13 grudnia 2015

Gdy klient nie odbiera paczki za pobraniem...

Gdy klient nie odbiera paczki za pobraniem...

Niektórzy konsumenci dokonując zakupów przez Internet wciąż odnoszą się z pewną nieufnością wobec internetowych sprzedawców. Wiadomo, trzeba zapłacić za coś czego się nie widzi komuś, kogo się nie zna. Chcąc zatem zminimalizować ryzyko utraty swoich pieniędzy wybierają wysyłkę za pobraniem. Dzięki temu nabierają przekonania, że skoro sprzedawca opłaca wysłanie przesyłki, to nie oszuka swojego klienta. Co jednak w sytuacji, gdy kupujący nie odbierze przesyłki? Zdarza się tak, że klient rozmyśli się przed odbiorem paczki i zwyczajnie jej nie odbierze, a nawet celowo zamówi przesyłkę pobraniową, żeby obciążyć kosztami sprzedawcę. Taka praktyka jest niestety również domeną nieuczciwej konkurencji innych sprzedawców. Przy dużej ilości zamówień ciężkich przedmiotów sprzedawca jest narażony na spore koszty.

Artykuł dotyczy również sytuacji, kiedy umowa sprzedaży zostaje zawarta pomiędzy zwykłymi osobami (tzw. obrót powszechny). Coraz częściej dostaję pytania o pomoc w sprawach, których towary sprzedawane przez zwykłe osoby poprzez np. OLX, czy Allegro nie są odbierane przez kupujących.
 
W artykule opisuję, w jaki sposób sprzedawca może dochodzić swoich roszczeń wobec kupującego, który nie odebrał przesyłki. 

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 

Klient nie odbiera paczki za pobraniem
Koszty nieodebrania przesyłki za pobraniem

Obowiązek odebrania kupionej rzeczy

Przepisy dotyczące umowy sprzedaży stanowią wyraźnie o obowiązkach obu stron:
Art. 535 Kodeksu cywilnego
Przez umowę sprzedaży sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić sprzedawcy cenę.
Umowa sprzedaży jest umową dwustronnie zobowiązującą - obowiązkiem sprzedawcy jest przeniesienie własności rzeczy i jej wydanie, a obowiązkiem kupującego odebranie rzeczy i zapłata ceny. Gdy sprzedawca wypełnił swoje obowiązki z tytułu umowy sprzedaży, ma prawo oczekiwać spełnienia obowiązków przez kupującego. Obowiązkiem kupującego jest odebrać towar i za niego zapłacić. Jeżeli kupujący uchyla się od spełnienia obowiązku, po stronie sprzedawcy rodzi się roszczenie. W pierwszej kolejności może dochodzić wykonania umowy.

Dochodzenie wykonania umowy polega właśnie na wyegzekwowaniu od kupującego zapłaty ustalonej ceny za towar oraz jego odebranie. Co do zasady, kupujący jest zobowiązany odebrać towar bez względu na okoliczności. Jedynie w wyjątkowych sytuacjach może zasłonić się brakiem możliwości wykonania swojego zobowiązania, jak na przykład siłą wyższą - katastrofa naturalna, wypadek itp. Wobec tego, sprzedawca może żądać do kupującego zapłaty ceny i odebrania towaru. 

Odszkodowanie za nieodebranie przesyłki

Oprócz żądania wykonania umowy, sprzedawca który poniósł szkodę z tytułu nienależytego wykonania zobowiązania przez kupującego, który nie odebrał przesyłki, może żądać od niego odszkodowania. W tym celu warto skorzystać z roszczenia z tytułu odpowiedzialności kontraktowej, które przyznaje art. 471 Kodeksu cywilnego:
Art. 471
Dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi.
Z powyższego przepisu wynika możliwość dochodzenia przez sprzedawcę naprawienia szkody od konsumenta, jaką poniósł wysyłając przesyłkę za pobraniem, która nie została odebrana. Szkodą jest poniesiony wydatek na opłacenie przesyłki, jak również koszty spakowania i zabezpieczenia towaru na czas transportu. Wyjątkowo, sprzedawca może nawet dochodzić zapłaty ceny, jeżeli nie sprzedał rzeczy, gdyż wysłał ją do nierzetelnego klienta, kiedy w tym czasie miał innych gotowych klientów, którym tej rzeczy nie mógł sprzedać, a po zwrocie paczki sprzedaż jest już nieaktualna (np. świąteczny charakter towaru). Dochodzenie ceny jest możliwe również wówczas, gdy towar uległ zniszczeniu z uwagi na swoje właściwości (np. krótki termin przydatności).
 

Dochodzenie roszczeń od kupującego, który nie odebrał przesyłki

W celu dochodzenia roszczenia względem kupującego, który nie odebrał przesyłki, sprzedawca może wystosować wezwanie do zapłaty. Może mieć ono formę pisemną i zostać wysłane listem poleconym, jak również mieć postać maila lub nawet SMS-a. W wezwaniu należy wskazać dochodzone kwoty, okoliczności zawarcia umowy oraz określić towar. Warto również uzasadnić dochodzone przez sprzedawcę kwoty.
 
Jeżeli wezwanie do zapłaty pozostanie bezskuteczne, należy rozważyć skierowanie sprawy na drogę sądową. W tym celu konieczne będzie wystosowanie powództwa o zapłatę. Sprzedawca może pozwać kupującego przed swój sąd, co pozwoli mu uniknąć podróży po całym kraju. Właściwym trybem sądowym będzie postępowanie upominawcze, w ramach którego sąd może wydać przeciwko kupującemu nakaz zapłaty. Jeżeli nakaz nie zostanie zaskarżony, to będzie mógł być egzekwowany przez komornika sądowego. W razie zaskarżenia nakazu, odbędzie się proces, po którym sąd wyda wyrok.
 
 
nieodebranie przesyłki przez kupującego
Wzór wezwania do zapłaty ws. nieodebranej przesyłki

Jeżeli chcesz skorzystać z opracowanego przeze mnie wzoru przedsądowego wezwanie do zapłaty, możesz go nabyć w kwocie 70 zł. Pismo zawiera wezwanie do zapłaty ceny za towar, kosztów przesyłki oraz ewentualnego odszkodowania. Żądanie jest odpowiednio uzasadnione przepisami prawa i zawiera rygor skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego oraz egzekucyjnego. Wzór można dowolnie edytować, tak więc może posłużyć dla wielu przyszłych spraw. Wezwanie można zakupić poprzez LINK DO KOSZYKA.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Poniżej przedstawiam infografikę obrazującą najważniejsze zagadnienia:

nieodebranie przesyłki za pobraniem
Nieodebranie przesyłki za pobraniem

26 listopada 2015

Sprzedawcy T-Mobile nie znają praw konsumenta

Jestem abonentem T-Mobile Polska S.A. od co najmniej 10 lat... od czasów kiedy jeszcze istniała ERA GSM. Nie powiem, żebym był zadowolony z tej sieci, ale jakoś nam się układa. Trochę jak w starym małżeństwie - nauczyłem się żyć z ich wadami i jakoś tak leci. Gdy ostatnim razem przedłużyłem umowę abonamentową wziąłem telefon Sony Xperia J. Po krótkim czasie telefon okazał się kiepskim wyborem.

Kiedyś było lepiej.
Mniej więcej po pierwszym miesiącu używania telefonu musiałem go zareklamować, ponieważ wysiadł mi głośnik, telefon się często resetował , zawieszał i inne takie. Jako konsument świadomy swoich praw złożyłem reklamację w oparciu o obowiązującą jeszcze wtedy Ustawę o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej. Podkreślam to i wszystkim polecam wybór reklamacji w oparciu o ustawę - teraz to będzie Kodeks cywilny, ponieważ ww. Ustawa utraciła moc. Sprzedawcy przyjmując reklamację z automatu  zakładają jako jej podstawę gwarancję producenta, co daje im swobodę w uwzględnianiu żądań konsumenta, a proces reklamacyjny jest nieprzejrzysty i długi. Reklamując na podstawie Kodeksu cywilnego, sprzedawca jest obwarowany terminami i żądaniem konsumenta.


Telefon z powodu swoich wad nie został naprawiony, ale wymieniony na nowy. Jednakże po jakimś czasie nowy model znowu się popsuł, znowu go zareklamowałem, ale tym razem został naprawiony, a ja na pocieszenie otrzymałem nawet nową baterię. I teraz przejdę do sedna sprawy... otóż naprawiony telefon po paru miesiącach zaczął się psuć - wieszał się, nie działały aplikacje ze sklepu Play, resetował się, przeglądarka Internetu się wyłączała, nagrzewał się... więc po raz kolejny udałem się do salonu T-Mobile w łódzkiej Manufakturze celem złożenia reklamacji z żądaniem zwrotu ceny. 


Kiedy pani na stanowisku specjalisty do spraw sprzedaży(!) popatrzyła dokładnie w swój komputer i przejrzała moją historię abonencką z wielkim bólem, ale i lekką satysfakcją, stwierdziła że nie może przyjąć reklamacji, ponieważ moja gwarancja wygasła... Szczerze mówiąc, byłem przygotowany na taką ewentualność, więc wyłożyłem specjalistce pokrótce mój punkt widzenia, zaznaczając że nie korzystam z gwarancji, a termin jest zachowany. Otóż na gruncie poprzednio obowiązującej ustawy przepis stanowił wprost, że w przypadku wymiany towaru na nowy termin 2 lat odpowiedzialności sprzedawcy za wady towaru biegnie na nowo od dnia wymiany. Specjalistka jednak stwierdziła, że to nie tak i że w przypadku wymiany towaru na nowy termin wynosi 90 dni. Zachęcałem panią do sprawdzenia w ustawie przepisu, powiedziałem nawet którego, jednak specjalistka odwołała się do wiedzy innej specjalistki, która swoim autorytetem orzekła, że termin wynosi 90 dni. Panie chciały przywołać jeszcze kierownika salonu, który miał dokonać ostatecznego rozstrzygnięcia, jednak ten był zajęty obsługiwaniem innego klienta, więc ja postanowiłem wycofać się i jeszcze tego samego dnia napisałem do Miejskiego Rzecznika Praw Konsumentów, aby dokonał analizy mojego rozumowania przepisów i wstawił się za mną przed T-Mobile.


W krótki czasie Miejski Rzecznik skontaktował się ze mną i przyznał mi racę, a niedługo później otrzymałem pismo z centrali T-Mobile, że rzeczywiście termin na reklamację jest zachowany i jestem zapraszany do salonu celem złożenia reklamacji, gdzie pracownicy już mnie oczekują. Pismo załączam poniżej, a jutro udam się do salonu realizować swoje prawa :-). 

T-Mobile przyznało mi rację, chociaż nawet nie wiedzą jak mam na imię

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

3 listopada 2015

Odpowiedzialność za nieszczęśliwy wypadek

Chwila nieuwagi może spowodować bardzo przykre i niezamierzone konsekwencje. Czy zatem, zasadnym jest pociąganie do odpowiedzialności kogoś, kto wyrządził krzywdę bez złego zamiaru, niechcący, w skutek nieuwagi?  Przekonał się o tym bardzo dobrze pewien mężczyzna, który brał udział wraz ze swoją przyjaciółką w profesjonalnej sesji fotograficznej wykonywanej nad brzegiem rzeki. Fotograf przekazał mu na chwilę torbę ze sprzętem fotograficznym, a ten postawił ją na nadbrzeżnym słupku, po czym zupełnie niechcący trącił ją łokciem, a ta wpadła do rzeki. Niestety, wyłowienie jej było niemożliwe ze względu na wysoki brzeg i wartki nurt, który porwał torbę niszcząc sprzęt o wartości około 50.000 złotych. Jakby tego było mało, sprawcą szkody był kolega biednego fotografa.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 
Nieszczęśliwy wypadek rodzi odpowiedzialność za szkodę

Wyobrażam sobie, że wobec takiej szkody i utraty dużej ilości sprzętu fotograficznego, który służył fotografowi do zarobkowania, dylemat moralny, czy pozwać kolegę za jego nieuwagę w ogóle nie miał miejsca. Na szczęście dla sprawcy, miał on ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, wobec czego pozwany został zakład ubezpieczeń. Początkowo ubezpieczyciel nie chciał wypłacić fotografowi ani złotówki, przez co sprawa trafiła do sądu. Zarówno sąd pierwszej instancji, jak i sąd drugiej instancji nie miały wątpliwości, co do odpowiedzialności sprawcy za powstałą szkodę i orzekł o obowiązku jej naprawienia. Na nic zdały się tłumaczenia pozwanego ubezpieczyciela, że to był nieszczęśliwy wypadek. 


Sąd przyznał, że takie zdarzenie jest rzeczywiście uznawane za nieszczęśliwy wypadek, czy też zdarzenie losowe, ponieważ sprawca tego wypadku ewidentnie nie chciał wyrządzić fotografowi żadnej szkody. Jednak zachowanie ubezpieczonego ma tutaj, w świetle art. 415 k.c., istotne znaczenie normatywne.
Zgodnie z art. 415 k.c. kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia. Do zaistnienia takiej odpowiedzialności konieczne jest wystąpienie łączne trzech przesłanek. Są to:
1) działanie lub zaniechanie działania, z którym system prawny łączy czyjś obowiązek wyrównania szkody, a przy tym zachowanie to musi być bezprawne, czyli sprzeczne z oznaczonymi regułami postępowania w danej dziedzinie życia społecznego oraz zawinione, co oznacza, że nie ma żadnych takich obiektywnych okoliczności, które usprawiedliwiałyby zachowanie w sposób sprzeczny z tym regułami; wystarcza przy tym do uznania winy nawet najlżejszy jej stopień (wina nieumyślna w postaci lekkomyślności lub niedbalstwa);
2) powstanie szkody o określonej wysokości lub rozmiarze, która może mieć postać uszczerbku majątkowego lub uszczerbku niemajątkowego (tzw. krzywdy);
3) istnienie związku przyczynowego między oznaczonym zachowaniem (bezprawnym i zawinionym) a szkodą (krzywdą) – zgodnie z art. 361 § l k.c. zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego szkoda wynikła i w tych granicach, w braku odmiennego przepisu ustawy lub postanowienia umowy, naprawienie szkody obejmuje straty, które poszkodowany poniósł, oraz korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby mu szkody nie wyrządzono (art. 361 § 2 k.c.).


W danej sprawie sprawca szkody zachował się w sposób lekkomyślny, czyli bez wystarczającego zastanowienia, a zatem jego zachowanie było zawinione. Zdaniem Sądu "od każdego dorosłego człowieka należy wymagać, aby w tego typu sytuacji poruszał się z rozwagą i zachowywał bezpieczną odległość od przedmiotu, który może potrącić czy zepchnąć, zwłaszcza w bliskim sąsiedztwie dużej i głębokiej rzeki". Sąd stanowczo zaprzeczył, jakoby milcząca zgoda fotografa na postawienie torby ze sprzętem fotograficznym na słupku powinna była zostać uznana za przyczynienie się do powstania szkody stwierdzając, że "nie można utrzymywać, że powód godził się na możliwość powstania szkody w jego majątku, gdyż samo postawienie torby nie prowadzi do jej upadku do rzeki i utraty zawartości, a nic nie świadczy o tym, żeby powód takie następstwa w ogóle przewidywał i aprobował".


Niestety, nawet jeśli działamy bez złego zamiaru, przypadkowo wyrządzimy komuś szkodę i bardzo tego żałujemy, jesteśmy zobowiązani do jej naprawienia. Względy moralne, okoliczności sprawy, czy znajomość z poszkodowanym mają w takich przypadkach raczej drugorzędne znaczenie, zwłaszcza jeśli utracimy coś dla nas bardzo cennego. Taka sytuacja może przytrafić się każdemu z nas, zwłaszcza że otaczamy się drogimi przedmiotami, które łatwo uszkodzić. W omawianej sprawie, na szczęście sprawcy szkody, miał on ubezpieczenie OC, wobec czego konsekwencje materialne zostały przerzucone na ubezpieczyciela. Gdyby jednak ubezpieczenia nie posiadał, to fotograf mógłby dochodzić odszkodowania bezpośrednio od sprawy.

Omawiany wyrok został wydany przez Sąd Okręgowy w Lublinie w dniu 28 stycznia 2015 r. w sprawie o sygnaturze akt II Ca 900/14.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

30 września 2015

Obowiązek wskazania osoby kierującej pojazdem - jak to ugryźć?

Obowiązek wskazania osoby kierującej pojazdem - jak to ugryźć?


Dzisiaj - 30 września 2015 r. - Trybunał Konstytucyjny w wyroku w sprawie o sygnaturze K 3/13 stwierdził, że sankcja za uchylenie się przez właściciela lub posiadacza pojazdu od obowiązku wskazania, komu powierzył on ten pojazd do kierowania lub używania w czasie, w którym urządzenie rejestrujące (czyli fotoradar) ujawniło wykroczenie popełnione przez kierującego tym pojazdem jest zgodna z Konstytucją RP. Z notatki sporządzonej przez Trybunał po rozpoznaniu sprawy, czytamy takie oto uzasadnienie:

W kwestionowanych przepisach chodzi o, zabezpieczony sankcją za wykroczenie, obowiązek wskazania, komu właściciel, posiadacz powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, a nie o obowiązek zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa czy tym bardziej wykroczenia. Innymi słowy, kwestionowane przepisy statuują obowiązek wskazania okoliczności faktycznej. Wskazanie komu został powierzony pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie nie przesądza o ewentualnej odpowiedzialności osoby wskazanej za wykroczenie drogowe utrwalone przez urządzenie rejestrujące (fotoradar).
W innej sytuacji prawnej jest ten, kto ma obowiązek wskazać komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, a w innej zobowiązany do zawiadomienia o popełnieniu wykroczenia.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 

Ustalenie kierującego pojazdem

Wniosek o rozpoznanie sprawy złożył sam Prokurator Generalny, sprawa została rozpoznana w pełnym składzie Trybunału (15 sędziów!), przy czym 3 sędziów zgłosiło zdanie odrębne, co świadczy o powadze sprawy i złożoności problemu. Upraszczając całą sprawę, kwestia sprowadza się do tego, czy właściciel/posiadacz auta, które zostało "złapane" przez fotoradar ma obowiązek wskazania osoby prowadzącej auto. TK orzekł, że przepisy statuujące ten obowiązek nie są sprzeczne z Konstytucją i że wskazanie osoby nie jest równoznaczne ze złożeniem zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa/wykroczenia...

Mandat z fotoradaru
Można uniknąć kary za niewskazanie kierującego pojazdem

Kwestia jest dyskusyjna, gdyż skutkiem wykonania ciążącego na właścicielu auta obowiązku wskazania osoby będzie najpewniej ukaranie jej za popełniony na drodze czyn zabroniony, co jest równe w skutkach złożeniu zawiadomienia o popełnionym czynie. Tylko, że w ten sposób odbywa to się niejako w białych rękawiczkach. Oczywiście, osoba wskazana może uwolnić się od odpowiedzialności karnej, jeśli wykaże odpowiednie okoliczności (np. nie prowadziła samochodu, działała w stanie wyższej konieczności). Osobiście czuję lekkie rozczarowanie co do wyroku TK, ponieważ miałem nadzieję, że orzeknie o sprzeczności przepisów z Konstytucją.

Możliwości właściciela auta

Rozważmy zatem, w jakiej sytuacji znajduje się człowiek,  którego samochodem ktoś przekroczył prędkość, co zostało uwiecznione przez fotoradar i został wezwany do wskazania tego ktosia. Wezwany właściciel (posiadacz) pojazdu może: 
  1. wskazać siebie; 
  2. przedstawić dowód, że nie jest ani właścicielem, ani posiadaczem pojazdu; 
  3. wskazać kto kierował lub używał pojazd; 
  4. nie wskazać komu powierzył pojazd do kierowania lub używania; 
  5. przedstawić dowód, że pojazd był użyty wbrew jego woli i wiedzy przez nieznaną osobę, czemu nie mógł zapobiec; 
  6. przedstawić dowód, że jego odpowiedzialność za wykroczenie wyłączyło działanie w stanie wyższej konieczności.
Istota i kontrowersja sprawy sprowadza się do tego, że jeżeli wezwana osoba nie wskaże prowadzącego pojazd, a wie kto go prowadził, to może zostać na podstawie Kodeksu wykroczeń ukarana grzywną od 20 do 5.000 złotych. Czyli zostaje ukarana za "krycie" winnej osoby. Jeśli powie, że nie wie, to najpewniej jego stanowisko nie zyska aprobaty, gdyż jeśli nie zostanie poparte żadnymi dowodami, będzie bezwartościowe. Niby jak można nie wiedzieć, kto poruszał się autem?
Czy jest jakaś szansa na wybrnięcie z tego impasu? Widzę pewne rozwiązanie. Przepis nakazuje właścicielowi auta "wskazać komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie". A co jeśli pojazd został powierzony kilku osobom do kierowania lub używania w tym samym czasie? Dajmy na to, ojciec chcąc oszczędzić konfliktów rodzinnych wyjeżdżając na weekend powierzył samochód swoim dzieciom. Jedno z nich popełniło wykroczenie drogowe, ale które? Tego ojciec nie wie, bo żadne się nie przyznaje, a zdjęcie nie jest wystarczająco czytelne. Ojciec wskazał komu powierzył pojazd, tak więc moim zdaniem wypełnił dyspozycję przepisu i uwolnił się od ewentualnej sankcji, wobec czego nie może zostać ukarany. Wtórną kwestią jest ustalenie, które dziecko prowadziło samochód... ale to już nie jest problem ojca, tylko Policji.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

26 września 2015

Zawezwanie do próby ugodowej

Podzielę się z Wami moim ostatnim doświadczeniem co do zawezwania przez wierzyciela swojego dłużnika do próby ugodowej. Pewna spółka była wierzycielem innej spółki, z którą współpracowała od bardzo dawna. Dług był niewielki, a obroty pomiędzy firmami bardzo duże i w takich okolicznościach spółka-wierzyciel zawezwała spółkę-dłużnika do zawarcia próby ugodowej przed sądem. W skrócie od strony proceduralnej wygląda to tak, że wierzyciel składa pismo do sądu, w którym prosi sąd o wezwanie dłużnika do zawarcia ugody, przy czym dłużnik może się nie stawić lub nie zawrzeć ugody. W istocie rzeczy, takie zawezwanie do próby ugodowej najczęściej ma na celu przerwanie biegu przedawnienia wierzytelności. 

Warto rozmawiać w sprawie zawarcia ugody

W sytuacji, gdy wierzyciel widzi, że niedługo jego wierzytelność się przedawni, a nie chce wytaczać powództwa (np. szkoda mu psuć relacji biznesowych z dłużnikiem), nie ma wolnych środków pieniężnych na postępowanie sądowe, lub nie ma pełnej dokumentacji na potrzeby procesu, to najlepszym i najskuteczniejszym sposobem na przerwanie biegu przedawnienia jest właśnie zawezwanie do próby ugodowej, bowiem zgodnie z art. 123 par. 1 pkt 1) Kodeksu cywilnego:
Bieg przedawnienia przerywa się:
przez każdą czynność przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń danego rodzaju albo przed sądem polubownym, przedsięwziętą bezpośrednio w celu dochodzenia lub ustalenia albo zaspokojenia lub zabezpieczenia roszczenia;

Dzięki tej instytucji prawa cywilnego, w razie skutecznego przerwania biegu przedawnienia, termin liczy się od nowa. W opisywanej przeze mnie sytuacji wierzyciel był wręcz pewien, że dłużnik nie stawi się na posiedzenie. Jednakże dłużnik stawił się i nawet był przygotowany merytorycznie do sprawy. Ale przede wszystkim, był chętny do rozmawiania i ustalenia jakiegoś wspólnego stanowiska. Dzięki temu sąd zarządził krótką przerwę i zachęcił strony do rozmowy na temat porozumienia. 


W efekcie, po kilkuminutowej wymianie argumentów, przedstawieniu swojego stanowiska, ale przede wszystkim szczerej rozmowie, udało się dojść do porozumienia. Dzięki temu wszyscy byli zadowoleni, a już chyba najbardziej sąd, który aż pochwalił strony za takie podejście do sprawy. I w sumie to miał rację, ponieważ dzięki zawartej ugodzie relacje handlowe pozostają podtrzymane, obrót gospodarczy kręci się dalej, obie firmy mogą zarabiać i dawać pracę swoim ludziom. 


O to w tym właśnie chodzi, żeby czasami pójść na pewne ustępstwa mając na względzie dalszą perspektywę wspólnej pracy. Zadać sobie pytanie, czy warto iść od razu na noże, wytaczać proces, który może ciągnąć się miesiącami, a nawet latami i sporo kosztować, podczas gdy łatwiej jest usiąść wspólnie z dłużnikiem i szczerze porozmawiać. Przecież obie strony chcą tego samego - zarabiać pieniądze. 

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

20 września 2015

Podpisanie umowy bez jej czytania

Codziennie jesteśmy zalewani ofertami zawarcia korzystnych dla nas umów sprzedaży, kredytu, wycieczki i innych usług czy produktów które mogą odmienić nasz świat i uczynić go lepszym. Przygotowane oferty są atrakcyjne, a prezentowane przez uroczych sprzedawców zapewniających o rzetelności i uczciwości firmy. W związku z tym, w ślepo wierząc zapewnieniom i materiałom handlowym podpisujemy wszystko jak leci, zwłaszcza że byle umowa o abonament na telefon liczy 5 stron zapisanych drobnym makiem, w dodatku jest mało zrozumiała dla przeciętnego konsumenta, czy nawet przedsiębiorcy. 


Dopiero, gdy otrzymujemy rachunek, przystępujemy do realizacji umowy lub chcemy zmienić jej warunki, okazuje się jakiego kasztana podpisaliśmy... Płacimy za rzeczy, których nie chcieliśmy i których nie potrzebujemy, jesteśmy związani karami umownymi przy jakiejkolwiek próbie wypowiedzenia umowy lub jej zmiany, wiążą nas zobowiązania, których normalnie na siebie byśmy nie nałożyli, a umowa w dodatku trwa wiele miesięcy lub lat... Czy w takim przypadku druga strona umowy może przytoczyć powiedzenie "widziały gały co brały" i konsekwentnie domagać się realizacji umowy?

Nie podpisuj umów w ciemno

To zależy...

1. jeżeli świadomie składasz podpis pod umową, której nie przeczytałeś, z którą się nie zapoznałeś, to nie możesz liczyć na ochronę prawną i musisz ponieść konsekwencje swojej nonszalancji i braku roztropności.  

Błąd co do treści umowy polega na przekonaniu błądzącego, że postrzegany przez niego stan rzeczy odpowiada prawdzie, ponieważ nieświadomość niezgodności między własnym obrazem sytuacji a rzeczywistością stanowi immanentną cechę błędu. Jeżeli świadomie podpisujesz dokument nie znając jego treści, to nie mylisz się, bowiem świadomie akceptujesz postanowienia dokumentu niezależnie od ich treści. W efekcie ponosisz skutki własnej ignorancji.


2. jeżeli podpisanie umowy jest zwieńczeniem negocjacji co do jej treści, wspólnego ustalania postanowień umownych, to możesz podpisać umowę bez jej czytania będąc w przekonaniu, że znasz jej treść, która została ustalona wcześniej pomiędzy stronami.  

Uzgodnienie poszczególnych postanowień umowy w toku negocjacji usprawiedliwia postępowanie podpisującego, który co prawda świadomie nie czyta dokumentu, ale czyni to w przekonaniu, że jego treść
odpowiada przyjętym postanowieniom. Podsunięcie mu do podpisu dokumentu obejmującego inną wersję umowy oznacza wprowadzenie w błąd. Mamy tutaj do czynienia z nieuczciwym postępowaniem drugiej strony. Jeśli w toku ustalania warunków umowy przeczytałeś jej projekt 115 razy i został on zaakceptowany przez obie strony, a ma objętość 20 stron, to przeczytanie jej po raz kolejny może grozić rozstrojem zdrowia...


3. a co jeśli zawierasz umowę w obcym języku, którego nie znasz? Może to brzmi abstrakcyjnie, ale może się zdarzyć, że kuszony atrakcyjnymi cenami zagranicznych kontrahentów przyjmiesz ich ofertę. Głupio byłoby prosić o tłumaczenie umowy na język polski... chociaż powinieneś tego zażądać. 
Oceniając podpisanie umowy w obcym, nieznanym języku należy zastosować kryteria przedstawione w ustępach 1 i 2. To znaczy, że jeżeli przystępujesz do już gotowej umowy i nie masz zamiaru się z nią zaznajomić, to bądź gotów na brak pobłażliwego traktowania. Nieznajomość języka umowy nie zwalnia Cię od obowiązku zapoznania się z nią, a w razie jej podpisania - do jej realizacji. 
Jeżeli jednak, umowa była negocjowana np. przez Twojego tłumacza, prawnika lub nawet sam ją tłumaczyłeś słowo po słowie i otrzymasz do podpisania umowę o innej treści, a będąc w przekonaniu, że znasz jej tłumaczenie, podpiszesz ją, to wówczas możesz powołać się na błąd. Gdy treść umowy została wspólnie i zgodnie ustalona, ale druga strona zagrała nie fair, nie jesteś zobowiązany ponosić związanych z tym konsekwencji. 


Wiem, że czytanie umowy jest nudne, wymaga skupienia i pewnej znajomości terminologii prawniczej. Jednak, jeśli nie masz czasu na czytanie umowy przy jej zawieraniu lub nic nie rozumiesz z czytanego tekstu, weź umowę do domu, przeczytaj na spokojnie lub po prostu daj prawnikowi do zaopiniowania. Prawnik przetłumaczy Ci ją na "ludzki język", wskaże zagrożenia i doradzi, czy warta jest podpisywania lub nawet pomoże wynegocjować lepszą wersję.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.
 
Przeczytaj również:

13 września 2015

Ile sądy zasądzają za uszkodzenia kręgosłupa?

Artykuł jest kontynuacją cyklu poświęconego orzecznictwu sądów rozpatrujących sprawy o zasądzenie zadośćuczynienia za szkody wyrządzone na osobie. Tym razem przybliżę orzecznictwo dotyczące uszkodzeń związanych z kręgosłupem, czyli podstawą zdrowia każdego z nas.

Zadośćuczynienie z tytułu uszkodzenia kręgosłupa

1. Sąd Okręgowy w Poznaniu, wyrok z dnia 7 lutego 2007 r., sygnatura akt XII C 1999/05.

Stan sprawy: mężczyzna ucierpiał w wyniku wypadku komunikacyjnego.

Skutki: powód doznał złamania kości kulszowej i trzonowej, 3 żeber, a także kręgozmyku (tj. przemieszczenie kręgów wraz z całym odcinkiem kręgów wyżej leżących ku przodowi w stosunku do kręgu położonego niżej). W trakcie leczenia jeden miesiąc spędził w pozycji leżącej, następny w pozycji siedzącej, po zakończeniu leczenia istniały trudności w wykonywaniu pracy kierowcy.

Zasądzono: 30.000 zł, przy czym wcześniej ubezpieczyciel wypłacił 10.000 zł, więc w sumie powód otrzymał 40.000 zł tytułem zadośćuczynienia.


2. Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza, wyrok z dnia 15 października 2008 r., sygnatura akt I C 1166/06/P.

Stan sprawy: kobieta w wieku 34 lat ucierpiała w wyniku wypadku komunikacyjnego.

Skutki: długotrwały uszczerbek na zdrowiu 8%, w tym stłuczenie kręgosłupa szyjnego 5% oraz złamanie trzonu mostka bez przemieszczenia 3%. Dolegliwości bólowe przez około pół roku od zdarzenia, konieczność rezygnacji z uprawiania sportu i dźwigania, noszenie kołnierza usztywniającego na odcinku szyjnym, ponadto wiele innych niedogodności związanych ze zmianami zwyrodnieniowymi kręgosłupa.

Zasądzono: 14.070 zł, kwota zgodna z żądaniem powódki, sąd całkowicie uznał okoliczności sprawy i poniesione cierpienie.


3. Sąd Apelacyjny w Krakowie, wyrok z dnia 16 kwietnia 2015 r., sygnatura akt I ACa 145/15.

Stan sprawy: aktywna życiowo kobieta uległa wypadkowi samochodowemu, sprawca wypadku zbiegł z miejsca zdarzenia, spór toczył się przeciwko Ubezpieczeniowemu Funduszowi Gwarancyjnemu. 

Skutki: powódka doznała urazu kręgosłupa szyjnego z podwinięciem i wieloodłamowego złamania nasady łuku jednego z kręgów po stronie lewej, a także urazu ogólnego - zwłaszcza głowy z raną okolicy czołowej i małżowiny usznej prawej. Powódka nosiła kołnierz usztywniający przez ok. 3 miesiące, cierpiała z powodu bólu, ograniczyła aktywność fizyczną i towarzyską. Ogólne dolegliwości bólowe oraz stwierdzone niewielkie ograniczenia ruchów zgięcia, odwodzenia i rotacji w odcinku szyjnym kręgosłupa spowodowały, że łączny trwały uszczerbek na zdrowiu z punktu widzenia neurologicznego i ortopedycznego został oceniony na 15%.

Zasądzono: sąd II instancji podtrzymał zasądzone w I instancji 20.000 zł ponad 40.000 zł wypłaconych przez UFG. W sumie 60.000 zł tytułem zadośćuczynienia. 


4. Sąd Apelacyjny w Łodzi, wyrok z dnia 8 kwietnia 2015 r., sygnatura akt: I ACa 1498/14.

Stan sprawy: mężczyzna prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą uległ wypadkowi samochodowemu.

Skutki: doznane przez powoda obrażenia w postaci: urazu skrętnego kręgosłupa szyjnego i lędźwiowego, uszkodzenie słuchu, zaburzeń funkcji błędnika prawego spowodowały znaczne dolegliwości bólowe, długotrwałą rehabilitację, a ich następstwami były również problemy psychiczne w postaci zaburzeń adaptacyjnych. Leczenie wiązało się z cierpieniami fizycznymi i psychicznymi. Biegli ocenili trwały uszczerbek na zdrowiu na 32%.

Zasądzono: sąd apelacyjny podtrzymał zasądzone 58.500 zł tytułem zadośćuczynienia, przy czym ubezpieczyciel wypłacił wcześniej 5.500 zł. Co ciekawe, powód domagał się odszkodowania za utracony zarobek na skutek braku możliwości prowadzenia działalności gospodarczej z powodu obrażeń odniesionych w wypadku. W tej kwestii Sąd wypowiedział się, że "Uszczerbek majątkowy, spowodowany utratą zdolności do pracy zarobkowej wskutek uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia, któremu uległa osoba prowadząca jednoosobowo działalność gospodarczą, odpowiada osiąganemu przez nią dotąd dochodowi z tej działalności po potrąceniu podatków i ewentualnych kosztów amortyzacyjnych".


Zaglądajcie systematycznie, orzecznictwo będzie co jakiś czas uzupełniane. Żeby być na bieżąco, polecam zapisać się na newsletter w prawej kolumnie.

Następny artykuł zostanie poświęcony zadośćuczynieniu za uszkodzenia kończyn górnych.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również: 

24 sierpnia 2015

Granice dozwolonej krytyki w Internecie

Chciałbym ponownie poruszyć temat tzw. netykiety, a szczególnie wyrażania opinii o innych osobach w Internecie i odpowiedzialności prawnej jaka jest przewidziana za obrażenie czyjejś osoby. Jakiś czas temu napisałem artykuł o tym, że negatywny komentarz na Allegro może naruszać czyjeś dobra osobiste i być podstawą do dochodzenia zadośćuczynienia. W tym artykule przybliżę wyrok Sadu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 15 marca 2015 r. (I ACa 901/14), który rozpatrywał sprawę weterynarza, co do którego pozwani na forum internetowym napisali, że jest rzeźnikiem, a jego klinikę przyrównali do rzeźni. Te ostre słowa pozwanych spowodowane były nieodpowiednim - w ich ocenie - podejściem do ciężko chorego psa (którego bardzo kochali) wymagającego nagłego leczenia i dojazdu do domu. Mniejsza o szczegóły, ponieważ sąd sformułował bardzo ciekawe stanowisko.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 

W Internecie wolność słowa ma większe granice

Czy obrażenie drugiej osoby w Internecie może być wytłumaczalne, a co za tym idzie nie rodzić żadnych przykrych konsekwencji? Otóż, pod pewnymi warunkami tak...


Najpierw podstawa prawna. Zgodnie bowiem z art. 24 § 1 Kodeksu cywilnego, ten czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie; może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.


Obiektywne spojrzenie.
Przede wszystkim, aby móc przyznać, że w danej sprawie obraza drugiej osoby była uzasadniona, należy w sposób obiektywny spojrzeć na okoliczności tejże sprawy - należy zbadać, czy dane zachowanie, uwzględniając przeciętne reakcje ludzkie było wystarczającym powodem negatywnych odczuć. Kryteria oceny naruszenia muszą być poddane obiektywizacji, trzeba w tym zakresie uwzględnić odczucia szerszego grona uczestników i powszechnie przyjmowane, a zasługujące na akceptację normy postępowania, w tym normy obyczajowe i wynikające z tradycji.


Brak bezprawności działania.
Na tym, kto obraża ciąży obowiązek wykazania, że dokonane naruszenie nie było bezprawne i udowodnienie okoliczności, które w świetle prawa uzasadniały ingerencję w sferę dóbr osobistych obrażonego. Ciężar udowodnienia braku bezprawności spoczywa na tym, kto dobro prawne narusza. Obrażony natomiast musi dowieść, że zostało naruszone jego dobro osobiste, poczuł się dotknięty i pokrzywdzony wypowiedziany słowami. 
Bezprawnym jest każde działanie naruszające dobro osobiste, jeżeli nie zachodzi żadna ze szczególnych okoliczności usprawiedliwiających takie działanie. Do okoliczności wyłączających bezprawność naruszenia dóbr osobistych na ogół zalicza się: działanie w ramach porządku prawnego (działanie dozwolone przez obowiązujące przepisy prawa), wykonywanie prawa podmiotowego, zgodę pokrzywdzonego oraz działanie w ochronie uzasadnionego interesu. Krytyka jest dozwolona, jeśli zostaje podjęta w interesie społecznym, ogólnym, jest rzeczowa i rzetelna. Nie ma takiego charakteru krytyka w celu dokuczenia innej osobie i jej szykanowania (patrz K. Piasecki, Kodeks cywilny. Księga pierwsza. Część ogólna. Komentarz, Zakamycze, 2003).


W Internecie można więcej.
W orzecznictwie sądów (w tym Sądu Najwyższego) utrwalił się pogląd, że język internautów, jest dosadny, skrótowy oraz często odbiega od standardów komunikacji, jakie obowiązują w społeczeństwie, co sprawia, że wulgaryzmy, które służą podkreśleniu ekspresji wypowiedzi są akceptowane i powszechnie używane. W związku z tym, wobec osoby będącej użytkownikiem systemów komentarzy internetowych, granice dopuszczalnej krytyki są podwyższone, tak samo jak wobec osób podejmujących działalność publiczną.


Ochrona społecznego interesu.
Granice wolności słowa zakreślone są szeroko wówczas, gdy krytyka dokonywana jest w celu ochrony społecznie uzasadnionego interesu (np. krytyka w celu ochrony praw konsumentów). Krytyka jest działaniem społecznie pożytecznym i pożądanym, lecz nawet jeżeli została podjęta w interesie społecznym, musi nosić cechy rzetelności, rzeczowości i konstruktywności, tj. musi być nakierowana na zapobieżenie pewnym nieprawidłowościom, czy zjawiskom patologicznym, nie zaś zmierzać wyłącznie do pognębienia przeciwnika.


Wobec osób publicznych można więcej.
W orzecznictwie sądów polskich oraz europejskich przyjmuje się, że granice dopuszczalnej krytyki w stosunku do osób prowadzących działalność publiczną są szersze (np. prawnicy, lekarze, dziennikarze, politycy, artyści). Osoby te w sposób nieunikniony, a zarazem świadomy i dobrowolny wystawiają się na kontrolę i reakcję ze strony opinii publicznej. Taka podwyższona granica dotyczy także osób, które prowadzą swego rodzaju publicystykę z udziałem otwartego dla wszystkich kręgu dyskutantów, a więc toczą dyskusje na forach internetowych, czy w mediach społecznościowych.


Wobec powyższych argumentów, można uznać że w niektórych wypadkach uzasadniona i konstruktywna krytyka podparta mocniejszymi epitetami może znaleźć uzasadnienie prawne, zwłaszcza jeżeli ma na celu ochronę szerszego kręgu jej odbiorców. Jednakże jakkolwiek delikatnego problemu by dotyczyła, uważam że należy pamiętać o dobrych obyczajach, a także o tym, że Internet nie jest anonimowy.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

4 sierpnia 2015

Ile sądy zasądzają za uszkodzenia głowy?

Prawie każdy z nas ucierpiał w jakimś wypadku, czy doznał innej szkody cielesnej, więc nie muszę się rozwodzić odnośnie bólu, cierpienia, dyskomfortu i tego wszystkiego co jest związane z uszkodzeniem ciała i powrotem do zdrowia. Przede wszystkim powrót do zdrowia związany jest z poniesieniem wielu wydatków i wyrzeczeń finansowych, dlatego właśnie towarzystwa ubezpieczeniowe chcąc zminimalizować nasze cierpienia oferują przeróżne rodzaje ubezpieczenia, które mają zrekompensować nam poniesione wydatki i doznane cierpienie. Jednakże, gdy przychodzi do zgłoszenia wypadku ubezpieczycielowi, to ten zazwyczaj nie podziela naszego odczucia co do doznanej krzywdy i roszczeń finansowych.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 

Sądy zasądzają znacznie większe zadośćuczynienia niż przyznają je ubezpieczyciele

Bądźmy szczerzy - w interesie ubezpieczycieli jest, żeby przyznać możliwie najniższy uszczerbek na zdrowiu i wypłacić minimalne świadczenie pieniężne, bez względu na to jak długo i w jakiej wysokości opłacamy składki na ubezpieczenie. Z tego żyje towarzystwo ubezpieczeń, które jest nastawiony wyłącznie na zysk. W takich okolicznościach, chęć osiągnięcia zysku bardzo często przesłania obraz szkody i prowadzi do kuriozalnych orzeczeń lekarskich, które przyznają minimalny uszczerbek na zdrowiu, a wypłacona kwota ledwo wystarczy na pokrycie kosztów leków przeciwbólowych.


Niestety, większość osób nie kwestionuje orzeczeń lekarskich i wypłaconych środków. Powody są pewnie przeróżne. Jednakże jestem pewien, że w prawie każdym przypadku (może nawet w każdym...) wypłacone świadczenie jest znacznie zaniżone, przez co nie daje nigdy pełnej satysfakcji. Dlatego właśnie, jak grzyby po deszczu pojawiają się na rynku firmy, które walczą o odszkodowania dla pokrzywdzonych przed sądami. Tam dopiero dochodzi do rzetelnego zbadania sytuacji poszkodowanego, ocena przez biegłego lekarza sądowego uszczerbku na zdrowiu, uwzględnienie takich aspektów jak potrzeba pomocy osób trzecich, adaptacja do nowych warunków, cierpienia psychiczne, koszty leczenia... po prostu sądy zasądzają znacznie większe kwoty odszkodowania i zadośćuczynienia, ponieważ opierają się na dowodach, a nie na interesie ubezpieczyciela. Sumy zasądzane przez sądy są średnio 4 razy wyższe od tych przyznawanych przez firmy ubezpieczeniowe. 


Mam zamiar przedstawić wybrane orzecznictwo sądów, które zajmowały się właśnie pozwami przeciwko ubezpieczycielom, ewentualnie sprawcom i przedstawić okoliczności danej sprawy oraz kwoty jakie zostały zasądzone na rzecz poszkodowanych z tytułu zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. Planuję cykl artykułów przedstawiających orzecznictwo z podziałem na urazy poszczególnych części ciała:
  1. głowa (w tym urazy mózgu, uszu, oczu, twarzy),
  2. kręgosłup,
  3. ręce,
  4. nogi,
  5. urazy psychiczne,
  6. urazy wielonarządowe.


Oczywiście każda sprawa jest inna, okoliczności są inne, obrażenia, sytuacja stron i milion innych czynników wpływających na końcowy wynik sprawy, ale przedstawione orzeczenia pozwolą mniej więcej zorientować się w sytuacji poszkodowanego oraz w przybliżeniu określić jaka kwota mogłaby zostać wywalczona przed sądem. Wskazane kwoty dotyczą zadośćuczynienia, a nie odszkodowania, które powinno pokryć realnie poniesione straty. Zadośćuczynienie powinno rekompensować ból, cierpienie, straty psychiczne, czyli te niematerialne konsekwencje przykrego zdarzenia.


Zaczynamy od głowy:

1. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, wyrok z dnia 21 marca 2007 r., sygn. akt I ACa 130/07

Stan sprawy: pozwany znieważył i pobił powódkę, za co został skazany za naruszenie czynności narządu ciała na okres powyżej 7 dni.

Skutki: Trzydniowa hospitalizacja, ale bez zabiegów i operacji, w efekcie pobicia pojawiły się napady padaczkowe.

Zasądzono: 20.000 zł. Powódka domagała się 45.000 zł, ale ze względu krótki okres spędzony w szpitalu i brak trwałych uszkodzeń bezpośrednio po zdarzeniu, a także kiepską sytuację materialną pozwanego sąd przyznał mniej niż żądała powódka. Co ciekawe, Sąd Okręgowy zasądził kwotę 35.000 zł, jednakże na skutek apelacji pozwanego kwota została zmniejszona. 

2. Sąd Okręgowy w Krakowie, wyrok z dnia 21 września 2007 r., sygn. akt I C 2114/06

Stan sprawy: dziewczynka w wieku 11 lat została potrącona przez samochód osobowy, gdy wybiegła zza autobusu. Pozwany, który przekroczył znacznie prędkość, został skazany wyrokiem karnym. Ubezpieczyciel wypłacił 160.000 zł.

Skutki: ciężkie uszkodzenie mózgu i pnia mózgu, wielomiesięczna nieprzytomność, czterokończynowy niedowład spastyczny oraz stłuczenie płuc, trwały uszczerbek na zdrowiu w wysokości 240% (możliwe jest orzeczenie ponad 100%, ponieważ każde uszkodzenie ma swój wyraz w procencie, które się sumują w przypadku wielu uszkodzeń), w tym: porażenia i niedowłady pochodzenia mózgowego uniemożliwiające samodzielne chodzenie i stanie - 100%, ciężkie zaburzenia neurologiczne i psychiczne uniemożliwiające samodzielną egzystencję - 100%, napady padaczki do dwóch razy w miesiącu - 30%, uszkodzenie nerwów w zakresie mięśni wewnętrznych oka - 10%. Dodatkowo: spastyka, ślinotok, oszpecenie twarzy, skrócenie lewej nogi. Bóle karku, kręgosłupa i nogi, zamknięcie w sobie i obojętność, bolesna i trwała rehabilitacja.

Zasądzono: 400.000 zł. Pozwany wypłacił wcześniej 160.000 zł, sąd zasądził więc dodatkowe 240.000 zł, ale uznał przyczynienie się dziewczynki do wypadku w 20% (z powodu wybiegnięcia zza autobusu) co pomniejszyło kwotę o 80.000 zł, w efekcie czego zasądzone zostało 160.000 zł

3. Sąd Okręgowy w Poznaniu, wyrok z dnia 28 maja 2008 r., sygn. akt I C3547/05

Stan sprawy: mężczyzna w wieku 24 lat, aktywny i samowystarczalny finansowo uległ wypadkowi samochodowemu. Ubezpieczyciel wypłacił 100.000 zł.
Skutki: uraz wielomiejscowy, zatrzymanie akcji serca, poważne uszkodzenie czaszki i mózgu, wstrząs pourazowy, złamanie siódmego żebra i kości grochowatej oraz nadgarstka lewego. Trwały uszczerbek na zdrowiu w wysokości 185% w skutek m.in. niedowładu spastycznego czterokończynowego, zespołu psychoorganicznego, pobudzenia psychoruchowego z elementami agresji, znacznych zaburzeń pamięci i zaburzeń emocjonalnych, sprawności intelektualnej na poziomie upośledzenia umysłowego, bardzo słabej koordynacji wzrokowo-ruchowej oraz niskiej zdolności rozumienia sytuacji społecznych. Dożywotnia rehabilitacja, opieka psychiatryczna, utrata pracy, konieczność opieki przez rodziców.

Zasądzono: 300.000 zł ponad to co wypłacił ubezpieczyciel. Sąd wziął pod uwagę młody wiek poszkodowanego, utratę perspektyw życiowych, trwałe kalectwo, długą hospitalizację, konieczność stałej opieki i utratę w wypadku osoby bliskiej.
Sądy przyznają poszkodowanym nawet 4x więcej niż firmy ubezpieczeniowe

4. Sąd Apelacyjny w Krakowie, wyrok z dnia 10 lutego 2009 r., sygn. akt I ACa 23/09

Stan sprawy: mężczyzna w wieku 53 lat, chory na alkoholizm, ucierpiał w wypadku samochodowym jako pasażer pijanego kierowcy. Sprawca nie był ubezpieczony, a Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny odmówił zapłaty ze względu na przyczynienie się poszkodowanego.

Skutki: uraz czaszkowo-mózgowy w postaci rozległych stłuczeń głowy, stłuczenia mózgu, krwawienia podpajęczynówkowego), złamanie żeber, stłuczenie podudzia prawego, zespół psychoorganiczny i otępienny, niedowład kończyn. Konieczność całodobowej opieki.

Zasądzono: 100.000 zł, które w skutek przyjęcia przyczynienia się do szkody w 50% zostało pomniejszone o połowę. 

5. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, wyrok z dnia 5 maja 2006 r., sygn. akt I ACa 194/06

Stan sprawy: 17 letni chłopak uderzony pięścią w twarz. 

Skutki: zabieg operacyjny, trwały uszczerbek na zdrowiu w wysokości 55%, uszkodzona gałka oczna bez poczucia światła, orzeczenie lekkiego stopnia niepełnosprawności.

Zasądzono: 55.000 zł.

6. Sąd Apelacyjny w Krakowie, wyrok z dnia 14 sierpnia 2008 r., sygn. akt I ACa 583/08

Stan sprawy: mechanik samochodowy w wieku 41 lat doznał wypadku przy pracy. Ubezpieczyciel odmówił uznania roszczenia.

Skutki: wielokrotna hospitalizacja, sześć nieskutecznych zabiegów na gałce ocznej, w efekcie ciężkie uszkodzenie lewego oka, ślepota, silny stres. Brak możliwości wykonywania dotychczasowego zawodu.

Zasądzono: 60.000 zł.

7. Sąd Apelacyjny w Krakowie, wyrok z dnia 14 października 2008 r., sygn. akt I ACa 790/08

Stan sprawy: mężczyzna w wieku 19 lat ucierpiał w czasie bójki z rówieśnikiem.

Skutki: rana kłuta lewego oczodołu z przebiciem gałki ocznej, ściany oczodołu i zranieniem lewego płata skroniowego mózgu z następowym krwiakiem śródmózgowym, konieczność usunięcia lewego oka, problemy z pamięcią i koncentracją, trwały uszczerbek na zdrowiu w wysokości 40%.

Zasądzono: 67.500 zł.

8. Sąd Apelacyjny w Gdańsku, wyrok z dnia 20 października 2007 r., sygn. akt I ACa 1037/07

Stan sprawy: kobieta w wieku 29 lat potrącona przez samochód. Ubezpieczyciel wypłacił 53.000 zł.

Skutki: stłuczenie głowy, wstrząśnienie mózgu, złamanie piramidy kości skroniowej lewej, perforacja kości bębenkowej ucha oraz trwała utrata słuchu w uchu lewym, trwały uszczerbek na zdrowiu w wysokości 30%. Problemy z pamięcią, koncentracją, zawroty głowy, zaburzenia równowagi, omdlenia.

Zasądzono: 100.000 zł, tak więc sąd przyznał dodatkowe 47.000 zł ponadto, co przyznał ubezpieczyciel. 

9. Sąd Okręgowy w Poznaniu, wyrok z dnia 6 lipca 2006 r., sygn. akt II Ca 914/06

Stan sprawy: mężczyzna w wieku 57 lat został pobity pięścią w twarz.

Skutki: podwójne złamanie żuchwy, konieczność zabiegów operacyjnych przy znieczuleniu ogólnym, przez pierwsze dwa miesiące możliwość spożywania wyłącznie płynnych pokarmów, uszkodzenie nerwu, widoczna blizna, bóle kości przy zmianie pogody.

Zasądzono: w pierwszej instancji 7.500 zł, które w Sądzie Apelacyjny zostało zmniejszone do 3.907 zł, gdyż sąd uznał, że powód przyczynił się do bójki. 

10. Sąd Okręgowy w Krakowie, wyrok z dnia 31 marca 2008 r., sygn. akt I C 1021/06

Stan sprawy: kobieta w wieku 26 lat ucierpiała w wypadku samochodowym spowodowanym przez pozwanego. Ubezpieczyciel wypłacił 12.000 zł. 

Skutki: stłuczenie głowy, klatki piersiowej, złamanie kości udowej lewej, rana tłuczona wargi dolnej, liczne rany twarzy, niepowodzenie rehabilitacji, skrócenie lewej nogi, trwały uszczerbek na zdrowiu - 45%, w tym blizny szpecące twarz - 30%, złamanie kości udowej ze skróceniem kończyny - 15%. Konieczność zabiegu plastycznego, ból i rehabilitacja. 

Zasądzono: 100.000 zł, czyli 88.000 zł ponad kwotę przyznaną przez ubezpieczyciela.


Jak widać na podstawie powyżej przedstawionych orzeczeń kwoty zasądzane przez sądy są znacznie wyższe od kwoty przyznawanych przez towarzystwa ubezpieczeń. Dlatego właśnie warto występować na drogę sądową celem dochodzenia odpowiedniego odszkodowania i zadośćuczynienia. Nie polecałbym jednak firm odszkodowawczych, ponieważ nie cechuje ich co do zasady rzetelność i sumienność, a ich wynagrodzenie potrafi wynosić połowę zasądzonej kwoty...


Zgromadzone powyżej orzeczenia zostały zaczerpnięte przeze mnie z opracowania Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości pt. "Przesłanki zadośćuczynienia pieniężnego za krzywdę związaną z uszkodzeniem ciała lub uszczerbkiem na zdrowiu w praktyce sądowej", którego autorem jest Mikołaj Wild. Link do opracowania.


Systematycznie będę wyszukiwał nowych orzeczeń i wklejał je do artykułu, aby zaprezentować możliwie jak najwięcej stanów faktycznych i rozstrzygnięć. Aby być na bieżąco z aktualizacjami i dalszymi częściami cyklu zachęcam do zapisania się na newsletter - formularz jest po prawej stronie.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

17 lipca 2015

Jak uniknąć płacenia mandatu za jazdę bez biletu?

Dzisiejszy artykuł będzie o tym, że warto uderzyć się w pierś i przyznać do błędu. Zdarzyło mi się (niepierwszy raz...) niedawno dostać mandat za jazdę bez biletu komunikacją miejską w Łodzi. Było to w poniedziałek po długim weekendzie czerwcowym. Szybko odzwyczajam się od wczesnego wstawania, więc miałem problem z porannymi przygotowaniami do wyjścia do pracy, przez co w ostatniej chwili wpadłem do autobusu i najzwyczajniej w świecie zająłem wolne miejsce, żeby w spokoju dojechać na miejsce. Gdy podszedł do mnie kontroler biletów, dałem mu pewnie do sprawdzenia swoją migawkę, która okazała się nieaktualna...

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u.

Najzwyczajniej w świecie zapomniałem kiedy kończy mi się bilet okresowy i byłem przekonany, że na pewno nie w tym dniu. Wiedziałem, że jestem na przegranej pozycji, więc pokornie przyjąłem mandat i zapłaciłem go od razu u kontrolera. Żal mi było tych pieniędzy, których pozbyłem się z własnego roztargnienia, więc postanowiłem napisać prośbę o anulowanie kary.


W prośbie opisałem całą pechową sytuację, zaznaczyłem moją długą historię lojalnego opłacania biletów i poprosiłem o potraktowanie całej sprawy jako jednorazowy i przypadkowy incydent. Bez większych nadziei wysłałem takie pismo do Zarządu Dróg i Transportu, który wbrew pozorom zajmuje się takimi sprawami, a nie MPK Łódź i czekałem na odpowiedź. 


Gdy minęły prawie dwa tygodnie dałem już sobie spokój z czekaniem i całkowicie straciłem nadzieję na odzyskanie pieniędzy, ale wtedy właśnie przyszła odpowiedź od ZDiT - opłata dodatkowa została anulowana! Jeszcze tego samego dnia poszedłem odebrać swoje pieniądze, chociaż została mi potrącona opłata manipulacyjna. Widać, czasem warto zamiast jałowych dyskusji i kłótni z "kanarami" przyznać się do winy, ponieść karę i liczyć, że dobro wróci. 

Anulowany mandat za jazdę na gapę
Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie. A jeżeli chciałbyś/chciałabyś odwdzięczyć mi się za tworzone treści, to możesz postawić mi wirtualną kawę wchodząc w link KAWA.

Przeczytaj również:

11 lipca 2015

Reklamacja pomiędzy przedsiębiorcami - 5 kroków

Reklamacja pomiędzy przedsiębiorcami - 5 kroków

Nierzadko zdarza się, że w obrocie tzw. profesjonalnym (B2B), w którym obie strony umowy sprzedaży są przedsiębiorcami, rzecz zakupiona ma wadę fizyczną. Wielu przedsiębiorców ma wątpliwości, czy po dokonanym zakupie "na firmę" mają prawo reklamować wadliwy towar. TAK - rękojmia ma zastosowanie również do przedsiębiorców, przy czym, w reklamacji pomiędzy przedsiębiorcami na kupującym ciąży znacznie więcej obowiązków i musi być uważniejszy, niż w konsument przy sprzedaży konsumenckiej. Postaram się przedstawić, jak zareklamować towar z wadą fizyczną w przypadku, gdy reklamującym jest przedsiębiorca. Rozpatrujemy reklamację na podstawie Kodeksu cywilnego, którą należy odróżnić od reklamacji na podstawie gwarancji producenta/sprzedawcy.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 

Reklamacja przez przedsiębiorcę
Przedsiębiorca też może reklamować kupiony towar

1 krok: zbadanie rzeczy kupionej.

Odebranie rzeczy kupionej jest kluczową chwilą, ponieważ następuje przekazanie prawa do własności, a zatem przechodzi ryzyko utraty i uszkodzenia rzeczy ze sprzedawcy na kupującego. Kupujący powinien sprawdzić rzecz w czasie i sposób, który jest właściwy dla rzeczy danego rodzaju. Inaczej będzie wyglądało sprawdzenie skomplikowanej maszyny produkcyjnej, a inaczej telefonu komórkowego, w każdym razie należy sprawdzić, czy wydawana rzecz jest zgodna z umową. Niedostrzeżenie wad w odpowiednim momencie może powodować utratę uprawnień i reklamacja przez przedsiębiorcę będzie niemożliwa.


2 krok: powiadomienie sprzedawcy o wadzie.

W razie stwierdzenia nieprawidłowości należy niezwłocznie powiadomić o tym sprzedawcę. Niezwłocznie, czyli bez zbędnej zwłoki, wręcz natychmiast. Uchybienie temu obowiązkowi spowoduje utratę uprawnienia z tytułu rękojmi za wady. Kodeks cywilny w art. 563 par. 2 wskazuje sposób zawiadomienia o wadzie.
Do zachowania powyższego terminu wystarczy wysłanie przed jego upływem zawiadomienia o wadzie.
Nie jest powiedziane, że zawiadomienie powinno być na piśmie, ale jest to najpewniejszy sposób powiadomienia sprzedawcy, zwłaszcza jeśli wyślemy pismo za potwierdzeniem odbioru - mamy wtedy pewność, że zawiadomienie dotarło do sprzedawcy i wywołało określone skutki prawne. Ciekawe i trafne stanowisko zaprezentował Sąd Apelacyjny w Białymstoku w wyroku z dnia 10 października 2014 r. (sygn. akt I ACa 369/14):
Artykuł 563 k.c. uzależnia realizację uprawnień kupującego z tytułu rękojmi za wady rzeczy sprzedanej od dopełnienia przez niego aktu staranności w postaci zawiadomienia sprzedawcy o wadzie w terminie określonym w tym przepisie. Zawiadomienie o wadach nie wymaga szczególnej formy, a zatem skutki prawne wywołuje zarówno zawiadomienie na piśmie, jak i ustnie. Ten obowiązek kupującego zastrzeżony jest w interesie sprzedawcy, gdyż w jego interesie leży jak najszybsze dowiedzenie się o wadzie rzeczy sprzedanej i niepozostawanie w niepewności co do możliwości dochodzenia od niego przez kupującego roszczeń wynikających z rękojmi.

3 krok: przedstawienie żądania.

Kupujący ma cztery możliwości sformułowania żądania:
  1. obniżenie ceny,
  2. odstąpienie od umowy,
  3. naprawa,
  4. wymiana na rzecz wolną od wad.
Sposób załatwienie reklamacji zależeć będzie od sprzedawcy, ponieważ ustawa nie nakłada na niego obowiązku bezwarunkowego spełnienia żądania kupującego. W sytuacji żądania obniżenia ceny lub odstąpienia od umowy, jeżeli sprzedawca jest w stanie niezwłocznie i bez niedogodności usunąć wadę albo wymienić rzecz na nową, nie musi spełniać żądania, ale skorzystać z alternatywnego rozwiązania. A w przypadku żądania usunięcia wady albo wymiany rzeczy na nową, sprzedawca może w ogóle odmówić spełnienia roszczenia, gdy koszty zadośćuczynienia temu obowiązkowi przewyższają cenę rzeczy sprzedanej (art. 561 par. 3 k.c.). Jednakże, jeżeli składana reklamacja jest drugą (lub kolejną), gdyż poprzednia wada nie została usunięta, pojawiły się nowe, lub wymieniona rzecz jest również wadliwa, to kupujący może odstąpić od umowy i żądać zwrotu ceny, a sprzedawca musi żądanie spełnić, chyba że wada nie jest istotna. Reklamacja przedsiębiorcy, który składa oświadczenie o odstąpieniu od umowy i żąda zwrotu ceny będzie mogła zostać uwzględniona wyłącznie, gdy wada jest istotna. W przypadku wad nieistotnych, sprzedawca może odmówić zwrotu ceny.


4 krok: dostarczenie rzeczy.

Obowiązkiem kupującego jest dostarczenie reklamowanej rzeczy do miejsca wskazanego w umowie sprzedaży, a jeśli miejsce nie zostało wskazane to do miejsca wydania rzeczy. Koszty dostarczenia ponosi sprzedający. Jeżeli ze względu na rodzaj rzeczy lub sposób jej zamontowania dostarczenie rzeczy przez kupującego byłoby nadmiernie utrudnione, kupujący obowiązany jest udostępnić rzecz sprzedawcy w miejscu, w którym rzecz się znajduje.


5 krok: żądanie naprawienia szkody.

Jak wisienkę na torcie, Kodeks cywilny przyznaje możliwość domagania się naprawienia szkody, która powstała w wyniku zakupu wadliwej rzeczy, ale tylko jeśli żądanie reklamacji dotyczy obniżenia ceny albo odstąpienia od umowy. Wówczas, kupujący może żądać m.in. zwrotu kosztów zawarcia umowy, kosztów odebrania, przewozu, przechowania i ubezpieczenia rzeczy oraz zwrotu dokonanych nakładów w takim zakresie, w jakim nie odniósł korzyści z tych nakładów.
 

Przedsiębiorca traktowany jak konsument

Wskutek zmian w prawie, które weszły w życie 1 stycznia 2021 r. przedsiębiorcy, tj. osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą, uzyskały część uprawnień takich jak dotychczas mieli konsumenci. Na gruncie reklamacji, przedsiębiorcy są traktowani jak konsumenci, zatem nie dotyczą ich akty staranności - nie muszą zbadać towaru niezwłocznie po jego odebraniu, ani nie muszą niezwłocznie zawiadamiać o wadzie. Co więcej, nie można wyłączyć ani ograniczyć rękojmi względem uprzywilejowanych przedsiębiorców. Przepisy właściwe dla konsumentów stosuje się do osoby fizycznej zawierającej umowę bezpośrednio związaną z jej działalnością gospodarczą, gdy z treści tej umowy wynika, że nie posiada ona dla tej osoby charakteru zawodowego, wynikającego w szczególności z przedmiotu wykonywanej przez nią działalności gospodarczej, udostępnionego na podstawie przepisów o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Wobec tego, aby przedsiębiorca mógł korzystać z ochrony jak konsument, musi dokonać zakupu, który ma związek bezpośredni z prowadzoną firmą, ale nie ma charakteru zawodowego - a więc przedsiębiorca nie jest profesjonalistą w zakresie nabywanego towaru, nie zna się na nim na tyle, aby móc dobrze ocenić, czy ten towar się nadaje do swojego przeznaczenia, nie jest wadliwy itd. Co istotne, uprawnienie to dotyczy tylko osób fizycznych prowadzących firmę, a więc nie dotyczy spółek i innych form prowadzenia działalności gospodarczej. 

Termin na rozpatrzenie reklamacji

Często spotykam się z takim zachowaniem sprzedawców, że dostając zgłoszenie reklamacyjne milczą lub wręcz odmawiają rozpatrzenia reklamacji. Niestety, w przypadku milczenia nie działa zasada uznania reklamacji po 14 dniach, jak w przypadku sprzedaży konsumenckiej. Wobec tego, należy uznać, że w obu przypadkach sprzedawca staje się dłużnikiem kupującego, który może pociągnąć go do odpowiedzialności cywilnej za takie działanie, jak również odstąpić od umowy z powodu zwłoki sprzedawcy.

Rękojmia w obrocie profesjonalnym charakteryzuje się tym, że sprzedawca może zmodyfikować zakres odpowiedzialności za wady, a takie uprawnienie wynika z art. 558 k.c.:
§  1. Strony mogą odpowiedzialność z tytułu rękojmi rozszerzyć, ograniczyć lub wyłączyć. Jeżeli kupującym jest konsument, ograniczenie lub wyłączenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi jest dopuszczalne tylko w przypadkach określonych w przepisach szczególnych.
§  2. Wyłączenie lub ograniczenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi jest bezskuteczne, jeżeli sprzedawca zataił podstępnie wadę przed kupującym.
 
Wzór wezwania reklamacyjnego (rękojmia)

Jeżeli chcesz skorzystać z przygotowanego przeze mnie wzoru wezwania reklamacyjnego, to możesz je nabyć w kwocie 120 zł. Wezwanie zawiera możliwość wyboru żądania reklamacyjnego przez kupującego, określenie dochodzenia dodatkowego odszkodowania, podstawę prawną żądania, oraz określenie terminu spełnienia żądania. Zawarty jest również rygor skierowania sprawy na drogę sądową oraz egzekucyjną.  Wezwanie jest uzasadnione odpowiednimi przepisami oraz wyrokami sądowymi, które tłumaczą odpowiedzialność sprzedawcy za wady rzeczy. Pismo zawiera 3 strony i jest edytowalne, więc może posłużyć w wielu sprawach. Wezwanie można zakupić poprzez LINK DO STRONY.
 
Jako dopełnienie powyższych 5-ciu kroków przedstawiam grafikę ilustrującą proces reklamacyjny pomiędzy przedsiębiorcami:

Reklamacja na obrazku

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i przedstaw swój problem, e-mail: p.terpilowski@ptkrp.pl. Więcej o mnie przeczytasz w zakładce Kontakt do mnie. A jeżeli chciałbyś/chciałabyś odwdzięczyć mi się za tworzone treści, to możesz postawić mi wirtualną kawę wchodząc w link KAWA.
 
Co dalej?