącami, a nawet latami i sporo kosztować, podczas gdy łatwiej jest usiąść wspólnie z dłużnikiem i szczerze porozmawiać. Przecież obie strony chcą tego samego - zarabiać pieniądze. 

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również: