27 maja 2015

Komornik sądowy zajmie wszystko, co w rodzinie

Od niedawna popularnym i głośnym w mediach tematem jest egzekucja ruchomości przez komorników sądowych. Skrzywdzeni przez komorników dłużnicy oraz ich rodzina lub najbliżsi, poszukując sprawiedliwości zwracają się do gazet, telewizji, które czując misję niesienia prawdy i ochrony słabszych stają w ich obronie. Najczęściej schemat historii jest podobny. Mamy dłużnika przeciwko któremu prowadzona jest egzekucja sądowa. Komornik udaje się na czynności terenowe do miejsca zamieszkania dłużnika i nie zastając go na miejscu (albo nawet w jego obecności!), bezczelnie zajmuje wszystko, co wpadnie mu w łapska, np. samochód żony, konsolę do gier syna, lokówkę córki, akwarium z rybkami teściowej... i tak dalej. Czy działa bezprawnie?

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u.  
 
Komornik może zabrać wszystko, co jest w rodzinie dłużnika

Pozostawiam kwestię obiektywności, rzetelności i znajomości prawa przez media na boku, aby przejść od razu do meritum, czyli odpowiedzi na pytanie, co może zająć komornik w sytuacji, której dłużnikiem jest członek rodziny zamieszkujący razem z nią pod jednym dachem. Egzekucja jest prowadzona przeciwko jednej osobie, zgodnie zresztą z tytułem wykonawczym. Dlaczego więc komornik sięga po rzeczy, które nie należą do dłużnika?


Odpowiedzią jest art. 845 §  2 Kodeksu postępowania cywilnego, który w zdaniu pierwszym stanowi:
Zająć można ruchomości dłużnika będące bądź w jego władaniu, bądź we władaniu samego wierzyciela, który do nich skierował egzekucję.
Komornik może zająć wszelkie ruchomości, które są we władaniu dłużnika. Zatem, dłużnik nie musi być ich właścicielem, wystarczy że tymi rzeczami włada. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 15 lutego 1991 r. (sygn. sprawy IV CR 550/90) władanie oznacza faktyczną dyspozycję przedmiotem władanym bez względu na stosunek prawny władającego do tego przedmiotu, a komornik przystępując do zajęcia nie jest zobowiązany, ani nawet uprawniony, do badania w jakim stosunku prawnym dłużnik pozostaje do ruchomości, a więc czy jest jej właścicielem, użytkownikiem, czy też posiada rzecz w imieniu osoby trzeciej. Takie rozumienie władania jest powszechnie przyjęte w doktrynie i orzecznictwie. Chociaż wyrok pochodzi sprzed prawie 25 lat, to pozostaje wciąż aktualny i jest przywoływany przez sądy (chociażby wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 19 marca 2014 r. w sprawie o sygn. VI ACa 1178/13)  oraz teoretyków prawa (np. Ereciński Tadeusz, Kodeks postępowania cywilnego. Komentarz. Część trzecia. Postępowanie egzekucyjne, wyd. III z 2009 r.).


Regułą jest, że jeżeli rzecz znajduje się w mieszkaniu dłużnika lub w innym zajmowanym przez niego miejscu (piwnicy, komórce, magazynie, podwórzu przydomowym itp.), to znajduje się w jego dyspozycji, stąd stwierdzenie takiego miejsca położenia rzeczy wystarczy do uznania dłużnika jako władającego w drodze domniemania faktycznego.


Tak samo jest w sytuacji gdy mieszkanie lub miejsce dłużnik zajmuje wspólnie z innymi osobami. Wspólne bowiem korzystanie z pomieszczeń łączy się, najczęściej ze wspólną dyspozycją znajdującymi się tam przedmiotami, a jeżeli w konkretnym wypadku jest inaczej, tj. jeżeli rzeczą włada wyłącznie osoba nie będąca dłużnikiem, organ egzekucyjny - nie prowadząc postępowania dowodowego - może to stwierdzić tylko w wypadkach szczególnych i oczywistych. Będzie tak m.in. wtedy, gdy dana rzecz ze swej istoty służyć może tylko osobie trzeciej w związku z wykonywanym zawodem, czy upodobaniami (np. sprzęt sportowy, instrumenty muzyczne itp.) lub wtedy, gdy wspólne z dłużnikiem zamieszkiwanie zaistniało w okolicznościach, które w sposób nie budzący wątpliwości wyłączają prawdopodobieństwo, by współwładał on przedmiotami znajdującymi się we wspólnym pomieszczeniu lub niektórymi z nich.


Powyższe wywody doprowadziły Sąd Najwyższy do konkluzji, która stanowi, iż "komornik może przyjąć, że jeżeli rzecz ruchoma znajduje się w mieszkaniu lub innym miejscu zajmowanym przez dłużnika wspólnie z osobami trzecimi, zwłaszcza z członkami rodziny, to - gdy nic innego nie wynika z charakteru rzeczy lub niewątpliwych szczególnych okoliczności - jest ona co najmniej we współwładaniu dłużnika, co już upoważnia komornika do jej zajęcia (art. 845 § 2 k.p.c.)".


Zatem, tłumaczenia względem komornika, że samochód, pieniądze, telewizor czy pralka nie są własnością dłużnika są bezcelowe, ponieważ gdy z okoliczności nie wynika nic innego jak to, że dłużnik włada danym przedmiotem, to komornik jest uprawniony do jego zajęcia, a następnie zlicytowania. Zgoda osoby trzeciej na zajęcie nie ma tutaj w ogóle znaczenia. 


Natomiast, w sytuacji której komornik zajął ruchomości dłużnika będące we władaniu osoby trzeciej i to pomimo braku jej zgody oraz mimo braku przyznania, że stanowią one własność dłużnika, to wtedy osoba trzecia może na dokonane zajęcie złożyć do sądu skargę na czynność komornika, wykazując, że zajęcie zostało dokonane z naruszeniem przepisów prawa procesowego, a mianowicie mimo sprzeciwu osoby trzeciej. Wówczas, jeżeli udowodni swoją rację, sąd nakaże zwolnienie spod zajęcia sporny przedmiot.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

16 maja 2015

Kradzież treści marketingowych w e-commerce

E-commerce (czyli handel elektroniczny) rozwija się bardzo prężnie, z roku na rok notując co raz większą wartość - już co drugi Polak robi zakupy w Internecie, a rynek wyceniany jest na ok. 30 mld złotych. Chociaż wielu wydaje się, że to łatwa praca, bo wszystko "sprzedaje się samo", to tak nie jest. Sprzedaż w Internecie wymaga co najmniej takiego samego zaangażowania jak sprzedaż w sklepie stacjonarnym. Niestety, wielu zaczynających, a nawet już długo obecnych na rynku e-sprzedawców postanawia obrać drogę na skróty i ułatwić sobie pracę.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u.  
 
Kradzież materiałów w branży e-commerce nie jest rzadkością.

Wiadomo, że najważniejszą kwestią jest przedstawienie swojego produktu, tak aby znalazł jak najwięcej odbiorców. Wiele wysiłku sprzedawcy wkładają w zaprezentowanie swojego produktu, przedstawienie go w sposób atrakcyjny klientowi. W tym celu tworzą wyrafinowane opisy zachwalające zalety, prezentują znakomite fotografie, a nawet filmy. Przygotowanie dobrze skrojonej oferty to kosztowny i czasochłonny wysiłek. Co zatem zrobić, gdy inny sprzedawca bezczelnie ukradnie przygotowane treści ze strony internetowej, sklepu internetowego, czy chociażby aukcji Allegro? Jak bronić się przed takimi praktykami? Jak im przeciwdziałać? Jest parę możliwych opcji do wyboru. W tym artykule przedstawię niektóre z nich.


1. Zarzut czynu nieuczciwej konkurencji.
Omawiamy sytuację, w której sprzedawca - podmiot prowadzący działalność gospodarczą (forma prawna jest bez znaczenia, może to być zarówno osoba fizyczna-przedsiębiorca, jak i spółka akcyjna) wykorzystał bez zgody drugiego sprzedawcy jego materiały reklamowe. Zgodnie z art. 3 ust. 1 Ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji:
Czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta.
W ustawie wymienione są poszczególne delikty, jakich może dopuścić się przedsiębiorca, ale zacytowany przepis stanowi klauzulę generalną, to znaczy, że każdy inny czyn, który nie został wprost opisany w ustawie, a spełnia powyższe przesłanki jest czynem nieuczciwej konkurencji. Abyśmy mogli mówić o czynie nieuczciwej konkurencji, muszą wystąpić jednocześnie następujące okoliczności:
  • oceniane zachowanie musi zostać dokonane w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą,
  • zachowanie musi być sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami,
  • zachowanie musi zagrażać lub naruszać interes innego przedsiębiorcy lub klienta.
Ustawa celowo w sposób mało precyzyjny sformułowała powyższy przepis używając takich słów jak "zagraża", czy "interes" po to, żeby przepis był elastyczny i mógł być stosowany w sytuacjach prawem nieprzewidzianych. Odnosząc te wywody do naszego przypadku, można śmiało stwierdzić, że kradzież i wykorzystanie opisów/zdjęć/filmów produktów stanowi czyn nieuczciwej konkurencji, ponieważ jest sprzeczne z dobrymi obyczajami i zagraża interesom przedsiębiorcy. Sprzeczność z dobrymi obyczajami wyczuwa się intuicyjnie - w końcu jest to wykorzystanie nieswojej pracy, przywłaszczenie i wykorzystanie cudzego trudu w celu osiągnięcia korzyści materialnej. Taki czyn w sposób oczywisty zagraża, a nawet może naruszyć interes innego sprzedawcy, ponieważ sprzedawca-złodziej nie ponosi kosztów przygotowania reklamy, zatem może zaproponować niższą cenę; przyczynia się do zwiększenia konkurencji oferując te same produkty opisane w ten sam sposób, a jeśli produkty były opisane w sposób oryginalny, to zabiera im cechę oryginalności i niepowtarzalności 


Chociaż zdania prawników są podzielone, to przyjmuje się taki pogląd, że zachowanie rodzące czyn nieuczciwej konkurencji może być zawinione, jak i niezawinione. To oznacza, że sprzedawca, który nieświadomie posługuje się nieswoimi materiałami może odpowiadać tak samo jak ten, który robi to umyślnie i z premedytacją.


Roszczenia pokrzywdzonego sprzedawcy. 
Ustawa przewiduje następujące żądania, które pokrzywdzony sprzedawca może skierować do tego, który dopuścił się nieuczciwej konkurencji:
  • zaniechania niedozwolonych działań;
  • usunięcia skutków niedozwolonych działań;
  • złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie;
  • naprawienia wyrządzonej szkody, na zasadach ogólnych;
  • wydania bezpodstawnie uzyskanych korzyści, na zasadach ogólnych;
  • zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny związany ze wspieraniem kultury polskiej lub ochroną dziedzictwa narodowego - jeżeli czyn nieuczciwej konkurencji był zawiniony;
  • zniszczenie lub zaliczenie na poczet odszkodowania produktów, opakowań, materiałów promocyjnych itp.
Pokrzywdzony przedsiębiorca jest na faworyzowanej pozycji, ponieważ w procesie sądowym, prawdziwość oznaczeń lub informacji umieszczanych na towarach albo ich opakowaniach lub wypowiedzi zawartych w reklamie musi udowodnić osoba, której zarzuca się popełnienie czynu nieuczciwej konkurencji. To ona musi podjąć aktywne działania, aby uwolnić się od stawianych zarzutów.


Roszczenia z tytułu czynów nieuczciwej konkurencji ulegają przedawnieniu z upływem lat trzech. Bieg przedawnienia rozpoczyna się oddzielnie co do każdego naruszenia.

Prawo szeroko chroni internetowych sprzedawców.

2. Naruszenie prawa autorskiego.
Przy spełnieniu przez nasze materiały reklamowe pewnych cech, mogą mieć zastosowanie przepisy Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Zgodnie z art. 1 ust. 1 tejże ustawy:
Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).
Nie zagłębiając się zbytnio w szczegóły, opiszę na czym polega naruszenie prawa autorskiego przy kradzieży treści reklamowych. Otóż, jeśli opis/zdjęcie/film/inny materiał przedstawiający sprzedawany przedmiot/usługę:
  • został wytworzony przez człowieka,
  • stanowi przejaw działalności twórczej,
  • ma indywidualny charakter, 
to można uznać go za utwór w rozumieniu prawa autorskiego i przyznać mu ochronę prawną. Zatem, jeśli np. zdjęcie przedstawiające produkt zostało wykonane w sposób autorski, przy wykorzystaniu choć odrobinę inwencji twórczej albo w odpowiedni sposób zmodyfikowane, to jest traktowane jako utwór autorski. To samo dotyczy np. opisu przedmiotu sprzedaży - jeśli jest wyszukany, unikatowy, wyróżniający się, to będzie chroniony. Jednakże, jeśli zrobiliśmy zwykłe zdjęcie lub podaliśmy podstawowe cechy towaru, to nikt nie uzna tego za utwór i skopiowanie takich treści oraz ich wykorzystanie będzie bezkarne.


Co raz więcej sprzedawców stara się tworzyć własne treści reklamowe zatrudniając fotografów, modelki, copywriterów, czy tworzy filmiki prezentujące ich towary. Tak więc, prawo autorskie w e-commerce zaczyna odgrywać znaczącą rolę i wszystko zmierza ku temu, że będzie co raz częściej chroniło przed nieuprawnionym użyciem naszych treści. Jakie roszczenia przyznaje prawo autorskie okradzionemu sprzedawcy? Skupię się na majątkowych prawach autorskich, zatem zgodnie z art. 17 ustawy:
Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu.
Sprzedawca-twórca jest jedynym upoważnionym do używania swoich treści. Jeśli sprzedawca zlecił osobie trzeciej wykonanie materiałów, to powinien zawrzeć z nią umowę o przeniesienie majątkowych praw autorskich, inaczej może mieć kłopoty z wykorzystywaniem tych treści.


W przypadku, gdy dojdzie do naruszenia majątkowych praw autorskich, sprzedawca może żądać od naruszyciela:
  • zaniechania naruszania;
  • usunięcia skutków naruszenia;
  • naprawienia wyrządzonej szkody na zasadach ogólnych albo poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione - trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu;
  • wydania uzyskanych korzyści;
  • jednokrotnego albo wielokrotnego ogłoszenia w prasie oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie lub podania do publicznej wiadomości części albo całości orzeczenia sądu wydanego w rozpatrywanej sprawie, w sposób i w zakresie określonym przez sąd;
  • zapłaty przez osobę, która naruszyła autorskie prawa majątkowe, odpowiedniej sumy pieniężnej, nie niższej niż dwukrotna wysokość uprawdopodobnionych korzyści odniesionych przez sprawcę z dokonanego naruszenia, na rzecz Funduszu Promocji Twórczości, gdy naruszenie jest zawinione i zostało dokonane w ramach działalności gospodarczej wykonywanej w cudzym albo we własnym imieniu, choćby na cudzy rachunek;
  • sąd może również orzec o wycofaniu z obrotu bezprawnie wytworzonych przedmiotów oraz środków i materiałów użytych do ich wytworzenia, przyznaniu ich uprawnionemu na poczet należnego odszkodowania lub ich zniszczeniu
Jak widać, ustawa daje dość spory wachlarz możliwości.Warto wspomnieć, że przewiduje również przepisy karne za naruszenie praw autorskich, ale moim zdaniem bardziej interesujące i korzystniejsze jest pociągnięcie do odpowiedzialności cywilnej.


Podsumowanie.
W sytuacji, której dowiesz się, że zostałeś okradziony z Twoich materiałów reklamowych - nieważne w jakiej byłyby postaci - musisz szybko i sprawnie zareagować. Skontaktuj się telefonicznie z naruszycielem i poinformuj go o tym, że naruszył Twoje prawa, co może przynieść mu przykre konsekwencje, w tym majątkowe. Dla pewności i dla ewentualnego późniejszego dochodzenia roszczeń, wyślij mu pisemne wezwanie do zaprzestania naruszania Twoich praw, najlepiej za potwierdzeniem odbioru - będziesz miał silny dowód na wypadek postępowania sądowego lub polubownego. Możesz już na tym etapie sformułować swoje roszczenia majątkowe. Jeśli takie działania nie przyniosą oczekiwanych skutków, czyli naruszyciel dalej będzie posługiwał się Twoimi materiałami, to nie pozostaje Ci nic innego, jak wystąpić przeciwko niemu na drogę sądową. 


Pozaprawne sposoby zabezpieczenia materiałów reklamowych.
Rozmawiając ze sprzedawcami, dowiedziałem się, że działają oni prewencyjne przeciwko kradzieży swoich materiałów, np. poprzez umieszczanie znaków wodnych na zdjęciach produktów. Znak wodny przedstawia ich logo, nazwę sklepu albo adres strony www. Jednakże, niektórzy twierdzili, że nawet takie zabezpieczenie nie jest skuteczne, ponieważ znak wodny można zdjąć, a co bardziej zuchwali złodzieje używali zdjęć ze znakami... Inni, gdy dowiedzieli się o kradzieży ich zdjęć z serwera, dokonywali podmiany zdjęć na serwerze na, powiedzmy... mniej reprezentatywne :-).

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

6 maja 2015

Droit de suite - co to jest?


Droit de suite [wym.: drua de suit], chociaż jest to instytucja prawna znana w Polsce, to na próżno szukać jej legalnej definicji w Ustawie z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W takim razie, jak ją rozumieć, stosować i co to w ogóle jest? Jak wskazuje Dorota Sokołowska w "Prawo twórcy do wynagrodzenia w prawie autorskim", jest to, cytuję "uprawnienie do udziału w dochodach osoby sprzedającej oryginalny egzemplarz utworu, ustanowione na rzecz twórcy i jego spadkobierców".

Dla uściślenia powyższej doktrynalnej definicji warto jeszcze, zanim przejdziemy do konkretów, przywołać jak droit de suit rozumiane jest w prawie unijnym, tj. w Dyrektywie 2001/84/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 27 września 2001 r. w sprawie prawa autora do wynagrodzenia z tytułu odsprzedaży oryginalnego egzemplarza dzieła sztuki. Artykuł 1 ust. 1 Dyrektywy stanowi:
Państwa Członkowskie ustanawiają prawo autora do wynagrodzenia z tytułu odsprzedaży oryginalnego dzieła sztuki, określone jako prawo niezbywalne, którego nie można się zrzec, nawet z góry, do otrzymania honorarium autorskiego opartego na cenie sprzedaży uzyskanej z każdej odsprzedaży dzieła, następującej po pierwszym rozporządzeniu dziełem przez autora.

Podsumowując, droit de suite, to nic innego jak uprawnienie twórcy (lub jego spadkobierców), do partycypowania w zyskach, jakie odnosi właściciel egzemplarza dzieła przy jego odsprzedaży. Dla przykładu - początkujący artysta malarz sprzedaje swoje pierwsze obrazy za bardzo małe pieniądze, ale w niedługim czasie jego kariera nabiera szybkiego tempa i następne prace sprzedaje wielokrotnie drożej, przy czym największą wartość artystyczną (i rynkową) mają właśnie pierwsze prace. Prawo uznaje, że artyście należy się udział w cenie obrazów sprzedawanych za znaczne sumy, ponieważ te obrazy zawierają w sobie jakby cząstkę jego talentu, są wytworem jego geniuszu. Czyli, artysta tak jakby podąża za swoim obrazem i ciągle łączy go z nim więź, która przynosi mu zyski.


Jest bardzo ważny warunek, który musi zostać spełniony, abyśmy mogli mówić o droit de suit. Mianowicie, dalsza odsprzedaż obrazu musi mieć charakter zawodowy. Odsprzedażą zawodową są wszystkie czynności o charakterze odsprzedaży dokonywane, w ramach prowadzonej działalności, przez sprzedawców, kupujących, pośredników oraz inne podmioty zawodowo zajmujące się handlem dziełami sztuki lub rękopisami utworów literackich i muzycznych. Zatem, jeśli obraz sprzeda ciotka-emerytka obdarowana przez swojego siostrzeńca artystę, to ten nie będzie mógł dopominać się o swoją część zapłaty.


Co więcej, droit de suite dotyczy wyłącznie odsprzedaży oryginalnego egzemplarza danego dzieła, to znaczy:
  1. egzemplarza wykonanego osobiście przez twórcę albo
  2. kopii uznanych za oryginalne egzemplarze utworu, jeżeli zostały wykonane osobiście, w ograniczonej ilości, przez twórcę lub pod jego nadzorem, ponumerowane, podpisane lub w inny sposób przez niego oznaczone.
Przejdźmy do tego co najważniejsze, czyli wynagrodzenia, jakie przysługuje autorowi lub jego spadkobiercom. W przypadku egzemplarzy utworu plastycznego lub fotograficznego, ww. przysługuje prawo do wynagrodzenia stanowiącego sumę poniższych stawek:
1) 5 % części ceny sprzedaży, jeżeli ta część jest zawarta w przedziale do równowartości 50.000 euro, oraz
2) 3 % części ceny sprzedaży, jeżeli ta część jest zawarta w przedziale od równowartości 50.000,01 euro do równowartości 200.000 euro, oraz
3) 1 % części ceny sprzedaży, jeżeli ta część jest zawarta w przedziale od równowartości 200.000,01 euro do równowartości 350.000 euro, oraz
4) 0,5 % części ceny sprzedaży, jeżeli ta część jest zawarta w przedziale od równowartości 350.000,01 euro do równowartości 500.000 euro, oraz
5) 0,25 % części ceny sprzedaży, jeżeli ta część jest zawarta w przedziale przekraczającym równowartość 500.000 euro.
 
Niestety, prawo przewiduje ograniczenia, a mianowicie wynagrodzenie nie może być wyższe niż równowartość 12.500 euro, a utwór nie może być sprzedany za cenę niższą niż równowartość 100 euro.


Przy odsprzedaży rękopisów utworów literackich i muzycznych twórcy i jego spadkobiercom przysługuje prawo do wynagrodzenia w wysokości 5 % ceny.


Obowiązanym do zapłaty wynagrodzenia z tytułu droit de suite jest sprzedawca dzieła, a żeby nie mógł oszukać artysty, to ten może żądać od niego udzielenia informacji oraz udostępnienia dokumentów niezbędnych do określenia należnego wynagrodzenia z tytułu odsprzedaży swojego dzieła.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

23 kwietnia 2015

5 (groźnych?) rzeczy, które Facebook może względem Ciebie

Liczba użytkowników Facebook'a już dawno przekroczyła 1 MILIARD... to oznacza, że Facebook stworzył populację, która liczbą dorównuje populacji całego kontynentu Afryki. Miesięcznie użytkownicy dzielą się około miliardem zdjęć i 10 milionami filmików. Każdy z użytkowników, rejestrując się w tym serwisie zawarł swoistą umowę, która go wiążę i oddziałuje na jego prywatność. Nie będę rozpisywał się o wadach i zaletach Facebook'a, sam z niego korzystam i nie potrafiłbym raczej z tego zrezygnować. Świadomie poddaję się warunkom, na jakich serwis pozwala z niego korzystać i przyjmuję to z całym dobrodziejstwem, ale i zagrożeniami (?). Jestem pewien, że 99% z Was nie przeczytała regulaminu przed założeniem konta, ani nigdy później. Przyznaję, że ja też... zrobiłem to dopiero niedawno i chciałbym się z Wami podzielić kilkoma rzeczami, o których powinniście wiedzieć. 

Nie chcę Was straszyć ani zniechęcać, jedynie uświadomić w pewnych kwestiach.

Facebook daje dużo możliwości, ale w zanian dużo od nas wymaga

  • 1. Bezpowrotne udostępnianie swoich treści.
"...użytkownik przyznaje nam niewyłączną, zbywalną, obejmującą prawo do udzielania sublicencji, bezpłatną, światową licencję zezwalającą na wykorzystanie wszelkich treści objętych prawem własności intelektualnej publikowanych przez niego w ramach serwisu Facebook lub w związku z nim...
Powyższe postanowienie oznacza, że każdy przejaw Twojej twórczości, którym publicznie podzielisz się na Facebook'u przestaje być Twój i pozwalasz Facebook'owi na korzystanie z niego wręcz w sposób nieograniczony. Od chwili wrzucenia zdjęcia na ścianę, czy swojego nagrania, tracisz kontrolę nad utworem, co więcej nie masz żadnych roszczeń majątkowych. Zatem, jeśli jesteś fotografem lub muzykiem, zastanów się nad podzieleniem się swoją pracą na Facebook'u, ponieważ rozporządzasz nią bezpowrotnie.

Właśnie... bezpowrotnie. 
"Licencja IP (tj. Intellectual property - własność intelektualna) wygasa wraz z usunięciem przez użytkownika treści objętych prawami własności intelektualnej lub konta, o ile treści te nie zostały udostępnione innym osobom, które ich nie usunęły"
Zatem, jeśli usuniesz konto, ale ktoś wcześniej np. udostępnił Twój post albo go skopiował i wkleił na swojej ścianie, to i tak udzieliłeś licencji Facebookowi. A nawet, gdy utwór nie został przekazany dalej, to i tak pozostaje w archiwum Facebook'a, ponieważ:
"Usunięcie treści objętych prawem własności intelektualnej odbywa się w sposób podobny do opróżnienia kosza na komputerze. Użytkownik przyjmuje jednak do wiadomości, że kopia zapasowa usuniętych treści może być przechowywana przez uzasadniony okres czasu (ale nie będzie dostępna dla innych)

  • 2. Gromadzenie Twoich informacji.
Jeśli wydaje Ci się, że godziny spędzone na przewijaniu ściany, klikaniu lajków, graniu czy zabawie w aplikacjach są bezproduktywne, to wiedz, że nie dla Facebook'a. Serwis zbiera WSZYSTKIE Twoje zachowania - kliknięcia, polubienia, czas spędzony na stronach, wpisywane dane, przeglądane profile, odwiedzone linki, pobrane aplikacje, wymieniane wiadomości, aktywność na grupach i fanpage'ach... wszystko co zrobiłeś na stronie oraz poza serwisem przy użyciu Facebook'owych guzików. Oczywiście, służy to do celów marketingowych, Facebook handluje zbieranymi informacjami, tak aby reklamodawcy mogli trafić z jak najlepiej dobraną ofertą do Ciebie. Zauważyłeś, że Facebook proponuje Ci polubienie stron, wiadomości i reklamy, które mają związek z Twoimi zainteresowaniami?

Co więcej, Facebook zbiera o Tobie informacje również pośrednio, np. gdy ktoś udostępnia Twoje treści, oznacza Cię na zdjęciach/w postach, a nawet gdy wysyła do Ciebie wiadomości.

Jeśli dokonujesz płatności za pośrednictwem FB, to dajesz mu "dane o płatnościach, np. numery i inne dane kart kredytowych lub debetowych, dane kont i informacje przesyłane przy uwierzytelnianiu transakcji; informacje rozliczeniowe, dane odbiorców przesyłek i dane kontaktowe".

Portal zbiera nawet informacje o tym, z jakich urządzeń korzystasz, łącznie z programem operacyjnym, danymi technicznymi komputera czy innego sprzętu, a nawet potrafi odczytać dane o stanie baterii, sile sygnału, o tym jak się łączysz z Internetem.

Facebook nie ukrywa tego, co o nas zbiera, ale prawie nikt się tym nie interesuje... Wszystko jest napisane tutaj https://www.facebook.com/about/privacy/
 
  • 3. Sprzedaż Twoich informacji reklamodawcom.
Wspomniałem o tym wyżej, regulamin w tej kwestii mówi tak:
"Użytkownik zezwala nam na używanie swojego imienia i nazwiska, zdjęcia profilowego, treści i informacji w połączeniu z udostępnianymi lub ulepszanymi przez nas treściami komercyjnymi, sponsorowanymi lub podobnymi (takimi jak marki, które użytkownik lubi)"
Wskazuje nawet przykład wykorzystania naszych danych:
"Przykładowo oznacza to, że użytkownik zezwala firmie lub innemu podmiotowi na płacenie nam za wyświetlanie jego imienia i nazwiska i/lub zdjęcia profilowego wraz z treściami i informacjami bez wypłaty wynagrodzenia użytkownikowi"

Wobec tego, może się okazać, że właśnie w tym momencie swoją twarzą reklamujesz proszek do prania na drugim końcu świata.
 
Facebook dyktuje warunki

  • 4. Z góry ustalona właściwość miejscowa sądu.
"Użytkownik jest zobowiązany do rozwiązywania wszelkich roszczeń, podstaw powództwa lub sporów (roszczenia) w stosunku do nas dotyczących niniejszego Oświadczenia lub serwisu Facebook wyłącznie w sądzie okręgowym Północnego Dystryktu Kalifornii lub w sądzie stanowym hrabstwa San Mateo. Użytkownik zgadza się podlegać jurysdykcji tych sądów w zakresie rozstrzygania wszelkich sporów tego typu. Zapisy niniejszego Oświadczenia oraz wszelkie spory pomiędzy serwisem a użytkownikiem podlegają przepisom prawa stanu Kalifornia, bez względu na przepisy prawa kolizyjnego"
W sumie to powyższe postanowienie regulaminu jest oczywiste, przecież Mark Zuckerberg nie będzie latał po cały świecie, gdy któremuś z użytkowników odwidzi się respektowanie przepisów regulaminu lub zażąda wynagrodzenia za udział w reklamie swojej osoby.

  • 5. Facebook nie ponosi odpowiedzialności za umieszczane przez nas treści.
Na sam koniec, po tym jak Facebook zlustrował nasze potrzeby, pragnienia, przejął naszą twórczość i następnie wszystko to zmonetyzował, umywa rączki od jakiejkolwiek odpowiedzialności prawnej za to, co dzieje się na jego stronach.
"W przypadku zgłoszenia przez kogokolwiek roszczeń wobec nas w związku z działaniami, treściami lub informacjami opublikowanymi na Facebooku przez użytkownika, użytkownik zwalnia nas z wszelkiej odpowiedzialności oraz zobowiązuje się zabezpieczyć nas przed stratami wynikającymi z odszkodowań, strat i wydatków jakiegokolwiek rodzaju (w tym uzasadnionych opłat i kosztów prawnych) dotyczących takiego roszczenia"
Jest to oczywiste, nie da się zapanować nad milionami użytkowników produkującymi dziennie gigabajty informacji. Zatem pamiętaj, że każdy z nas ponosi odpowiedzialność za to co umieszcza na ścianie i jeśli kogoś obrazisz, a ta osoba będzie chciała dochodzić sprawiedliwości, to przyjdzie do Ciebie, a nie do Facebook'a. 


Nie chciałem Cię nastraszyć, czy namówić do bojkotu Facebook'a. Sam jestem zwolennikiem tego serwisu, korzystam z niego codziennie i uważam, że daje bardzo dużo korzyści. Co więcej, z zainteresowaniem śledzę dążenie do realizacji marzeń i planów przez Marka Zuckerberga. Ten człowiek chce dać Internet wszystkim ludziom na świecie. Pewnie, że nie robi tego bezinteresownie, bo dzięki temu będzie mógł dotrzeć z zindywidualizowaną reklamą do każdego odbiorcy na Ziemi. Pamiętaj, że to w jaki sposób korzystamy z Internetu i Facebook'a, zależy tylko od nas... a właściwie od tego co lajkujemy.

Jedni dają bardzo dużo siebie, a inni czerpią garściami od tych co dają. Najwspanialsze w Facebook'u jest to, że sam jesteś kreatorem informacji, które do Ciebie trafiają. Nie chcesz czytać czyichś zwierzeń - blokujesz jego posty. Interesujesz się tenisem, wegetarianizmem, wojną koreańską - lajkujesz odpowiednie strony i zapisujesz się do grup dyskusyjnych.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

19 kwietnia 2015

Jak sprzedać własny obraz, utwór, czy pierwsze dzieło sztuki - 5 prostych zasad

Jak sprzedać własny obraz, utwór, czy pierwsze dzieło sztuki - 5 prostych zasad


Jesteś artystą, początkującym artystą, który pędzle i płótno kupuje za pieniądze otrzymane od rodziców lub wypracowane nocami za barem w klubie. Swoje prace próbujesz zaprezentować światu, starasz się, żeby ktoś Cię zauważył i docenił Twój trud, ale przede wszystkim wielki talent, który w sobie tak pielęgnujesz i rozwijasz. I oto pojawia się Twój pierwszy kupiec. Zapewne w przypływie euforii i samozadowolenia umknie Ci kilka istotnych kwestii związanych z prawniczymi aspektami sprzedaży swojej twórczości, dlatego warto abyś zawczasu poznał kilka cennych wskazówek, które w przyszłości pomogą Ci uniknąć gorzkiego zawodu. 

Przeczytaj również Podatki dla artystów - wprowadzenie

Niestety, twórcy na początku swojej kariery stoją w gorszej pozycji w stosunku do kupujących, doświadczonych znawców sztuki i branży, przez co idą na znaczne ustępstwa lub też zwyczajnie nie znają prawa, które mogłoby ich chronić... chociaż przypadek A. Sapkowskiego pokazuje, że doświadczeni twórcy również mają kłopoty w tym temacie. 

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u. 
Jak sprzedać swoje obrazy
Sprzedaż własnych dzieł sztuki to wielkie przeżycie, które warto zabezpieczyć prawnie.

Sprzedaż egzemplarza a sprzedaż praw

Przede wszystkim należy odróżnić sprzedaż egzemplarza dzieła sztuki od sprzedaży praw autorskich do utworu. W przypadku sprzedaży egzemplarza, po prostu przenosisz własność fizycznej postaci wytworu swojego talentu. Na przykładzie obrazu, sprzedajesz obraz jako obraz i nabywca może zrobić z nim co chce - powiesić w domu, schować w garażu, odsprzedać dalej, ale nie może wykorzystywać obrazu do np. reprodukcji, sprzedaży plakatów/pocztówek, wykorzystywać do reklamy itp. Sprzedaż egzemplarza dzieła nie wywołuje znaczących skutków prawnych, jest zwykłą umową sprzedaży - Ty masz obowiązek wydać swoje dzieło, a kupujący zapłacić cenę. Tak jakbyś sprzedawał płytę winylową ze swojej kolekcji. Jeżeli natomiast okaże się, że kupujący nadużywa Twoich majątkowych praw autorskich, np. kopiując i sprzedając reprodukcje, możesz wystosować przeciwko niemu stosowne roszczenia i dochodzić ochrony swoich praw oraz należności.

Natomiast, jeśli dokonujesz przeniesienia autorskich praw majątkowych, to mówiąc obrazowo, pozwalasz na wykorzystywanie Twojej pracy przez nabywcę, najczęściej do jego celów zarobkowych. W przypadku np. utworu muzycznego, taki utwór będzie mógł zostać wykorzystany w reklamie, a w przypadku wiersza, będzie mógł zostać opublikowany przez osobę trzecią, ale pod Twoim nazwiskiem. Sprzedaż praw majątkowych może mieć charakter całkowity - pozbywasz się całości swoich praw i od tej pory o wykorzystaniu dzieła decyduje nabywca i to on będzie pobierał z tego tytułu pożytki - albo może mieć formę licencji.

Licencja jest najczęściej spotykaną formą przeniesienia praw, ponieważ jest korzystna dla obu stron. Twórca nie pozbywa się definitywnie praw majątkowych, a w dodatku czerpie z zyski z licencji. A nabywca licencji może korzystać z dzieła w zakreślonym obszarze i również na tym zarabia. Licencja może mieć różne formy - wyłączna/niewyłączna (przysługuje tylko jednej osobie lub wielu), terminowa/bezterminowa, odpłatna/nieodpłatna, terytorialna/nieograniczona terytorialnie itd. 

Zasady sprzedaży sztuki

Ciężko jest przygotować kompleksowy poradnik, ponieważ właściwie każda transakcja ma swoje specyficzne warunki. Istnieją pewne ogólnikowe kwestie, na które zawsze należy zwracać uwagę, dlatego postaram się je opisać w kilku prostych zdaniach. Nie będę silił się na prawnicze wywody, a jedynie w przystępny sposób opiszę, na co zwracać uwagę.
  1. Umowa przenosząca majątkowe prawa autorskie musi zostać zawarta w formie pisemnej
    Jest to zasada ustawowa, której niedopełnienie wywoła bardzo negatywne skutki. Jeśli umowa zostanie zawarta ustnie albo mailowo, to będzie NIEWAŻNA. To oznacza, że umowa nie wywoła żadnych skutków, a osoby, które zawarły umowę będą musiały zwrócić wzajemne świadczenia. Najgorsza sytuacja będzie, kiedy fakt nieważności wyjdzie na jaw na długo po "zawarciu" umowy. Wówczas skutki mogą być naprawdę daleko idące. 
  2. Precyzyjnie określ cenę sprzedawanego dzieła.
    Kwestia, która powinna Cię najbardziej interesować. Co prawda, jeśli umowa nie zawiera ceny, to nie oznacza z automatu, że obraz podarowałeś bezpłatnie, ponieważ prawo przyjmuje domniemanie wynagrodzenie za przeniesienie praw. Jednakże, zawsze warto określić ją jednoznacznie, np. kwotą i walutą, tak aby w razie braku zapłaty lub problemów z ustaleniem wynagrodzenia nie było żadnych wątpliwości.
    Przykład: sprzedajesz kupcowi z USA obraz i w umowie widnieje cena "1.000 dolarów, płatne do 1 grudnia 2019 r." Otrzymujesz od kupca w określonej dacie przekaz pieniężny, a tu 1.000 dolarów kanadyjskich! Okazało się, że kupiec mieszka w Kanadzie, a pracuje w USA... I co teraz?
  3. Precyzyjnie określ przedmiot sprzedaży.
    Czym innym jest sprzedaż majątkowych praw autorskich do obrazu, a czym innym sprzedaż egzemplarza tego obrazu - o czym wspominałem już powyżej. Rozdział między sferą prawną a materialną utworu autorskiego, to temat rzeka, dlatego tylko sygnalizuję, abyś dokładnie w umowie opisał, czy kupujący nabywa obraz, czy obraz wraz z wszystkimi prawami majątkowymi do niego, czy może jedynie licencję na korzystanie do wybranych celów. Sprzedaż egzemplarza może nie wymagać nawet umowy pisemnej - wymieniasz pieniądze za obraz. Istotną kwestią jest również, czy obraz już istnieje, czy dopiero ma zostać stworzony, gdyż jeśli tak, to umowa będzie umową o dzieło i powinno zostać jak najściślej określone dzieło, które ma powstać oraz możliwość ingerencji (lub zupełny jego brak) zamawiającego w proces twórczy dzieła. Umowa o dzieło może zawierać przeniesienie praw majątkowych.
  4. Unormuj przyszłość.
    Umowa, którą zawierasz nie wywoła skutków tylko „tu i teraz”, ale może regulować dużo kwestii związanych z obrazem oraz Twoimi uprawnieniami do niego na przyszłość. Chociażby kwestię żądania zapłaty wynagrodzenia na przyszłość, jeśli okaże się, że Twój obraz zyska na popularności i znaczeniu. Zwłaszcza w przypadku udzielania licencji wyłącznej, czyli jednemu tylko podmiotowi, warto przemyśleć kwestie przyszłości dzieła, bowiem powierzamy je w cudze ręce. Intencje drugiej strony nie zawsze muszą być dobre.
  5. Zachowaj trzeźwość umysłu i co najmniej dwa razy przeczytaj umowę.
    To jest chyba najważniejsza zasada, zwłaszcza jeśli nie Ty sporządziłeś umowę. Przeczytaj dokładnie wszystkie postanowienia umowy, nawet gdyby miała 10 stron i nie podpisuj jej, gdy masz jakieś wątpliwości lub czegoś nie rozumiesz. Poproś o wyjaśnienia drugą stronę, lub daj prawnikowi umowę do konsultacji. Konsekwencje prawne mogą być naprawdę trudne do przewidzenia, a niestety wątpię, abyś miał takich prawników, jak A. Sapkowski.

Nie możesz traktować powyższych porad jako kompleksowej porady prawnej w kwestii sporządzania czy zawierania umów związanych z prawami autorskimi. Chciałem Ci przedstawić - moim zdaniem - istotne kwestie, które musisz wziąć pod uwagę jeśli masz zamiar sprzedawać swoje prace. Przede wszystkim jednak chciałem Ci uzmysłowić, że musisz być świadomy swoich praw, ale i obowiązków, jeśli masz zamiar brać czynny udział w obrocie prawnym i gospodarczym związanym ze swoimi pracami. Sprzedawanie własnej sztuki to wielka satysfakcja, ale również odpowiedzialność.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem, e-mail: p.terpilowski@ptkrp.pl, tel.: 668 199 698. Kontakt do mnie.  
 

 
A jeżeli potrzebujesz wzoru umowy sprzedaży swojego dzieła sztuki, to możesz skorzystać z mojego wzoru, który został już zakupiony przez wielu artystów i sprawdzony w różnych transakcjach. Wzór kosztuje 100 zł, zawiera dwie strony A4, jest prosty w uzupełnieniu i może służyć wielu transakcjom i różnego rodzaju dziełom sztuki. Umowa nie dotyczy praw autorskich, polega tylko na sprzedaniu egzemplarza dzieła. Link do zakupu wzoru - LINK DO SKLEPU
 
Jeżeli czujesz się zagubiony w podatkowych i prawniczych meandrach działalności artystycznej, to skorzystaj z mojego szkolenia "Prawo i podatki dla artystów". To szkolenie da Ci wiedzę potrzebną do bezpiecznego udziału w obrocie na rynku sztuki. Szczegóły na temat szkolenia przeczytasz tutaj - Szkolenie "Prawo i podatki dla artystów" 

Szkolenie Prawo i podatki dla artystów



Dla utrwalenia najważniejszych zasad przedstawiam je raz jeszcze w obrazowej formie:

Jak sprzedać swoje dzieło sztuki


Przeczytaj również:

13 kwietnia 2015

Odpowiedzialność instruktora jazdy konnej

W poprzednim wpisie przybliżyłem zasady odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez psy lub inne hodowane zwierzęta, które działają z własnego popędu. Odpowiedzialność opiekuna takiego zwierzaka jest bardzo zaostrzona i oparta na domniemaniu jego winy. Tym razem, postaram się wyjaśnić, w jaki sposób prawo reguluje odpowiedzialność cywilną instruktora jazdy konnej, kiedy instruktor odpowiada za konia, a kiedy nie - w przypadku, gdy uczniowi stanie się krzywda podczas nauki jazdy. Posłużę się konkretną sytuacją, która wydarzyła się naprawdę i została rozstrzygnięta przez Sąd Najwyższy wyrokiem z dnia 7 kwietnia 2004 r. (sygnatura akt sprawy: IV CK 231/03). Było to tak:
W dniu 19 czerwca 2000 r. powódka wraz z koleżanką Katarzyną S. przyjechała do stadniny i otrzymała 4-letnią klacz, hodowaną w stadninie od źrebaka. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, żeby klacz ta kogoś poniosła. Jednak w tym dniu, w czasie jazdy odbywanej przez powódkę i Katarzynę S. z instruktorką, klacze obu dziewczynek poniosły, zaczęły się ścigać i wyprzedziły jadącą na przodzie instruktorkę.  (...) Powódka spadła z konia. Na skutek upadku kask, w którym jechała roztrzaskał się. Powódka doznała bardzo poważnych obrażeń ciała, w tym głowy.

Jeśli chcesz być z prawem na bieżąco, polub Sprawnie.com na Facebook'u.  
 
Instruktor jazdy konnej to piękne ale odpowiedzialne zajęcie

Przede wszystkim, należy wyjaśnić, że instruktor jazdy konnej nie będzie odpowiadał na podstawie art. 431 Kodeksu cywilnego, który przewiduje odpowiedzialność za zwierzęta, a który opisałem w poprzednim artykule. Przywołany przepis ma zastosowanie wyłącznie, gdy zwierzę działa z własnego popędu, czyli samo z siebie, własnym zachowaniem wyrządza szkodę. 


Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że w przypadku, gdy koń jest kierowany przez człowieka - przy jeździe konnej, powożeniu bryczką, pracach polowych itp. - to jest narzędziem w rękach człowieka. To oznacza, że zwierzę, w świetle prawa, nie działa już z własnego popędu, ponieważ jest ujarzmione przez człowieka. Co najważniejsze, bez znaczenia pozostają okoliczności takie jak wiek, doświadczenie i umiejętności jeźdźca. Skoro człowiek dosiada konia, to powinien liczyć się z tym, że to on może przejąć władzę. Art. 431 Kodeksu cywilnego w ogóle nie ma w tym przypadku zastosowania. 


Taka konstrukcja prawna i wykładnia przepisu zwalniają całkowicie z odpowiedzialności za działania konia jego właściciela/opiekuna czy instruktora nauki jazdy, pod pieczą którego uczy się niedoświadczony jeździec.


Kiedy zatem, prawo przewiduje odpowiedzialność cywilną instruktora jazdy konnej? Odpowiedź jest prosta  - wówczas, gdy z jego winy doszło do wypadku. Zastosowanie będzie miał art. 415 Kodeksu cywilnego:
Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.


Instruktor musi dopuścić się naruszenia zasad bezpiecznego prowadzenia nauki, a więc w pewien sposób doprowadzić do wypadku swoimi czynami lub zaniechaniami. Dopiero, gdy zostanie udowodniona mu wina, to może ponieść konsekwencje prawne swojego zachowania. W przytoczonej przeze mnie historii, instruktorka dopełniła wszelkich zasad bezpieczeństwa, m.in. zamieściła w stadninie regulamin jazdy konnej, wytłumaczyła swojej uczennicy zasady jazdy oraz jak się zachowywać w przypadku, gdy koń poniesie, dobrała odpowiedniego konia do jeźdźca, a przy nieszczęsnym zachowaniu konia wydawała dziewczynie jasne polecenia i zachowała pełen profesjonalizm. Niestety, wszystko to nie uchroniło przed wypadkiem.


Na sam koniec, krótka porada co robić, jeżeli poniesie Cię koń w siodle - musisz zachować zimną krew, wsiąść głębiej w siodle, obciążyć grzbiet konia i "piłować" zwierzę wodzami, by spowodować jego zatrzymanie.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:

8 kwietnia 2015

Ubezpieczenie OC psa? Przecież on nie gryzie...

Dzisiejszym artykułem chciałbym poruszyć do myślenia wszystkich właścicieli psiaków... chociaż może innych domowych zwierząt również? Wiadomo przecież, że posiadanie psa to nie tylko przyjemność i zabawa, ale i obowiązek. Oprócz tego, to również odpowiedzialność cywilna i karna, a nawet administracyjna. 
 
Odpowiedzialność cywilna za psa to nie błahostka
Czy warto ubezpieczyć psa od odpowiedzialności cywilnej? Czy takie ubezpieczenie może się przydać, czy jest tylko zbędnym wydatkiem? Od razu zaznaczę, że omawiane kwestie nie dotyczą wyłącznie psów uznanych za niebezpieczne, ponieważ szkodę może wyrządzić każdy pies, nawet mały i potulny.


Wyobraźmy sobie taką sytuację: wychodzimy na spacer z naszym pupilem, jak zawsze tą samą ścieżką wokół bloku i do parku. Piesek jest na smyczy i w kagańcu, a z naprzeciwka zbliża się staruszka - osiedlowa miłośniczka psów i kotów. Nasz pies od razu wyczuł w niej pozytywną aurę i ku naszemu zaskoczeniu ("przecież nigdy tak nie robił") naskoczył na babcię, która pod wpływem uderzenia upadła głową na krawężnik, doznała wstrząśnienia mózgu i złamania biodra. Może scenariusz jest trochę wydumany, ale jak najbardziej możliwy do spełnienia, ponieważ nie jesteśmy w stanie przewidzieć zachowania psa, nawet gdy wychowujemy go od małego i doskonale się z nim rozumiemy. Nie zapominajmy, że zwierzęta kierują się instynktem, a nie logiką czy rozumem (może poza wyjątkami).


Chociaż był to nieszczęśliwy wypadek, to poszkodowana staruszka będzie miała uzasadnione prawo dochodzenia odszkodowania oraz zadośćuczynienia, a nawet renty od właściciela psa. Odpowiedzialność cywilną za zwierzęta przewiduje art. 431 Kodeksu cywilnego, który stanowi:
§ 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy.
§ 2. Chociażby osoba, która zwierzę chowa lub się nim posługuje, nie była odpowiedzialna według przepisów paragrafu poprzedzającego, poszkodowany może od niej żądać całkowitego lub częściowego naprawienia szkody, jeżeli z okoliczności, a zwłaszcza z porównania stanu majątkowego poszkodowanego i tej osoby, wynika, że wymagają tego zasady współżycia społecznego.
Przesłanki odpowiedzialności są bardzo szeroko zakrojone, wobec czego trudno jest się uwolnić od obowiązku naprawienia szkody. Zauważmy, że przepis nie dotyczy wyłącznie właścicieli/hodowców zwierząt, ale kogokolwiek kto zwierzęciem się posługuje - a zatem nie musi być więzi prawnej między zwierzakiem a osobą odpowiedzialną. Istotne jest również, że opiekun psa będzie odpowiadał, nawet jeśli nie było go przy wypadku i nie miał wpływu na zachowanie zwierzęcia, np. puścił psa wolno albo pies uciekł w pogoni za kotem/suczką/złodziejem, a także, gdy z psem wyszło dziecko.


A jeśli nawet odpowiedzialnemu za psa uda się uwolnić od odpowiedzialności przewidzianej w paragrafie pierwszym, to pokrzywdzona staruszka będzie mogła domagać się od niego naprawienia szkody na zasadach słuszności.


Dlatego właśnie należy poważnie zastanowić się nad wykupieniem ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone przez psa, czy inne zwierzę. W naszym przypadku koszty leczenia staruszki, koszty leków, rehabilitacji, opieki, zadośćuczynienie mogą wynieść nawet parędziesiąt tysięcy złotych. Tyle szkody może wyrządzić nasz mały i potulny piesek. Roczny koszt ubezpieczenia to zaledwie parędziesiąt złotych. Co więcej, niektóre ubezpieczenia przewidują zwrot kosztów leczenia w przypadku choroby/wypadku naszego pupila. 


Mam nadzieję, że nie zniechęciłem Was do posiadania psiaków, kociaków i innych zwierzaków. Pamiętajmy tylko, że to są zwierzęta, które mogą być nieprzewidywalne, a my ponosimy za ich działania odpowiedzialność.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również:
Krwiożerczy drapieżnik nikogo nie oszczędzi

30 marca 2015

Gdy okradną Cię z bloga...

Jakiś czas temu, jeszcze zanim zacząłem prowadzić bloga, natknąłem się w Internecie na historię pewnej blogerki-pisarki. Dzisiaj już nie potrafię dotrzeć do tego bloga i jego autorki, ponieważ gdzieś przepadł w otchłani sieci. Dziewczyna pisała powieść i we fragmentach publikowała ją na swoim blogu, żeby dzielić się z czytelnikami i zbierać opinie odnośnie jej treści. Miała spore aspiracje pisarskie i lekkie pióro, więc myślała o opublikowaniu tej historii. Gdy książka była już na ukończeniu, dowiedziała się od swojej czytelniczki, że ktoś ukradł jej spisaną historię, dopisał coś od siebie i opublikował pod swoim nazwiskiem, jako własne dzieło. 


Blogerka oczywiście zgłosiła się do wydawnictwa i udowodniła, że powieść została skradziona, jednak wydawnictwo zawarło już umowę ze złodziejką i przygotowało parę tysięcy egzemplarzy książki (która i tak się kiepsko sprzedała). Okazało się, ze złodziejką była czytelniczka bloga, również nastoletnia aspirująca pisarka. Okradziona blogerka postanowiła uruchomić machinę sprawiedliwości i złożyła zawiadomienie na Policji o popełnionym przestępstwie. Chciała ścigania popełnionego czynu i ukarania złodziejki.

Prawo chroni treści zamieszczane w Internecie

Nie pamiętam już dokładnie efektu działań Policji, ale sprawa zakończyła się niekorzystnie dla pokrzywdzonej blogerki, ponieważ złodziejka była niepełnoletnia i skończyło się na pogrożeniu palcem. Czy, aby na pewno bohaterka tej historii zrobiła wszystko, żeby dochodzić sprawiedliwości? Co powinna była zrobić inaczej? Jak można bronić swoich treści publikowanych w Internecie? Postaram się udzielić paru istotnych informacji...


Przede wszystkim, musisz zdać sobie sprawę, że wszelkie publikowane w Internecie treści, np. takie jak opowiadania (nawet fragmenty), autorskie zdjęcia, rysunki i inne wytworzone przez Ciebie "dzieła" korzystają z ochrony prawa autorskiego, a konkretnie chronią je przepisy Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wrzucane przez Ciebie do Internetu treści nie różnią się pod względem ochrony prawnej od utworów Tolkiena, Szymborskiej, Polańskiego, czy... One Direction (taki zespół młodzieżowy).


Moim zdaniem, najważniejszą kwestią jest ochrona cywilnoprawna, która przyznaje autorowi utworu szereg uprawnień, zwłaszcza do decydowania o rozpowszechnianiu swoich prac oraz czerpaniu z tego korzyści majątkowych (czyli np. wynagrodzenia). Autorka skradzionej powieści powinna była (przynajmniej ja bym tak zrobił) pociągnąć złodziejkę do odpowiedzialności cywilnej, którą przewiduje art. 79 ww. ustawy. Wówczas, mogłaby żądać zaniechania rozpowszechniania wydrukowanej książki, a nawet naprawienia wyrządzonej szkody, czyli zapłaty określonej kwoty odszkodowania oraz publicznych przeprosin. 


Odpowiedzialność karna przewidziana przez polskie prawo jest, powiedzmy sobie szczerze, drugoplanowa i ma zastosowanie do naprawdę skrajnych i gorszących przypadków. Poza tym, ważniejsze dla autora jest ochrona swojego dzieła przed niezamierzoną publikacją i w konsekwencji odzyskanie należnych mu pieniędzy za swoją twórczość, niż to, czy złodziej pójdzie do więzienia.


Tak na marginesie... historia podobna do tej z serialu Californication... jednak Hank Moody poniósł o wiele większe straty.

Jeżeli potrzebujesz pomocy - skontaktuj się ze mną i opisz swój problem. Kontakt do mnie.

Przeczytaj również: