Formalizm w skrajnej postaci i pułapki legislacyjne
Wyobraź sobie, że remontujesz dom, wymieniasz piec na bardziej ekologiczny. Chcesz skorzystać z ulgi termomodernizacyjnej w PIT. Wykonawca wystawia fakturę proformę, płacisz zaliczkę, wykonawca wstawia piec i... umiera. W swoim PIT rozliczasz ulgę, a urząd skarbowy pyta: Gdzie jest faktura?
Faktury nie masz, ponieważ wykonawca nie zdążył wystawić jej przed śmiercią. Ale masz fakturę proformę, potwierdzenie zapłaty zaliczki, i oczywiście nowy piec.
Niestety ulga ci nie przysługuje, ponieważ światły ustawodawca wskazał w ustawie o PIT, że:
"Wysokość wydatków ustala się na podstawie faktur wystawionych przez podatnika podatku od towarów i usług niekorzystającego ze zwolnienia od tego podatku" (art. 26h ust. 3)
Ustawodawca chce faktur.
Faktura proforma nie jest fakturą, nie jest dokumentem księgowym. I w związku z tym nie możesz skorzystać z ulgi. Tak stwierdził chociażby WSA w Gliwicach w wyroku z 19.03.2025 r.
Tak właśnie skrajny formalizm wypacza sens ulg podatkowych i podważa zaufanie w racjonalność ustawodawcy. Brak jednego papierka pozbawia możliwości skorzystania z ulgi, chociaż wszelkie inne przesłanki i warunki są spełnione. A wystarczyłoby zamienić w ww. przepisie wyraz "faktur" na "dokumentów" i podatnikom żyłoby się lepiej.
