4 stycznia 2016

Umowa najmu bez formy pisemnej nie jest taka zła

Chciałbym dzisiaj rozprawić się z mitem, że najemcę lokalu, który zawarł umowę najmu w formie ustnej można tak po prostu z dnia na dzień wyrzucić na bruk. Istnieje powszechna obawa przed zawieraniem umów najmu "na słowo" i przekonanie, że takiego lokatora nie chroni żadne prawo, chociaż prawa lokatorów są bardzo szerokie i ściśle uregulowane, nawet jeżeli nie zostały spisane w umowie. 

Najem bez umowy nie jest taki straszny

Oczywiście, najlepiej jest zawierać umowy najmu w formie pisemnej, zwłaszcza jeżeli mamy zamiar spokojnie mieszkać w najmowanym lokalu. Przede wszystkim, umowa w formie pisemnej jest potwierdzeniem zgodnej woli stron w zakresie ukształtowania stosunku prawnego je łączącego. Prawa lokatorów są bardzo uprzywilejowane i ściśle określone przepisami Kodeksu cywilnego oraz Ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego, tak więc w tej kwestii ustawodawca zadbał o lokatorów i nie muszą się oni przejmować podpisywaniem umów.


Największą obawą wśród najemców, którzy najmują mieszkanie bez spisanej umowy jest wyrzucenie z lokalu. Przede wszystkim, jeżeli strony nie umówiły się co do czasu trwania najmu, to przyjmuje się, że umowa została zawarta na czas nieoznaczony, a więc bezterminowo. Umowa zawarta na czas oznaczony, rozwiązuje się po upływie tego czasu i dopiero wtedy powstaje obowiązek wyprowadzenia się. Ponadto, wynajmujący może wypowiedzieć umowę najmu lokalu tylko w ściśle określonych prawem przypadkach. Co więcej, wypowiedzenie powinno być pod rygorem nieważności dokonane na piśmie oraz określać przyczynę wypowiedzenia. W każdej jednak chwili, strony mogą rozwiązać umowę najmu, jeżeli obie są zgodne co do zakończenia tego stosunku prawnego.


Zgodnie z przepisami Ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego, nie później niż na miesiąc naprzód, na koniec miesiąca kalendarzowego, właściciel może wypowiedzieć stosunek prawny, jeżeli lokator:
1) pomimo pisemnego upomnienia nadal używa lokalu w sposób sprzeczny z umową lub niezgodnie z jego przeznaczeniem lub zaniedbuje obowiązki, dopuszczając do powstania szkód, lub niszczy urządzenia przeznaczone do wspólnego korzystania przez mieszkańców albo wykracza w sposób rażący lub uporczywy przeciwko porządkowi domowemu, czyniąc uciążliwym korzystanie z innych lokali, lub
2) jest w zwłoce z zapłatą czynszu lub innych opłat za używanie lokalu co najmniej za trzy pełne okresy płatności pomimo uprzedzenia go na piśmie o zamiarze wypowiedzenia stosunku prawnego i wyznaczenia dodatkowego, miesięcznego terminu do zapłaty zaległych i bieżących należności, lub
3) wynajął, podnajął albo oddał do bezpłatnego używania lokal lub jego część bez wymaganej pisemnej zgody właściciela, lub
4) używa lokalu, który wymaga opróżnienia w związku z koniecznością rozbiórki lub remontu budynku.
Możliwość wypowiedzenia umowy zależy w dużej mierze od nagannego zachowywania się lokatora. Istnieją jeszcze oddzielne terminy dla przypadków, w których właściciel lokalu sam chce w nim zamieszkać, lub ktoś z jego bliskich oraz kilku innych sytuacji. 


Bardzo ściśle jest również uregulowana możliwość podwyższania czynszu i opłat za używanie lokalu. Podwyższenie czynszu albo opłat odbywa się w drodze ich wypowiedzenia z zachowaniem trzy miesięcznego terminu wypowiedzenia - chyba że strony ustalą dłuższy termin. Wypowiedzenie czynszu albo opłat także powinno zostać dokonane pod rygorem nieważności na piśmie. Podwyżka nie może przekraczać określonych w ww. ustawie norm, a także nie może być dokonywana częściej niż co 6 miesięcy. 


Jak widać, nawet jeżeli umowa nie została zawarta na piśmie, to lokator jest bardzo solidnie zabezpieczony i nie jest łatwo pozbyć się go z mieszkania. Poruszyłem tylko kwestię wypowiadania umowy najmu i wysokości czynszu, ale Ustawa o ochronie praw lokatorów reguluje jeszcze wiele innych istotnych kwestii, jak chociażby dokonywanie napraw lokalu, obowiązki wynajmującego, czy przebieg i możliwość eksmisji. Omawiane przepisy nie dotyczą najmu okazjonalnego lokali, ani lokali niemieszkalnych, które rządzą się innymi prawami.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.
 
Przeczytaj również:

28 grudnia 2015

Służba BHP: najważniejsze uwarunkowania prawne

Jednym z podstawowych obowiązków przełożonego, w stosunku do swoich podwładnych jest zapewnienie im bezpieczeństwa oraz higieny w miejscu pracy. W wypełnianiu tego zadania pracodawcy pomaga służba BHP. Czym jest, co należy do jej obowiązków i na jakich zasadach jest powoływana? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie poniżej.

 
Służba BHP w zakładzie pracy

Co mówi prawo?

Zgodnie z przepisami zawartymi na łamach Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 2 września 1997 roku w sprawie służby bezpieczeństwa i higieny pracy, każdy pracodawca, który zatrudnia powyżej 100 osób ma obowiązek wskazać pracownika lub grupę pracowników (w zależności od liczby zatrudnionych), którzy będą zajmować się doradztwem oraz kontrolą działań prowadzących do zapewnienia bezpieczeństwa oraz higieny w miejscu pracy. W firmach, w których liczba pracowników nie przekracza 100 osób, rolę pracownika/pracowników służby BHP może pełnić osoba zatrudniona w firmie przy innych pracach albo, w przypadku braku wykwalifikowanych pracowników - specjaliści z zewnątrz. Zgodnie z przepisami taka służba podlega bezpośrednio pracodawcy, natomiast w firmach, gdzie służba BHP stanowi własną, odrębną jednostkę osobie nią zarządzającej lub osobie uprawnionej do nadzoru.
Liczba pracowników, którzy zajmują się doradztwem i kontrolą w zakładzie pracy zależy od decyzji pracodawcy, który powinien uwzględnić warunki w jakich wykonywana jest praca oraz jej najistotniejsze zagrożenia. Zgodnie z § 4 art. 237 [11] Kodeksu pracy, inspektor pracy może nakazać zwiększenie liczby pracowników służby BHP jeśli stwierdzi, że na danych stanowiskach występują istotne zagrożenia zawodowe.


W ramach służby BHP swoje obowiązki mogą wypełniać:
  •  wykwalifikowani pracownicy zakładu pracy. Przełożony, który zatrudnia 100-600 osób jest zobowiązany stworzyć jedno lub wieloosobową służbę BHP lub zatrudnić na takim stanowisku osobę w niepełnym wymiarze czasu pracy. W przypadku firm, w których liczba zatrudnionych przekracza 600 osób pracodawca jest zobowiązany wyznaczyć jednego pracownika służby BHP na każdych 600 zatrudnionych.
  • pracodawca. Może wypełniać obowiązki pracownika służb BHP jeśli zatrudnia do 10 osób lub do 20, w przypadku gdy prowadzona przez niego działalność kwalifikuje się maksymalnie do trzeciej kategorii ryzyka, którą określa ustawa o ubezpieczeniu społecznym, przysługującym z tytuły wypadków przy pracy czy też chorób zawodowych.
  • firma zewnętrzna. Zgodnie z art. 237 [11] § 2 Kodeksu pracy, każda firma, która zatrudnia mniej niż 100 pracowników i wśród nich nie ma osób, które mogłyby w firmie pełnić służbę BHP to jej obowiązki powinny zostać powierzone osobom z zewnątrz.
Każda osoba zatrudniona na stanowisku pracownika służby BHP powinna posiadać odpowiednie kwalifikacje, potrzebne do prawidłowego wypełniana swoich powinności, a także przejść specjalne szkolenie dla pracowników tej służby z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy.


Główne obowiązki

Wszystkie obowiązki, które należą do służb BHP zostały zdefiniowane w §2 ust.1, rozporządzenia z września 1997 roku. Do najważniejszych należą:
- kontrola warunków pracy oraz przestrzegania przepisów, a także zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. W szczególności dotyczy to stanowisk, na których pracują kobiety w ciąży lub matki karmiące, osoby nieletnie czy niepełnosprawne,
- udzielanie informacji na temat zagrożeń oraz wysuwanie wniosków, które ma na celu ich usunięcie,
- opracowanie oraz zaprezentowanie (co najmniej raz w roku) okresowych analiz stanu bezpieczeństwa i higieny pracy, w których przedstawione zostaną propozycje technicznych oraz organizacyjnych przedsięwzięć
- formułowanie wniosków na temat spełnienia wymagań ergonomii w miejscu pracy,
- wyrażanie opinii na temat instrukcji odnoszącej się do zasad bezpieczeństwa i higieny pracy na danych stanowiskach pracy,
- doradzanie na temat praktykowania przepisów oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy,
- definiowanie wniosków na temat zasad bezpieczeństwa i higieny pracy w obecnych i nowo wdrażanych procesach produkcyjnych,
- branie udziału w ocenie ryzyka zawodowego, które jest ściśle związane z daną pracą,
- doradzanie w zakresie organizacji i metod pracy na stanowiskach, na których występują czynniki niebezpieczne, szkodliwe, uciążliwe oraz dobieranie odpowiednich środków ochrony indywidualnej i zbiorowej.


Służba BHP jako obrońca bezpieczeństwa i higieny pracy w zakładzie

Służba BHP to przede wszystkim organ kontrolny i doradczy, który pomaga pracodawcy w dopilnowywaniu tego, by w zakładzie pracy można było wykonywać swoje obowiązki z zachowaniem zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. Taką służbę BHP, w zależności od liczby zatrudnionych osób może pełnić pracodawca, pracownik firmy lub specjaliści z zewnątrz. Jednak za stan bezpieczeństwa BHP w zakładzie pracy odpowiada przede wszystkim pracodawca. W razie zaniedbań dyscyplinowanie pracowników może zostać przeprowadzone jedynie na zasadach określonych w Kodeksie pracy. Ci, którzy wykonywali swoje obowiązki na podstawie umowy cywilnoprawnej mogą być natomiast pociągnięci do odpowiedzialności na zasadach, które wynikają z Kodeksu cywilnego.


Artykuł powstał przy współpracy z firmą Safety Expert zajmującą się wspieraniem klientów w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy oraz ochrony przeciwpożarowej.

Przeczytaj również:

13 grudnia 2015

Gdy klient nie odbiera paczki za pobraniem...

Gdy klient nie odbiera paczki za pobraniem...

Niektórzy konsumenci dokonując zakupów przez Internet wciąż odnoszą się z pewną nieufnością wobec internetowych sprzedawców. Wiadomo, trzeba zapłacić za coś czego się nie widzi komuś, kogo się nie zna. Chcąc zatem zminimalizować ryzyko utraty swoich pieniędzy wybierają wysyłkę za pobraniem. Dzięki temu nabierają przekonania, że skoro sprzedawca opłaca wysłanie przesyłki, to nie oszuka swojego klienta. Co jednak w sytuacji, gdy kupujący nie odbierze przesyłki? Zdarza się tak, że klient rozmyśli się przed odbiorem paczki i zwyczajnie jej nie odbierze, a nawet celowo zamówi przesyłkę pobraniową, żeby obciążyć kosztami sprzedawcę. Taka praktyka jest niestety również domeną nieuczciwej konkurencji innych sprzedawców. Przy dużej ilości zamówień ciężkich przedmiotów sprzedawca jest narażony na spore koszty.

Artykuł dotyczy również sytuacji, kiedy umowa sprzedaży zostaje zawarta pomiędzy zwykłymi osobami (tzw. obrót powszechny). Coraz częściej dostaję pytania o pomoc w sprawach, których towary sprzedawane przez zwykłe osoby poprzez np. OLX, czy Allegro nie są odbierane przez kupujących.
 
W artykule opisuję, w jaki sposób sprzedawca może dochodzić swoich roszczeń wobec kupującego, który nie odebrał przesyłki. 

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 

Klient nie odbiera paczki za pobraniem
Koszty nieodebrania przesyłki za pobraniem

Obowiązek odebrania kupionej rzeczy

Przepisy dotyczące umowy sprzedaży stanowią wyraźnie o obowiązkach obu stron:
Art. 535 Kodeksu cywilnego
Przez umowę sprzedaży sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić sprzedawcy cenę.
Umowa sprzedaży jest umową dwustronnie zobowiązującą - obowiązkiem sprzedawcy jest przeniesienie własności rzeczy i jej wydanie, a obowiązkiem kupującego odebranie rzeczy i zapłata ceny. Gdy sprzedawca wypełnił swoje obowiązki z tytułu umowy sprzedaży, ma prawo oczekiwać spełnienia obowiązków przez kupującego. Obowiązkiem kupującego jest odebrać towar i za niego zapłacić. Jeżeli kupujący uchyla się od spełnienia obowiązku, po stronie sprzedawcy rodzi się roszczenie. W pierwszej kolejności może dochodzić wykonania umowy.

Dochodzenie wykonania umowy polega właśnie na wyegzekwowaniu od kupującego zapłaty ustalonej ceny za towar oraz jego odebranie. Co do zasady, kupujący jest zobowiązany odebrać towar bez względu na okoliczności. Jedynie w wyjątkowych sytuacjach może zasłonić się brakiem możliwości wykonania swojego zobowiązania, jak na przykład siłą wyższą - katastrofa naturalna, wypadek itp. Wobec tego, sprzedawca może żądać do kupującego zapłaty ceny i odebrania towaru. 

Odszkodowanie za nieodebranie przesyłki

Oprócz żądania wykonania umowy, sprzedawca który poniósł szkodę z tytułu nienależytego wykonania zobowiązania przez kupującego, który nie odebrał przesyłki, może żądać od niego odszkodowania. W tym celu warto skorzystać z roszczenia z tytułu odpowiedzialności kontraktowej, które przyznaje art. 471 Kodeksu cywilnego:
Art. 471
Dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi.
Z powyższego przepisu wynika możliwość dochodzenia przez sprzedawcę naprawienia szkody od konsumenta, jaką poniósł wysyłając przesyłkę za pobraniem, która nie została odebrana. Szkodą jest poniesiony wydatek na opłacenie przesyłki, jak również koszty spakowania i zabezpieczenia towaru na czas transportu. Wyjątkowo, sprzedawca może nawet dochodzić zapłaty ceny, jeżeli nie sprzedał rzeczy, gdyż wysłał ją do nierzetelnego klienta, kiedy w tym czasie miał innych gotowych klientów, którym tej rzeczy nie mógł sprzedać, a po zwrocie paczki sprzedaż jest już nieaktualna (np. świąteczny charakter towaru). Dochodzenie ceny jest możliwe również wówczas, gdy towar uległ zniszczeniu z uwagi na swoje właściwości (np. krótki termin przydatności).
 

Dochodzenie roszczeń od kupującego, który nie odebrał przesyłki

W celu dochodzenia roszczenia względem kupującego, który nie odebrał przesyłki, sprzedawca może wystosować wezwanie do zapłaty. Może mieć ono formę pisemną i zostać wysłane listem poleconym, jak również mieć postać maila lub nawet SMS-a. W wezwaniu należy wskazać dochodzone kwoty, okoliczności zawarcia umowy oraz określić towar. Warto również uzasadnić dochodzone przez sprzedawcę kwoty.
 
Jeżeli wezwanie do zapłaty pozostanie bezskuteczne, należy rozważyć skierowanie sprawy na drogę sądową. W tym celu konieczne będzie wystosowanie powództwa o zapłatę. Sprzedawca może pozwać kupującego przed swój sąd, co pozwoli mu uniknąć podróży po całym kraju. Właściwym trybem sądowym będzie postępowanie upominawcze, w ramach którego sąd może wydać przeciwko kupującemu nakaz zapłaty. Jeżeli nakaz nie zostanie zaskarżony, to będzie mógł być egzekwowany przez komornika sądowego. W razie zaskarżenia nakazu, odbędzie się proces, po którym sąd wyda wyrok.
 
 
nieodebranie przesyłki przez kupującego
Wzór wezwania do zapłaty ws. nieodebranej przesyłki

Jeżeli chcesz skorzystać z opracowanego przeze mnie wzoru przedsądowego wezwanie do zapłaty, możesz go nabyć w kwocie 70 zł. Pismo zawiera wezwanie do zapłaty ceny za towar, kosztów przesyłki oraz ewentualnego odszkodowania. Żądanie jest odpowiednio uzasadnione przepisami prawa i zawiera rygor skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego oraz egzekucyjnego. Wzór można dowolnie edytować, tak więc może posłużyć dla wielu przyszłych spraw. Wezwanie można zakupić poprzez LINK DO KOSZYKA.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Poniżej przedstawiam infografikę obrazującą najważniejsze zagadnienia:

nieodebranie przesyłki za pobraniem
Nieodebranie przesyłki za pobraniem

26 listopada 2015

Sprzedawcy T-Mobile nie znają praw konsumenta

Jestem abonentem T-Mobile Polska S.A. od co najmniej 10 lat... od czasów kiedy jeszcze istniała ERA GSM. Nie powiem, żebym był zadowolony z tej sieci, ale jakoś nam się układa. Trochę jak w starym małżeństwie - nauczyłem się żyć z ich wadami i jakoś tak leci. Gdy ostatnim razem przedłużyłem umowę abonamentową wziąłem telefon Sony Xperia J. Po krótkim czasie telefon okazał się kiepskim wyborem.

Kiedyś było lepiej.
Mniej więcej po pierwszym miesiącu używania telefonu musiałem go zareklamować, ponieważ wysiadł mi głośnik, telefon się często resetował , zawieszał i inne takie. Jako konsument świadomy swoich praw złożyłem reklamację w oparciu o obowiązującą jeszcze wtedy Ustawę o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej. Podkreślam to i wszystkim polecam wybór reklamacji w oparciu o ustawę - teraz to będzie Kodeks cywilny, ponieważ ww. Ustawa utraciła moc. Sprzedawcy przyjmując reklamację z automatu  zakładają jako jej podstawę gwarancję producenta, co daje im swobodę w uwzględnianiu żądań konsumenta, a proces reklamacyjny jest nieprzejrzysty i długi. Reklamując na podstawie Kodeksu cywilnego, sprzedawca jest obwarowany terminami i żądaniem konsumenta.


Telefon z powodu swoich wad nie został naprawiony, ale wymieniony na nowy. Jednakże po jakimś czasie nowy model znowu się popsuł, znowu go zareklamowałem, ale tym razem został naprawiony, a ja na pocieszenie otrzymałem nawet nową baterię. I teraz przejdę do sedna sprawy... otóż naprawiony telefon po paru miesiącach zaczął się psuć - wieszał się, nie działały aplikacje ze sklepu Play, resetował się, przeglądarka Internetu się wyłączała, nagrzewał się... więc po raz kolejny udałem się do salonu T-Mobile w łódzkiej Manufakturze celem złożenia reklamacji z żądaniem zwrotu ceny. 


Kiedy pani na stanowisku specjalisty do spraw sprzedaży(!) popatrzyła dokładnie w swój komputer i przejrzała moją historię abonencką z wielkim bólem, ale i lekką satysfakcją, stwierdziła że nie może przyjąć reklamacji, ponieważ moja gwarancja wygasła... Szczerze mówiąc, byłem przygotowany na taką ewentualność, więc wyłożyłem specjalistce pokrótce mój punkt widzenia, zaznaczając że nie korzystam z gwarancji, a termin jest zachowany. Otóż na gruncie poprzednio obowiązującej ustawy przepis stanowił wprost, że w przypadku wymiany towaru na nowy termin 2 lat odpowiedzialności sprzedawcy za wady towaru biegnie na nowo od dnia wymiany. Specjalistka jednak stwierdziła, że to nie tak i że w przypadku wymiany towaru na nowy termin wynosi 90 dni. Zachęcałem panią do sprawdzenia w ustawie przepisu, powiedziałem nawet którego, jednak specjalistka odwołała się do wiedzy innej specjalistki, która swoim autorytetem orzekła, że termin wynosi 90 dni. Panie chciały przywołać jeszcze kierownika salonu, który miał dokonać ostatecznego rozstrzygnięcia, jednak ten był zajęty obsługiwaniem innego klienta, więc ja postanowiłem wycofać się i jeszcze tego samego dnia napisałem do Miejskiego Rzecznika Praw Konsumentów, aby dokonał analizy mojego rozumowania przepisów i wstawił się za mną przed T-Mobile.


W krótki czasie Miejski Rzecznik skontaktował się ze mną i przyznał mi racę, a niedługo później otrzymałem pismo z centrali T-Mobile, że rzeczywiście termin na reklamację jest zachowany i jestem zapraszany do salonu celem złożenia reklamacji, gdzie pracownicy już mnie oczekują. Pismo załączam poniżej, a jutro udam się do salonu realizować swoje prawa :-). 

T-Mobile przyznało mi rację, chociaż nawet nie wiedzą jak mam na imię

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

3 listopada 2015

Odpowiedzialność za nieszczęśliwy wypadek

Chwila nieuwagi może spowodować bardzo przykre i niezamierzone konsekwencje. Czy zatem, zasadnym jest pociąganie do odpowiedzialności kogoś, kto wyrządził krzywdę bez złego zamiaru, niechcący, w skutek nieuwagi?  Przekonał się o tym bardzo dobrze pewien mężczyzna, który brał udział wraz ze swoją przyjaciółką w profesjonalnej sesji fotograficznej wykonywanej nad brzegiem rzeki. Fotograf przekazał mu na chwilę torbę ze sprzętem fotograficznym, a ten postawił ją na nadbrzeżnym słupku, po czym zupełnie niechcący trącił ją łokciem, a ta wpadła do rzeki. Niestety, wyłowienie jej było niemożliwe ze względu na wysoki brzeg i wartki nurt, który porwał torbę niszcząc sprzęt o wartości około 50.000 złotych. Jakby tego było mało, sprawcą szkody był kolega biednego fotografa.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 
Nieszczęśliwy wypadek rodzi odpowiedzialność za szkodę

Wyobrażam sobie, że wobec takiej szkody i utraty dużej ilości sprzętu fotograficznego, który służył fotografowi do zarobkowania, dylemat moralny, czy pozwać kolegę za jego nieuwagę w ogóle nie miał miejsca. Na szczęście dla sprawcy, miał on ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, wobec czego pozwany został zakład ubezpieczeń. Początkowo ubezpieczyciel nie chciał wypłacić fotografowi ani złotówki, przez co sprawa trafiła do sądu. Zarówno sąd pierwszej instancji, jak i sąd drugiej instancji nie miały wątpliwości, co do odpowiedzialności sprawcy za powstałą szkodę i orzekł o obowiązku jej naprawienia. Na nic zdały się tłumaczenia pozwanego ubezpieczyciela, że to był nieszczęśliwy wypadek. 


Sąd przyznał, że takie zdarzenie jest rzeczywiście uznawane za nieszczęśliwy wypadek, czy też zdarzenie losowe, ponieważ sprawca tego wypadku ewidentnie nie chciał wyrządzić fotografowi żadnej szkody. Jednak zachowanie ubezpieczonego ma tutaj, w świetle art. 415 k.c., istotne znaczenie normatywne.
Zgodnie z art. 415 k.c. kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia. Do zaistnienia takiej odpowiedzialności konieczne jest wystąpienie łączne trzech przesłanek. Są to:
1) działanie lub zaniechanie działania, z którym system prawny łączy czyjś obowiązek wyrównania szkody, a przy tym zachowanie to musi być bezprawne, czyli sprzeczne z oznaczonymi regułami postępowania w danej dziedzinie życia społecznego oraz zawinione, co oznacza, że nie ma żadnych takich obiektywnych okoliczności, które usprawiedliwiałyby zachowanie w sposób sprzeczny z tym regułami; wystarcza przy tym do uznania winy nawet najlżejszy jej stopień (wina nieumyślna w postaci lekkomyślności lub niedbalstwa);
2) powstanie szkody o określonej wysokości lub rozmiarze, która może mieć postać uszczerbku majątkowego lub uszczerbku niemajątkowego (tzw. krzywdy);
3) istnienie związku przyczynowego między oznaczonym zachowaniem (bezprawnym i zawinionym) a szkodą (krzywdą) – zgodnie z art. 361 § l k.c. zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego szkoda wynikła i w tych granicach, w braku odmiennego przepisu ustawy lub postanowienia umowy, naprawienie szkody obejmuje straty, które poszkodowany poniósł, oraz korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby mu szkody nie wyrządzono (art. 361 § 2 k.c.).


W danej sprawie sprawca szkody zachował się w sposób lekkomyślny, czyli bez wystarczającego zastanowienia, a zatem jego zachowanie było zawinione. Zdaniem Sądu "od każdego dorosłego człowieka należy wymagać, aby w tego typu sytuacji poruszał się z rozwagą i zachowywał bezpieczną odległość od przedmiotu, który może potrącić czy zepchnąć, zwłaszcza w bliskim sąsiedztwie dużej i głębokiej rzeki". Sąd stanowczo zaprzeczył, jakoby milcząca zgoda fotografa na postawienie torby ze sprzętem fotograficznym na słupku powinna była zostać uznana za przyczynienie się do powstania szkody stwierdzając, że "nie można utrzymywać, że powód godził się na możliwość powstania szkody w jego majątku, gdyż samo postawienie torby nie prowadzi do jej upadku do rzeki i utraty zawartości, a nic nie świadczy o tym, żeby powód takie następstwa w ogóle przewidywał i aprobował".


Niestety, nawet jeśli działamy bez złego zamiaru, przypadkowo wyrządzimy komuś szkodę i bardzo tego żałujemy, jesteśmy zobowiązani do jej naprawienia. Względy moralne, okoliczności sprawy, czy znajomość z poszkodowanym mają w takich przypadkach raczej drugorzędne znaczenie, zwłaszcza jeśli utracimy coś dla nas bardzo cennego. Taka sytuacja może przytrafić się każdemu z nas, zwłaszcza że otaczamy się drogimi przedmiotami, które łatwo uszkodzić. W omawianej sprawie, na szczęście sprawcy szkody, miał on ubezpieczenie OC, wobec czego konsekwencje materialne zostały przerzucone na ubezpieczyciela. Gdyby jednak ubezpieczenia nie posiadał, to fotograf mógłby dochodzić odszkodowania bezpośrednio od sprawy.

Omawiany wyrok został wydany przez Sąd Okręgowy w Lublinie w dniu 28 stycznia 2015 r. w sprawie o sygnaturze akt II Ca 900/14.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również: